Dogrywka byłaby dla Górnika, ale narzekać nie można

04.04.2018
Mecz Górnika Zabrze z Legią Warszawa był trudny dla Łukasza Wolsztyńskiego, bo nie mógł pomóc kolegom z drużyny na boisku. - Człowiek bardziej przeżywa siedząc na trybunie - przyznaje.
Rafał Rusek/Press Focus
Łukasz Wolsztyński dobrze zaczął sobotni mecz z Sandecją Nowy Sącz, ale nie dokończył nawet pierwszej połowy. Tuż przed przerwą został zniesiony z boiska na noszach. Jak się później okazało - z zerwanym więzadłem krzyżowym. Zawodnik Górnika leci w niedzielę do Rzymu, gdzie w poniedziałek przejdzie operację u znanego doktora Marianiego. To właśnie u niego leczyli się m.in. Arkadiusz Milik, Konrad Nowak czy brat Łukasza, Rafał, który już wraca do treningów po podobnej kontuzji.

- Brat jest bardzo zadowolony, wierzę, że niebawem wróci na boisko, więc nie ma co kombinować. Też zdecydowałem się na takie rozwiązanie - komentuje Łukasz. - Zrobiłem gwałtowny zwrot i poczułem, jak coś "strzeliło". Nie miałem wątpliwości, że to  poważna kontuzja - opisuje sobotnie zdarzenie.

Wczorajszą potyczkę z Legią Warszawa Wolsztyński musiał oglądać z wysokości trybun. Jak ocenia półfinałowy pojedynek? - Człowiek bardziej przeżywa siedząc na trybunie, aż chce się wejść na boisko. Ciężki mecz, ze świetnym "Gienkiem" w bramce i rewelacyjną naszą końcówką. Gdyby był jeden mecz i dogrywka, to myślę, że bylibyśmy bliżsi zadania decydującego ciosu. Ale nie ma co narzekać. Jest remis, wciąż jesteśmy w grze o finał - ocenia piłkarz Górnika.
źródło: gornikzabrze.pl / SportSlaski.pl

Przeczytaj również