Do przerwy było idealnie. Punkt u wicelidera

08.10.2016
W pierwszej połowie wyglądało to tak, jakby to Górnik Zabrze był wiceliderem I ligi. W drugiej jednak "Trójkolorowi" często dopuszczali rywala pod własną bramkę, co tradycyjnie się zemściło. Passa meczów bez porażki została jednak przedłużona do sześciu.
Norbert Barczyk/Press Focus
Wydarzenie
Zagrał jak profesor. David Ledecky popisał się kapitalną asystą przy golu na 1:0 dla gości. Górnik ruszył z kontrą po stracie gospodarzy, Czech ze spokojem rozegrał akcję i posłał górną piłkę za plecy obrońców. Wykorzystał to Erik Grendel, który wbiegł w pole karne i uderzeniem bez przyjęcia wyprowadził zabrzan na prowadzenie. Akcja palce lizać!

Bohater
Miał nosa trener Maciej Bartoszek. Na kilkanaście minut przed końcem ściągnął z boiska Bartłomieja Niedzielę, który z minuty na minutę radził sobie lepiej. Wprowadzony za niego Irakli Meschia tuż po wejściu doprowadził do wyrównania. Asystował mu... jego rodak, Oleksandr Szeweluchin, który nie zdołał dobrze wybić piłkę po dośrodkowaniu z prawej strony boiska. Zawodnik Chojniczanki przytomnie wbiegł i pokonał zasłoniętego Grzegorza Kasprzika. W kwadrans zrobił znacznie więcej, niż większość jego kolegów z drużyny.

Rozczarowanie
Pierwsza połowa w wykonaniu Chojniczanki to katastrofa. Najbardziej rzucały się w oczy błędy Łukasza Kosakiewicza. To on stracił piłkę w sytuacji, po której padł gol dla Górnika. Miał dużo strat, po których zabrzanie mogli atakować.

Co ciekawego?
- Gospodarze od pierwszej akcji rzucili się na Górnik, jednak to zabrzanie jako pierwsi stworzyli sobie niemal 100-procentową sytuację - z lewej strony zagrał Ledecky, w polu karnym piłkę przytomnie zgrał Maciej Ambrosiewicz, dzięki czemu trafiła ona do niepilnowanego Adama Wolniewicza. Ten miał dużo czasu na podjęcie decyzji. Strzelił, ale nad bramką...

- Paskudny uraz przytrafił się Marcinowi Biernatowi, który na boisku nie spędził nawet 10 minut. Obrońca Chojniczanki poślizgnął się i upadł na rękę, która nienaturalnie wygięła się. Zawodnik po chwili był już w karetce, a na boisku pojawił się Wojciech Lisowski.

- Lisowski wszedł i był jednym z niewielu zawodników, którzy w pierwszej połowie w drużynie gospodarzy nie zawodzili. Grzegorz Kasprzik z trudem obronił jego uderzenie głową, a później gdyby nie on, to Ledecky znalazłby się sam na sam z bramkarzem.

- Piłkarze Chojniczanki wyglądali momentami niczym sportowcy ze skeczu o igrzyskach w "Latającym Cyrku Monty Pythona". Idealnym tego przykładem jest sytuacja z końcówki pierwszej połowy - Mariusz Kryszak zderzył się z kolegą z drużyny, Andrzejem Rybskim, przez co zabrzanie ruszyli z kontrą. Nie rozegrali jej zbyt szybko, ale i tak piłka - po uderzeniu Igora Angulo - wpadła do siatki. Był jednak minimalny spalony.

- Skoro już o spalonych mowa - piłkarze Górnika często w ten sposób tracili piłkę. Zwłaszcza po przerwie.

- Na początku drugiej połowy żółtą kartkę otrzymał Grendel. Oznacza to, że Słowak nie zagra w następnym meczu, ze Stomilem Olsztyn.

- O ile przed przerwą Górnik był lepszy i praktycznie nie dopuszczał gospodarzy pod swoje karne, tak w drugiej zabrzanie za bardzo się cofnęli, za co zostali skarceni. Chojniczanka częściej atakowała, dwie dogodne sytuacje zmarnował Patryk Mikita.

- Górnik w drugiej połowie zaczął atakować dopiero po stracie gola. Najbliżej zdobycia bramki był Szymon Matuszek, który głową wykończył dośrodkowanie Dawida Plizgi z rzutu rożnego.

- Piłkę z linii wybił obrońca. Chwilę później kilka metrów uderzał Angulo, jednak dobrze spisał się Łukasz Budziłek. Sytucje mieli też Szymon Skrzypczak i Plizga.

Chojniczanka Chojnice - Górnik Zabrze 1:1 (0:1)
0:1 - Grendel, 23'
1:1 - Meschia, 76'

Chojniczanka: Budziłek - Podgórski, Biernat (10. Lisowski), Kieruzel, Kosakiewicz - Kryszak, Grzelak - Mikita, Rybski, Niedziela (58. Biskup) - Mikołajczak (72. Meschia).Trener: Maciej Bartoszek.

Górnik: Kasprzik - Wolniewicz, Danch, Szeweluchin, Kurzawa - Ambrosiewicz (81. Pikul), Matuszek, Przybylski, Grendel (55. Plizga) - Ledecky (64. Skrzypczak), Angulo. Trener: Marcin Brosz.

Żółte kartki: Kieruzel - Grendel, Przybylski.
Sędziował Szymon Marciniak (Płock).
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również