"Dlaczego odszedłem? Powodem była niechęć zarządu wobec mnie"
13.07.2013
Kiedy Radler wrócił na Śląsk, wydawało się, że w klubie w którym się wychował zakończy karierę. Tymczasem kilka dni temu poinformował, że odchodzi do Chojniczanki Chojnice. O powody tej decyzji spytał go portal gliwicka72.pl. - Powodem była niechęć klubu, a dokładnie zarządu wobec mnie. Wszyscy teraz sobie myślą że Radler chciał nie wiadomo jakie pieniądze. Szczerze mówiąc żadnej oferty z klubu dotyczącej mojego kontraktu nie było. Przychodząc tutaj pół roku temu zgodziłem się na kontrakt który mi zaproponowano w klubie , ale prezes obiecał że w przypadku awansu będziemy rozmawiać o podwyżce. Po urlopie poszedłem rozmawiać o nowym kontrakcie ale rozmowa trwała minutę. Według mnie 30 % podwyżki to nie jest dużo, a nawet gdybym ją dostał to nie byłaby średnia jaką płacą kluby pierwszoligowe. Internauci od razu oczywiście stwierdzili jakie to Radler nie chciał pieniądze, że to jest gwiazda i w ogóle. Na drugi dzień dotarła do mnie informacja, że zarząd jest zbulwersowany, jak ja mogę chcieć takie pieniądze. Trener prosił mnie żebym poszedł do klubu i w jakiś sposób się dogadał.. Oczywiście chciałem podjąć negocjacje ponieważ zależało mi aby zostać w klubie, lecz prezes Janik unikał jakiegokolwiek ze mną kontaktu - informuje.
- Kiedy w końcu udało mi się do niego dostać to dowiedziałem się że on zastanawia się czy ze mną w ogóle podpisze kontrakt i że mam przyjść po treningu on da mi odpowiedź. Jak trening się skończył to poszedłem do biura prezesa i pocałowałem klamkę.. Przed sparingiem z drużyną amerykańska rozmawiałem z trenerem Wieczorkiem, jak wygląda moja sytuacja, czy rozmawiał z prezesem. Mówił że nie, że porozmawia tuż przed meczem. Rozmowa trenera z prezesem się odbyła i pan Janik powiedział że oczywiście da mi znać po sparingu. Nie wytrzymałem i poszedłem do prezesa i zapytałem czy ma ochotę ze mną porozmawiać. Prezes odpowiedział że nie. Następnego dnia poszedłem upewnić się że mam sobie szukać nowego klubu i od razu na wejściu usłyszałem że kontrakt nie zostanie przedłużony. Szkoda że nie powiedzieli mi tego przed urlopem miałbym więcej czasu na szukanie nowego pracodawcy - kontynuuje Radler.
- Pierwszy raz się spotykam z takim traktowaniem piłkarzy. W klubach w których byłem to profesjonalnie podchodzono do swojej pracy, jeżeli ktoś kogoś zapraszał na rozmowę to czekał na piłkarza. Natomiast tutaj przychodząc do pokoju prezesa Janika to robi wszystko, aby nie patrzeć Ci w oczy. On coś powie i albo akceptujesz albo dziękuje - twierdzi Błażej Radler.
- Kiedy w końcu udało mi się do niego dostać to dowiedziałem się że on zastanawia się czy ze mną w ogóle podpisze kontrakt i że mam przyjść po treningu on da mi odpowiedź. Jak trening się skończył to poszedłem do biura prezesa i pocałowałem klamkę.. Przed sparingiem z drużyną amerykańska rozmawiałem z trenerem Wieczorkiem, jak wygląda moja sytuacja, czy rozmawiał z prezesem. Mówił że nie, że porozmawia tuż przed meczem. Rozmowa trenera z prezesem się odbyła i pan Janik powiedział że oczywiście da mi znać po sparingu. Nie wytrzymałem i poszedłem do prezesa i zapytałem czy ma ochotę ze mną porozmawiać. Prezes odpowiedział że nie. Następnego dnia poszedłem upewnić się że mam sobie szukać nowego klubu i od razu na wejściu usłyszałem że kontrakt nie zostanie przedłużony. Szkoda że nie powiedzieli mi tego przed urlopem miałbym więcej czasu na szukanie nowego pracodawcy - kontynuuje Radler.
- Pierwszy raz się spotykam z takim traktowaniem piłkarzy. W klubach w których byłem to profesjonalnie podchodzono do swojej pracy, jeżeli ktoś kogoś zapraszał na rozmowę to czekał na piłkarza. Natomiast tutaj przychodząc do pokoju prezesa Janika to robi wszystko, aby nie patrzeć Ci w oczy. On coś powie i albo akceptujesz albo dziękuje - twierdzi Błażej Radler.
Polecane
I liga