Derby dla Górnika! Atmosfera ekstraklasa!
16.05.2017
W wyjściowym składzie Górnika Zabrze zaszła jedna zmiana - do "11" wrócił David Ledecky, który zastąpił Sandiego Arcona. Czech zagrał w ataku, przez co na prawe skrzydło przeskoczył Łukasz Wolsztyński. Więcej zmian było w drużynie GKS-u Katowice. Za słabo spisującego się z Sandecją Nowy Sącz Olivera Prażnovsky'ego grał Łukasz Pielorz, a po lewym skrzydle biegał Paweł Mandrysz, dla którego był to pierwszy mecz od pojedynku z Miedzią Legnica z 26. kolejki.
Przez pierwszych 25 minut na boisku było więcej walki niż strzałów, dlatego też bardziej można było skupić się na trybunach, gdzie blisko 21 tysięcy kibiców Górnika i GieKSy tworzyło wspaniałą atmosferę. Sygnał do tego, by jednak zacząć zwracać uwagę na murawę dał Tomasz Foszmańczyk, którzy uderzył zza pola karnego tuż obok słupka. Po chwili katowiczanie stworzyli najlepszą okazję - na prawym skrzydle Alan Czerwiński bez najmniejszych problemów minął obrońcę, a Tomasz Loska, widząc kłopoty kolegi z drużyny, wyszedł z bramki. Zawodnik gości minął i jego, a następnie uderzył. Zabrzan, interwencją tuż przed linią bramkową, uratował Bartosz Kopacz.
Kilka minut później Kopacz znów okazał się bohaterem, ale tym razem pod bramką GieKSy. Rafał Kurzawa bardzo dobrze dośrodkował z rzutu rożnego, a obrońca Górnika wygrał pojedynek główkowy i uderzył na bramkę. Piłka raczej nie leciała w światło bramki, ale szczęśliwie dla gospodarzy odbiła się od nogi Andreji Prokicia i wpadła do siatki. Przyjezdni przez pierwsze minuty po utracie gola wyglądali, jakby jeszcze rozmyślali o tej sytuacji bowiem 14-krotny mistrz Polski ruszył z kolejnym atakiem, a w polu karnym Szymona Żurkowskiego wyciął Mateusz Kamiński. Sędzia jednak nie dopatrzył się przewinienia.
Od początku drugiej połowy GieKSa starała się wyrównać i atakowała. Podobnie jednak jak przed przerwą, z ich optycznej przewagi niewiele wynikało. Najbliżej gola był Mikołaj Lebedyński, który po nieco przypadkowej sytuacji, uderzył z kilku metrów wprost w Tomasza Loskę. Na niespełna 10 minut przed końcem Kopacz po raz drugi skierował piłkę do siatki - po rzucie wolnym - ale tym razem sędzia odgwizdał spalonego. Po chwili GKS nadział się na kontrę, którą fatalnym strzałem wykończył Sandi Arcon. Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry sędzia raz jeszcze nie uznał gola - tym razem uznał, że na spalonym był Kamiński.
W ostatnich minutach emocji było niesamowicie dużo. W pole karne dwa razy zawędrował nawet Sebastian Nowak, jednak wynik już się nie zmienił. Wygrał Górnik, który do GKS-u traci już tylko jeden punkt.
Górnik Zabrze - GKS Katowice 1:0 (1:0)
1:0 - Prokić, 31' (samobójcza)
Górnik: Loska - Wolniewicz, Kopacz, Suarez, Olszewski - Ł. Wolsztyński (67' Arcon), Matuszek, Żurkowski (86' Ambrosiewicz), Kurzawa - Angulo, Ledecky (70' Karwot). Trener: Marcin Brosz.
GKS: Nowak - Czerwiński, Kamiński, Pielorz, D. Abramowicz - Foszmańczyk, Kalinkowski, Zejdler, Mandrysz (65' Jóźwiak) - Lebedyński (77' Wołkowicz), Prokić (69' Goncerz). Trener: Jerzy Brzęczek.
Żółte kartki: Ledecky, Kurzawa - Pielorz.
Sędziował Wojciech Myć (Lublin).
Widzów: 20 987.
Przez pierwszych 25 minut na boisku było więcej walki niż strzałów, dlatego też bardziej można było skupić się na trybunach, gdzie blisko 21 tysięcy kibiców Górnika i GieKSy tworzyło wspaniałą atmosferę. Sygnał do tego, by jednak zacząć zwracać uwagę na murawę dał Tomasz Foszmańczyk, którzy uderzył zza pola karnego tuż obok słupka. Po chwili katowiczanie stworzyli najlepszą okazję - na prawym skrzydle Alan Czerwiński bez najmniejszych problemów minął obrońcę, a Tomasz Loska, widząc kłopoty kolegi z drużyny, wyszedł z bramki. Zawodnik gości minął i jego, a następnie uderzył. Zabrzan, interwencją tuż przed linią bramkową, uratował Bartosz Kopacz.
Kilka minut później Kopacz znów okazał się bohaterem, ale tym razem pod bramką GieKSy. Rafał Kurzawa bardzo dobrze dośrodkował z rzutu rożnego, a obrońca Górnika wygrał pojedynek główkowy i uderzył na bramkę. Piłka raczej nie leciała w światło bramki, ale szczęśliwie dla gospodarzy odbiła się od nogi Andreji Prokicia i wpadła do siatki. Przyjezdni przez pierwsze minuty po utracie gola wyglądali, jakby jeszcze rozmyślali o tej sytuacji bowiem 14-krotny mistrz Polski ruszył z kolejnym atakiem, a w polu karnym Szymona Żurkowskiego wyciął Mateusz Kamiński. Sędzia jednak nie dopatrzył się przewinienia.
Od początku drugiej połowy GieKSa starała się wyrównać i atakowała. Podobnie jednak jak przed przerwą, z ich optycznej przewagi niewiele wynikało. Najbliżej gola był Mikołaj Lebedyński, który po nieco przypadkowej sytuacji, uderzył z kilku metrów wprost w Tomasza Loskę. Na niespełna 10 minut przed końcem Kopacz po raz drugi skierował piłkę do siatki - po rzucie wolnym - ale tym razem sędzia odgwizdał spalonego. Po chwili GKS nadział się na kontrę, którą fatalnym strzałem wykończył Sandi Arcon. Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry sędzia raz jeszcze nie uznał gola - tym razem uznał, że na spalonym był Kamiński.
W ostatnich minutach emocji było niesamowicie dużo. W pole karne dwa razy zawędrował nawet Sebastian Nowak, jednak wynik już się nie zmienił. Wygrał Górnik, który do GKS-u traci już tylko jeden punkt.
Górnik Zabrze - GKS Katowice 1:0 (1:0)
1:0 - Prokić, 31' (samobójcza)
Górnik: Loska - Wolniewicz, Kopacz, Suarez, Olszewski - Ł. Wolsztyński (67' Arcon), Matuszek, Żurkowski (86' Ambrosiewicz), Kurzawa - Angulo, Ledecky (70' Karwot). Trener: Marcin Brosz.
GKS: Nowak - Czerwiński, Kamiński, Pielorz, D. Abramowicz - Foszmańczyk, Kalinkowski, Zejdler, Mandrysz (65' Jóźwiak) - Lebedyński (77' Wołkowicz), Prokić (69' Goncerz). Trener: Jerzy Brzęczek.
Żółte kartki: Ledecky, Kurzawa - Pielorz.
Sędziował Wojciech Myć (Lublin).
Widzów: 20 987.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów