Debiutant z Górnika Zabrze miał cichy plan. Nie udało się go zrealizować...

29.03.2013
Piłkarzem Górnika Zabrze został prawie trzy lata temu, jednak dopiero wczoraj zadebiutował w ekstraklasie. Błędu się nie ustrzegł. - Ponoszę winę za straconą bramkę - przyznał Bartosz Kopacz.
O tym, że dostanie szansę występu od pierwszej minuty, Kopacz dowiedział się w dniu meczu. Jednak pewne sygnały były wysyłane już podczas treningów. - Co prawda w tygodniu trenowaliśmy w różnych zestawieniach defensywy, jednak po nich spodziewałem się, że mogę wyjść w pierwszym składzie. Decyzja jednak zapadła przed spotkaniem - powiedział, grający w ekstraklasie po raz pierwszy, obrońca.

Tremy jednak nie było. - Bo w I lidze rozegrałem ponad 40 spotkań. Podszedłem do meczu z Widzewem jak do każdego innego - bez kompleksów. Grało mi się całkiem nieźle - przyznał Kopacz, który rundę jesienną spędził na wypożyczeniu w Zawiszy Bydgoszcz. Wcześniej grał przez jeden sezon w Ruchu Radzionków. W obu tych drużynach był podstawowym defensorem - i w obu zbierał dobre noty za występy.

Debiut mógł być w pełni udany, gdyby nie błąd Kopacza przy honorowym trafieniu łodzian. Obrońca dał się ograć Bartłomiejowi Pawłowskiemu, który precyzyjnym uderzeniem zza pola karnego pokonał Łukasza Skorupskiego. - Miałem być bliżej niego i zablokować strzał. Ponoszę winę za straconą bramkę - przyznał się piłkarz Górnika.

W pierwszej połowie Kopacz był bliski pokonania Macieja Krakowiaka. Po jednym ze stałych fragmentów gry obrońca uderzył głową, jednak bramkarz Widzewa złapał piłkę. Gdyby jednak futbolówka wpadła do siatki, gola i tak by nie było - sędzia odgwizdał spalonego.

- Wydawało mi się, że wybiegam z głębi pola, być może ktoś inny był na spalonym. Miałem taki cichy plan, by strzelić bramkę w debiucie. Z taką myślą wchodziłem na każdy stały fragment gry. Było blisko, bo praktycznie za każdym razem mieliśmy świetne wrzutki. Może następnym razem już się powiedzie - uśmiechnął się Kopacz.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również