Dawid Plizga: Presja? Mają ją na mistrzostwach świata!
31.03.2014
Przy stanie 3-2, sędzia Paweł Raczkowski z Warszawy podyktował kontrowersyjny rzut karny, który przesądził o tym, że zabrzanie wciąż muszą czekać na pierwsze ligowe zwycięstwo w tym roku. Z kolei Jagiellonia Białystok dzięki "11" zyskała punkt, mimo że przegrywała już 0-3.
Rzut karny wykonywał Dawid Plizga, który na boisku pojawił się w drugiej połowie, zmieniając bardzo słabego wczoraj Adama Waszkiewicza. Jak przyznał po spotkaniu strzelec ostatniej bramki, przed oddaniem strzału nogi mu nie drżały. - Presje to mają na mistrzostwach świata, a to był normalny mecz ligowy, żadnej presji nie było - podkreślił zawodnik "Jagi".
Obóz Górnika był zgodny, że po starciu Borisa Pandży z Bekimem Balajem sędzia nie powinien podyktować rzutu karnego. A jak sytuację ocenił Plizga? - Taki jest futbol. Pomyłki są wkalkulowane w ten sport. Ostatnio nam szczęście nie sprzyjało, więc jeżeli karnego nie powinno być, to tym razem okazało się, że szczęście było po naszej stronie - skomentował.
Białostoczanie odrobili straty niczym Liverpool w pamiętnym finale Ligi Mistrzów z 2005 roku. Z tą różnicą, że Jagiellonia zdołała strzelić jedną bramkę do przerwy - i to ona zdaniem wielu była kluczowa. Przyznają to nawet goście wczorajszego spotkania.
- Bramka Adasia Dźwigały dużo nam dała, bo pojawił się promyk nadziei, że jeżeli dobrze zaczniemy drugą połowę, to można szybko strzelić bramkę kontaktową, a później to już się może wiele wydarzyć. I faktycznie tak się stało - cieszył się Plizga.
- Przyjechaliśmy po trzy punkty, to było nasze założenie po tym, jak zobaczyliśmy wyniki innych spotkań. Nie udało się, ale z perspektywy tego, co działo się na boisku, trzeba uznać, że to cenny punkt - podsumował niedzielne widowisko Plizga.
Rzut karny wykonywał Dawid Plizga, który na boisku pojawił się w drugiej połowie, zmieniając bardzo słabego wczoraj Adama Waszkiewicza. Jak przyznał po spotkaniu strzelec ostatniej bramki, przed oddaniem strzału nogi mu nie drżały. - Presje to mają na mistrzostwach świata, a to był normalny mecz ligowy, żadnej presji nie było - podkreślił zawodnik "Jagi".
Obóz Górnika był zgodny, że po starciu Borisa Pandży z Bekimem Balajem sędzia nie powinien podyktować rzutu karnego. A jak sytuację ocenił Plizga? - Taki jest futbol. Pomyłki są wkalkulowane w ten sport. Ostatnio nam szczęście nie sprzyjało, więc jeżeli karnego nie powinno być, to tym razem okazało się, że szczęście było po naszej stronie - skomentował.
Białostoczanie odrobili straty niczym Liverpool w pamiętnym finale Ligi Mistrzów z 2005 roku. Z tą różnicą, że Jagiellonia zdołała strzelić jedną bramkę do przerwy - i to ona zdaniem wielu była kluczowa. Przyznają to nawet goście wczorajszego spotkania.
- Bramka Adasia Dźwigały dużo nam dała, bo pojawił się promyk nadziei, że jeżeli dobrze zaczniemy drugą połowę, to można szybko strzelić bramkę kontaktową, a później to już się może wiele wydarzyć. I faktycznie tak się stało - cieszył się Plizga.
- Przyjechaliśmy po trzy punkty, to było nasze założenie po tym, jak zobaczyliśmy wyniki innych spotkań. Nie udało się, ale z perspektywy tego, co działo się na boisku, trzeba uznać, że to cenny punkt - podsumował niedzielne widowisko Plizga.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów