Daniel Gołębiewski: Sportowo nie miałem sobie nic do zarzucenia

13.01.2012
Daniel Gołębiewski został dziś wypożyczony do Korony Kielce. Jego miejsce w Zabrzu zajmie Michał Zieliński. Napastnik, który jesienią grał w Zabrzu, nie ukrywa, że zabiegał o takie rozwiązanie.
- Jakie były przyczyny? W Górniku nie pograłem sobie zbyt wiele, jak na swoje oczekiwania. Kiedy powstał plan możliwej wymiany, rozmawiałem z działaczami Polonii Warszawa o tym, że tak byłoby dla mnie korzystniej. Udało się wymienić miejscami z Michałem i mam nadzieję, że z korzyścią dla nas obu - rozpoczyna zawodnik.

Wciąż jednak pozostaje nierozwiązana kwestia, dlaczego Gołębiewski dostawał tak mało szans... 24-latek wystąpił w dziewięciu meczach ligowych, w których strzelił dwie bramki, jednak tylko dwa razy dotrwał na boisku od pierwszej do ostatniej minuty. - Ciężko określić, dlaczego tak było, bo sportowo nie mogę sobie nic zarzucić. Wiadomo, że napastnika rozlicza się z goli, więc trochę boli, że akurat po spotkaniach, w których strzelałem gole, trener sadzał mnie na ławce. To mi na pewno utrudniało, gdyż łatwiej się gra, gdy czuje się, że jest się w formie, idzie się za ciosem. Ja miałem inaczej, ale do nikogo nie mam pretensji... - twierdzi Gołębiewski.

Jednocześnie napastnik zastrzega, że konfliktu z trenerem Adamem Nawałką nie było. - Nie było nawet do niego podstaw. Szkoleniowiec podejmował po prostu takie decyzje. Trudno. O moje pozostanie w Zabrzu nie zabiegał, ale w tym akurat nic dziwnego, bo na ostatnim spotkaniu powiedział nam, że kto znajdzie sobie nowy klub nie będzie zatrzymywany. Ja po prostu wykorzystałem tę szansę - tłumaczy.

Choć piłkarsko pobyt w Zabrzu nie wyglądał najlepiej, pochodzący z Wyszkowa zawodnik będzie dobrze wspominał czas tu spędzony. - Było miło, poznałem tu dużo ciekawych ludzi. Wiadomo, że na Śląsku czas płynie wolniej, niż w Warszawie, gdzie wcześniej mieszkałem. Jest spokojniej. Miałem bardzo dobre kontakty z ludźmi pracującymi w klubie - zapewnia.

Były gracz "Trójkolorowych" zaznacza też, że nie można traktować jego odejścia, jako ucieczki od problemów organizacyjnych klubu, bo... tych po prostu nie ma! - Nie miałem takiej sytuacji, jak koledzy, którzy mieli zaległości jeszcze z wcześniejszych lat. Ja byłem tam pół roku. Sytuację wcześniej znałem tylko z mediów i spodziewałem się, że będzie bardzo ciężko, ale przekonałem się, że to tylko temat dla mediów, bo ludzie chętniej czytają, że jest źle. Były opóźnienia, lecz takie rzeczy są w normie i były w rozsądnym czasie regulowane. Organizacyjnie też nie mogę niczego zarzucić. Organizacja treningów, pracy była profesjonalna, a finansowo również wszystko stało na dobrym poziomie - kończy Daniel Gołębiewski.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również