Człowiek-pasjonat odbudowuje Raków. I trzyma kciuki za Górnik
04.05.2013
W styczniu 2010 roku wszczęto procedurę upadłościową Rakowa. Osobą, która nie chciała dopuścić do tego, by klub przeszedł do historii był Krzysztof Kołaczyk. Pochodzący z Częstochowy były piłkarz m.in. Górnika Zabrze. Mniej więcej w tym samym czasie, szkoleniowcem pierwszej drużyny został Jerzy Brzęczek, którego kibicom "Trójkolorowym" również przedstawiać nie trzeba. W ciągu trzech lat w klubie zrobiono tyle, ile w innych nie robi się w ciągu dekady. "Czerwono-niebiescy" zaczynają wychodzić na prostą.
- Powoli zaczyna to fajnie wyglądać. Pierwsze 1,5 roku walczyliśmy o to, żeby klub nie upadł. Ostatnie 1,5 roku staramy się rozwijać organizacyjnie, szkoleniowo. Widzimy jak to idzie do przodu - mówi Kołaczyk. - Jeśli trzy lata temu dostalibyśmy klub "na zero", to dzisiaj bylibyśmy w innym miejscu, dużo wyżej. Musieliśmy jednak pozbyć się bardzo dużego "ogona" długów. Dzisiaj jesteśmy już dużo dalej, pospłacaliśmy zaległości wobec urzędów, w dużej mierze uporaliśmy się z zadłużeniem u zawodników, aczkolwiek jest bardzo ciężko - przyznaje.
W drużynie Rakowa na próżno szukać piłkarskich wyg z uznanymi nazwiskami. W Częstochowie stawia się na młodzież. - I to jest naszym plusem. Tacy gracze nie mają jeszcze rodzin, są przy rodzicach, uczą się. Nasze warunki kontraktowe? Mówiąc wprost - szału nie ma. Ale od razu
powiedzieliśmy, że nie będziemy bujać w obłokach i obiecywać czegoś na wyrost. Dysponujemy tym, co mamy. Myślę, że zawodnicy to zrozumieli. Możemy podpisywać umowy, które pozwalają żyć, a piłkarze potrafią się odwdzięczyć - opowiada prezes klubu.
Potrafią się odwdzięczyć i też wywalczyć sobie kontrakty w lepszych klubach. Z Rakowa w ostatnich latach wyszło kilku zawodników, którzy swoje kariery kontynuują w ekstraklasie. - Mam mieszane uczucia, gdy odchodzą od nas czołowi piłkarze. Z jednej strony - cieszę się, że mają szanse zaistnieć, pokazać się. My dzięki temu możemy łatać dziury, bez transferów moglibyśmy nie przeżyć. Z drugiej strony - osłabiamy drużynę, a przecież usiłujemy zbudować silny zespół. Jeśli jednak ktoś się pokaże i będzie to korzystne dla nas, to taką decyzję trzeba podjąć - mówi.
Mimo że z Rakowa odchodzą kolejni zawodnicy, częstochowianie całkiem dobrze radzą sobie w rozgrywkach ligowych. Po rundzie jesiennej obecnego sezonu zajmowali czwarte miejsce z jednopunktową stratą do wicelidera. - W ciągu dwóch lat odeszło od nas trzech liderów - Artur Lenartowski, Maciej Gajos i Mateusz Zachara. Mimo to, zrobiliśmy jesienią najlepszy wynik od lat. Idziemy w dobrym kierunku - cieszy się Kołaczyk.
Oczywiście spora w tym zasługa trenera Brzęczka. - To nasz wielki skarb. Potrafi zmotywować drużynę
pomimo osłabień. Pokazała to jesień. Mogę powiedzieć, że moim szczęściem - jako prezesa - jest to, że mam tak dobrego trenera. Ale idzie to w dwie strony - Jurek może być zadowolony, że ma takiego prezesa. Wiekowo jesteśmy podobni, graliśmy w piłkę i czujemy ją - przyznaje działacz.
- Mam trenera, który interesuje się każdym chłopcem, w każdej grupie młodzieżowej, bo zdaje sobie sprawę, że to będzie przyszłość klubu. Dla mnie to super sprawa, że myśli o tym, co będzie za 3-4 lata. Widzę mądrą pracę Jurka i nie robię problemów, nie jest pod presją wyników. Wiem, kogo ma do dyspozycji. Jestem zadowolony z jego pracy, darzę go pełnym zaufaniem. Pokazuje, że jeśli w klubie będzie wszystko poukładane, to na wyniki sportowe przyjdzie czas. Cierpliwości - uspokaja szef Rakowa.
W Częstochowie wiedzą, że warto uczyć się od najlepszych, dlatego też w poprzednim roku rozpoczęto współpracę z Borussią Dortmund. Spora w tym zasługa Jakuba Błaszczykowskiego, siostrzeńca Brzęczka. Do klubu z Zagłębia Ruhry w pierwszej turze udało się trzech trenerów grup młodzieżowych. Przed tygodniem podobny kierunek obrało kolejnych czterech szkoleniowców.
- W grudniu oficjalnie podpisaliśmy umowę partnerską. Powiedzmy sobie szczerze - to my od nich coś bierzemy, a nie oni od nas. Od rana do wieczora mają wejście wszędzie. Mogą wejść do szatni, rozmawiać z trenerami grup młodzieżowych, drugiej drużyny. Na pierwszą również mają wgląd, aczkolwiek - nie oszukujmy się - ze względów finansowych nie będziemy mieć takiej infrastruktury i nie będziemy ściągać tego, co ma pierwszy zespół. Priorytetem jest młodzież. W Polsce od razu wszyscy chcieliby mieć to, co ich seniorzy. My chcemy zacząć od podstaw. Podpatrzeć, co robi się od trampkarzy. To będziemy starali się wprowadzić na nasz rynek i pracować w takim kierunku. Trenerzy już wiele się nauczyli, wiedzą na co zwracać uwagę - tłumaczy Kołaczyk.
Nabytą wiedzę jest gdzie wykorzystywać. W Rakowie pracuje 19 trenerów (łącznie z Brzęczkiem), jest 17 grup młodzieżowych. Ich wiedzę przyswaja - licząc razem z Akademią Piłki Nożnej - 350 dzieci. Raz na miesiąc wszyscy szkoleniowcy mają spotkania i wewnętrzne szkolenia, podczas których omawiane są wzorce, podpatrzone w Dortmundzie.
W Częstochowie wzorują się nie tylko na Borussii. Od jakiegoś czasu pod Jasną Górą korzystają z "coachingu sportowego", który ma wpływać na stronę psychiczną zawodników. Klub współpracuje z Akademią im. Jana Długosza i korzysta z terapii "Biofeedbeck". - Można powiedzieć, że to trening mózgu, koncentracji. Korzystają z tego Lech Poznań i drużyna skoczków narciarskich. Na najwyższym szczeblu sportowym jest to niezbędne - podkreśla Kołaczyk.
"Królikami doświadczalnymi" metody "coachingu sportowego" są juniorzy starsi. Wkrótce jednak kolejni zawodnicy będą mieli okazję się z nią zapoznać. - Muszę powiedzieć, że po 3-4 miesiącach już widzimy bardzo fajny postęp. Piłkarze są otwarci, bardziej świadomi. Zaczynamy widzieć efekty tej pracy. Wprowadzimy to także w innych rocznikach, także w seniorach - zapowiada nasz rozmówca, który w sercu ma nie tylko Raków. Jako młody chłopak trafił do Górnika, z którym wywalczył dwa mistrzostwa Polski. Mimo że okres jego gry w tym klubie skończył się paskudną kontuzją kręgosłupa (przez nią Kołaczyk przez dłuższy czas był przykuty do łóżka, musiał przejść długą rehabilitację), to miło wspomina okres gry przy Roosevelta.
- Śmiało można powiedzieć, że to mój drugi klub. Spędziłem w Zabrzu kapitalne chwile. Skończyło się co prawda kontuzją kręgosłupa, po której miałem dwa lata przerwy, ale niekoniecznie musiała ona się przytrafić przez Górnik. Mam na koncie mistrzostwa Polski, w wieku 16 lat zadebiutowałem w europejskich pucharach... Miło to wspominam - wraca pamięcią do lat 80-tych.

Łukasz Laskowski/Pressfocus
Również i dzisiaj Kołaczyk jest blisko Zabrza. Dzięki Mariuszowi Przybylskiemu. - To mój przyjaciel, którego pilotowałem na tyle, na ile mogłem. Trafił do Polonii Bytom, w której zauważył go trener Henryk Kasperczak. Mieszka niedaleko mnie, często się widujemy, nawet przed naszą rozmową widziałem się z nim. Cały czas rozmawiamy o Górniku. Życzę mu jak najlepiej. Jak odchodził z Rakowa, byłem o niego spokojny. Wiedziałem, że w Polonii nie będzie zbyt długo, że pójdzie gdzieś wyżej - mówi.
Kolejnym piłkarz Górnika, który nie jest Kołaczykowi obcy, to wspominany już Zachara, który niedawno wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie "Trójkolorowych". Do drużyny Adama Nawałki trafił właśnie z Częstochowy. - To bardzo fajny zawodnik, potrafi grać w piłkę, strzelać bramki. Na początku tak się złożyło, że nie zyskał pełnego zaufania i nie mógł się przedrzeć do składu. Pokazał się z dobrej strony na wypożyczeniu w GKS-ie Katowice. W okresie letnim rozmawiałem z nim, mówił, że jest blisko wywalczenia miejsca w składzie, jednak złapał kontuzję. Myślę, że jeśli teraz zdrowie mu dopisze, to przekona szkoleniowca do siebie. Jest takim boiskowym cwaniakiem - chwali Kołaczyk. - Jak dostanie szansę, to ją wykorzysta - dodaje.
- Jestem przekonany, że Górnika stać na to, żeby zakończyć sezon na podium. Może nie będę zbyt obiektywny, ale Przybylski robi różnicę. Jak jest na boisku, to gra w środku pola jest odpowiednio posklejana. Na początku pracy Nawałki, zabrzanie grali bardziej siłową piłkę. Teraz już drugi sezon jest inaczej - uważa Kołaczyk.
- Obecna forma Górnika jest jak... EKG. Szło dobrze, później przyszedł kryzys, a teraz znowu "fala" idzie w górę. To dobry prognostyk na końcówkę sezonu. Mecz z Ruchem Chorzów natchnie zespół optymizmem - zapowiada sternik Rakowa.
Niewiele zespołów może się pochwalić takim zgranym duetem jak Kołaczyk - Brzęczek. I pewnie w niejednym mieście patrzą na Częstochowę z podziwem. - Potrzeba pasjonatów. Fajni ludzie rezygnują z pracy w klubach, bo to nie jest prosty i łatwy temat. Ja i Jurek jesteśmy pasjonatami, którzy mają nadzieję, że Bozia nam wynagrodzi nasz trud - uśmiecha się Kołaczyk.
Pytanie więc, czy ludzie odpowiadający obecnie za rozwój Rakowa zgodziliby się pracować dla innego klubu? Na przykład dla Górnika, z którym przecież zarówno Kołaczyk jak i Brzęczek są emocjonalnie związani. - Szczerze, to... już takie propozycje były. Jurek też ją miał za czasów Tomka Wałdocha, który jest moim przyjacielem, darzę go dużą sympatią. Były takie rozmowy, bodajże dwa lata temu. Coś jednak zaczęliśmy w Częstochowie. Podjęliśmy się niełatwego zadania u siebie w mieście. Nie wiemy, czy to wyjdzie, ale mamy cel. Musiałbym więc pani Mańce-Szulik podziękować - kończy Kołaczyk.
GKS Bełchatów - Górnik Zabrze
sobota, 15:45
sędzia Marcin Borski (Warszawa)
- Powoli zaczyna to fajnie wyglądać. Pierwsze 1,5 roku walczyliśmy o to, żeby klub nie upadł. Ostatnie 1,5 roku staramy się rozwijać organizacyjnie, szkoleniowo. Widzimy jak to idzie do przodu - mówi Kołaczyk. - Jeśli trzy lata temu dostalibyśmy klub "na zero", to dzisiaj bylibyśmy w innym miejscu, dużo wyżej. Musieliśmy jednak pozbyć się bardzo dużego "ogona" długów. Dzisiaj jesteśmy już dużo dalej, pospłacaliśmy zaległości wobec urzędów, w dużej mierze uporaliśmy się z zadłużeniem u zawodników, aczkolwiek jest bardzo ciężko - przyznaje.
W drużynie Rakowa na próżno szukać piłkarskich wyg z uznanymi nazwiskami. W Częstochowie stawia się na młodzież. - I to jest naszym plusem. Tacy gracze nie mają jeszcze rodzin, są przy rodzicach, uczą się. Nasze warunki kontraktowe? Mówiąc wprost - szału nie ma. Ale od razu
powiedzieliśmy, że nie będziemy bujać w obłokach i obiecywać czegoś na wyrost. Dysponujemy tym, co mamy. Myślę, że zawodnicy to zrozumieli. Możemy podpisywać umowy, które pozwalają żyć, a piłkarze potrafią się odwdzięczyć - opowiada prezes klubu.Potrafią się odwdzięczyć i też wywalczyć sobie kontrakty w lepszych klubach. Z Rakowa w ostatnich latach wyszło kilku zawodników, którzy swoje kariery kontynuują w ekstraklasie. - Mam mieszane uczucia, gdy odchodzą od nas czołowi piłkarze. Z jednej strony - cieszę się, że mają szanse zaistnieć, pokazać się. My dzięki temu możemy łatać dziury, bez transferów moglibyśmy nie przeżyć. Z drugiej strony - osłabiamy drużynę, a przecież usiłujemy zbudować silny zespół. Jeśli jednak ktoś się pokaże i będzie to korzystne dla nas, to taką decyzję trzeba podjąć - mówi.
Mimo że z Rakowa odchodzą kolejni zawodnicy, częstochowianie całkiem dobrze radzą sobie w rozgrywkach ligowych. Po rundzie jesiennej obecnego sezonu zajmowali czwarte miejsce z jednopunktową stratą do wicelidera. - W ciągu dwóch lat odeszło od nas trzech liderów - Artur Lenartowski, Maciej Gajos i Mateusz Zachara. Mimo to, zrobiliśmy jesienią najlepszy wynik od lat. Idziemy w dobrym kierunku - cieszy się Kołaczyk.
Oczywiście spora w tym zasługa trenera Brzęczka. - To nasz wielki skarb. Potrafi zmotywować drużynę
pomimo osłabień. Pokazała to jesień. Mogę powiedzieć, że moim szczęściem - jako prezesa - jest to, że mam tak dobrego trenera. Ale idzie to w dwie strony - Jurek może być zadowolony, że ma takiego prezesa. Wiekowo jesteśmy podobni, graliśmy w piłkę i czujemy ją - przyznaje działacz.- Mam trenera, który interesuje się każdym chłopcem, w każdej grupie młodzieżowej, bo zdaje sobie sprawę, że to będzie przyszłość klubu. Dla mnie to super sprawa, że myśli o tym, co będzie za 3-4 lata. Widzę mądrą pracę Jurka i nie robię problemów, nie jest pod presją wyników. Wiem, kogo ma do dyspozycji. Jestem zadowolony z jego pracy, darzę go pełnym zaufaniem. Pokazuje, że jeśli w klubie będzie wszystko poukładane, to na wyniki sportowe przyjdzie czas. Cierpliwości - uspokaja szef Rakowa.
W Częstochowie wiedzą, że warto uczyć się od najlepszych, dlatego też w poprzednim roku rozpoczęto współpracę z Borussią Dortmund. Spora w tym zasługa Jakuba Błaszczykowskiego, siostrzeńca Brzęczka. Do klubu z Zagłębia Ruhry w pierwszej turze udało się trzech trenerów grup młodzieżowych. Przed tygodniem podobny kierunek obrało kolejnych czterech szkoleniowców.
- W grudniu oficjalnie podpisaliśmy umowę partnerską. Powiedzmy sobie szczerze - to my od nich coś bierzemy, a nie oni od nas. Od rana do wieczora mają wejście wszędzie. Mogą wejść do szatni, rozmawiać z trenerami grup młodzieżowych, drugiej drużyny. Na pierwszą również mają wgląd, aczkolwiek - nie oszukujmy się - ze względów finansowych nie będziemy mieć takiej infrastruktury i nie będziemy ściągać tego, co ma pierwszy zespół. Priorytetem jest młodzież. W Polsce od razu wszyscy chcieliby mieć to, co ich seniorzy. My chcemy zacząć od podstaw. Podpatrzeć, co robi się od trampkarzy. To będziemy starali się wprowadzić na nasz rynek i pracować w takim kierunku. Trenerzy już wiele się nauczyli, wiedzą na co zwracać uwagę - tłumaczy Kołaczyk.
Nabytą wiedzę jest gdzie wykorzystywać. W Rakowie pracuje 19 trenerów (łącznie z Brzęczkiem), jest 17 grup młodzieżowych. Ich wiedzę przyswaja - licząc razem z Akademią Piłki Nożnej - 350 dzieci. Raz na miesiąc wszyscy szkoleniowcy mają spotkania i wewnętrzne szkolenia, podczas których omawiane są wzorce, podpatrzone w Dortmundzie.
W Częstochowie wzorują się nie tylko na Borussii. Od jakiegoś czasu pod Jasną Górą korzystają z "coachingu sportowego", który ma wpływać na stronę psychiczną zawodników. Klub współpracuje z Akademią im. Jana Długosza i korzysta z terapii "Biofeedbeck". - Można powiedzieć, że to trening mózgu, koncentracji. Korzystają z tego Lech Poznań i drużyna skoczków narciarskich. Na najwyższym szczeblu sportowym jest to niezbędne - podkreśla Kołaczyk.
"Królikami doświadczalnymi" metody "coachingu sportowego" są juniorzy starsi. Wkrótce jednak kolejni zawodnicy będą mieli okazję się z nią zapoznać. - Muszę powiedzieć, że po 3-4 miesiącach już widzimy bardzo fajny postęp. Piłkarze są otwarci, bardziej świadomi. Zaczynamy widzieć efekty tej pracy. Wprowadzimy to także w innych rocznikach, także w seniorach - zapowiada nasz rozmówca, który w sercu ma nie tylko Raków. Jako młody chłopak trafił do Górnika, z którym wywalczył dwa mistrzostwa Polski. Mimo że okres jego gry w tym klubie skończył się paskudną kontuzją kręgosłupa (przez nią Kołaczyk przez dłuższy czas był przykuty do łóżka, musiał przejść długą rehabilitację), to miło wspomina okres gry przy Roosevelta.
- Śmiało można powiedzieć, że to mój drugi klub. Spędziłem w Zabrzu kapitalne chwile. Skończyło się co prawda kontuzją kręgosłupa, po której miałem dwa lata przerwy, ale niekoniecznie musiała ona się przytrafić przez Górnik. Mam na koncie mistrzostwa Polski, w wieku 16 lat zadebiutowałem w europejskich pucharach... Miło to wspominam - wraca pamięcią do lat 80-tych.

Łukasz Laskowski/Pressfocus
Również i dzisiaj Kołaczyk jest blisko Zabrza. Dzięki Mariuszowi Przybylskiemu. - To mój przyjaciel, którego pilotowałem na tyle, na ile mogłem. Trafił do Polonii Bytom, w której zauważył go trener Henryk Kasperczak. Mieszka niedaleko mnie, często się widujemy, nawet przed naszą rozmową widziałem się z nim. Cały czas rozmawiamy o Górniku. Życzę mu jak najlepiej. Jak odchodził z Rakowa, byłem o niego spokojny. Wiedziałem, że w Polonii nie będzie zbyt długo, że pójdzie gdzieś wyżej - mówi.
Kolejnym piłkarz Górnika, który nie jest Kołaczykowi obcy, to wspominany już Zachara, który niedawno wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie "Trójkolorowych". Do drużyny Adama Nawałki trafił właśnie z Częstochowy. - To bardzo fajny zawodnik, potrafi grać w piłkę, strzelać bramki. Na początku tak się złożyło, że nie zyskał pełnego zaufania i nie mógł się przedrzeć do składu. Pokazał się z dobrej strony na wypożyczeniu w GKS-ie Katowice. W okresie letnim rozmawiałem z nim, mówił, że jest blisko wywalczenia miejsca w składzie, jednak złapał kontuzję. Myślę, że jeśli teraz zdrowie mu dopisze, to przekona szkoleniowca do siebie. Jest takim boiskowym cwaniakiem - chwali Kołaczyk. - Jak dostanie szansę, to ją wykorzysta - dodaje.
- Jestem przekonany, że Górnika stać na to, żeby zakończyć sezon na podium. Może nie będę zbyt obiektywny, ale Przybylski robi różnicę. Jak jest na boisku, to gra w środku pola jest odpowiednio posklejana. Na początku pracy Nawałki, zabrzanie grali bardziej siłową piłkę. Teraz już drugi sezon jest inaczej - uważa Kołaczyk.
- Obecna forma Górnika jest jak... EKG. Szło dobrze, później przyszedł kryzys, a teraz znowu "fala" idzie w górę. To dobry prognostyk na końcówkę sezonu. Mecz z Ruchem Chorzów natchnie zespół optymizmem - zapowiada sternik Rakowa.
Niewiele zespołów może się pochwalić takim zgranym duetem jak Kołaczyk - Brzęczek. I pewnie w niejednym mieście patrzą na Częstochowę z podziwem. - Potrzeba pasjonatów. Fajni ludzie rezygnują z pracy w klubach, bo to nie jest prosty i łatwy temat. Ja i Jurek jesteśmy pasjonatami, którzy mają nadzieję, że Bozia nam wynagrodzi nasz trud - uśmiecha się Kołaczyk.
Pytanie więc, czy ludzie odpowiadający obecnie za rozwój Rakowa zgodziliby się pracować dla innego klubu? Na przykład dla Górnika, z którym przecież zarówno Kołaczyk jak i Brzęczek są emocjonalnie związani. - Szczerze, to... już takie propozycje były. Jurek też ją miał za czasów Tomka Wałdocha, który jest moim przyjacielem, darzę go dużą sympatią. Były takie rozmowy, bodajże dwa lata temu. Coś jednak zaczęliśmy w Częstochowie. Podjęliśmy się niełatwego zadania u siebie w mieście. Nie wiemy, czy to wyjdzie, ale mamy cel. Musiałbym więc pani Mańce-Szulik podziękować - kończy Kołaczyk.
GKS Bełchatów - Górnik Zabrze
sobota, 15:45
sędzia Marcin Borski (Warszawa)
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów