Czary, wojownicze tańce i kobieta-szefowa, czyli życie Steinborsa w RPA
07.08.2014
Jak to się stało, że bramkarz trafił z Łotwy do RPA? - Na Łotwie rzadko zdarza się, żeby zawitał jakiś skaut czy menedżer. Okazało się jednak, że spotkania u nas ogląda jeden z Turków. Zapytał mnie, czy nie byłbym zainteresowany grą w lidze w RPA. Trenerem w jednym z tamtejszych klubów był Muhsin Ertugral, który akurat szukał bramkarza. Potem szkoleniowiec zadzwonił do mnie i zapowiedział przyjazd na Łotwę. Początkowo nie dawałem wiary tym słowom, bo gdzie Łotwa, a gdzie RPA? - wspomina Steinbors.
Trener jednak przyleciał i zaoferował kontrakt. Steinbors został piłkarzem Golden Arrows z Durbanu. Razem z żoną zamieszkał w apartamencie z widokiem na Ocean Indyjski. Razem z nim do klubu dołączył jego rodak, Ritus Krjauklis. Początki w nowym klubie były dobre. Wszystko się popsuło, gdy z klubu odszedł trener, który sprowadził obecnego bramkarza Górnika Zabrze.
- Jego miejsce zajął miejscowy szkoleniowiec. Wtedy wszystko się posypało. Brak dyscypliny, każdy robił co chciał. Klubem zarządza kobieta, pani Mato Mandlala. Kierownikiem zespołu była jej córka. To już nie było to, co na początku. W mojej głowie też wszystko siadło. Po roku miałem dosyć. Poprosiłem o możliwość wcześniejszego rozwiązania umowy, na co mój pracodaca się zgodził - wyjaśnia Steinbors. Później zadzwonił do niego Jarosław Tkocz, który zresztą próbował ściągnąć Łotysza już rok wcześniej.
Dzisiaj Steinbors może wspominać różne ciekawe zwyczaje, z którymi w Europie raczej się już nie spotka. - Przed meczem w szatni odbywały się chóralne śpiewy i wojownicze tańce. Durban to przecież królestwo wojowniczego ludu Zulusów. Jeden z piłkarzy zabierał z szatni butelkę wypełnioną wodą czy jakimś płynem. Do dziś nie wiem co to dokładnie było. Butelka była kładziona w bramce za moimi plecami. Mówiono mi, że ma to nas uchronić przed stratą gola - opowiada golkiper zabrzan.
Trener jednak przyleciał i zaoferował kontrakt. Steinbors został piłkarzem Golden Arrows z Durbanu. Razem z żoną zamieszkał w apartamencie z widokiem na Ocean Indyjski. Razem z nim do klubu dołączył jego rodak, Ritus Krjauklis. Początki w nowym klubie były dobre. Wszystko się popsuło, gdy z klubu odszedł trener, który sprowadził obecnego bramkarza Górnika Zabrze.
- Jego miejsce zajął miejscowy szkoleniowiec. Wtedy wszystko się posypało. Brak dyscypliny, każdy robił co chciał. Klubem zarządza kobieta, pani Mato Mandlala. Kierownikiem zespołu była jej córka. To już nie było to, co na początku. W mojej głowie też wszystko siadło. Po roku miałem dosyć. Poprosiłem o możliwość wcześniejszego rozwiązania umowy, na co mój pracodaca się zgodził - wyjaśnia Steinbors. Później zadzwonił do niego Jarosław Tkocz, który zresztą próbował ściągnąć Łotysza już rok wcześniej.
Dzisiaj Steinbors może wspominać różne ciekawe zwyczaje, z którymi w Europie raczej się już nie spotka. - Przed meczem w szatni odbywały się chóralne śpiewy i wojownicze tańce. Durban to przecież królestwo wojowniczego ludu Zulusów. Jeden z piłkarzy zabierał z szatni butelkę wypełnioną wodą czy jakimś płynem. Do dziś nie wiem co to dokładnie było. Butelka była kładziona w bramce za moimi plecami. Mówiono mi, że ma to nas uchronić przed stratą gola - opowiada golkiper zabrzan.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów