Ćwielong: "Nikt z nas nie nadmuchuje balonika"

07.08.2017
Tyski GKS zaczął nowe, pierwszoligowe rozgrywki. Podopieczni trenera Jurija Szatałowa z sześcioma punktami na koncie plasują się w ścisłej czołówce tabeli i zdają się potwierdzać ekstraklasowe aspiracje.
Łukasz Sobala/PressFocus
Jednym z bohaterów letniego okienka transferowego przy Edukacji był Piotr Ćwielong. Były piłkarz Ruchu Chorzów, Wisły Kraków, czy Śląska Wrocław był najgłośniejszym wzmocnieniem GKS-u w ostatnich tygodniach. Swój kontrakt zaczął spłacać już na inaugurację, trafieniem dając trzy punkty z Wigrami w Suwałkach. Tak jak w pierwszej, tak i w drugiej kolejce tyszanie mocno męczyli się ze swoimi przeciwnikami, by w końcowych fazach meczów zgarniać komplety oczek. - I to też jest znak naszej siły. Może nie gramy jeszcze rewelacyjnie, ale punkty zdobywamy. A grać będziemy z meczu na mecz lepiej - deklaruje Ćwielong.

O ile 31-latek sam przesądził o wygranej w Suwałkach, o tyle decydujący cios zadany Stali przez Dawida Błanika oglądał już z ławki rezerwowych, zmieniony kilka minut wcześniej przez Wojciecha Szumilasa. - Dawid to młodzieżowiec, ale nie gra ze względu na metrykę, a na umiejętności. Fajnie, że każdym meczem udowadnia swoją wartość, bo to go podbudowuje i dodaje pewności. Zwłaszcza wtedy, gdy nie gra nam się łatwo. W niedzielę widać było, że Stal ewidentnie przyjechała się tu bronić. Były momenty, w których biliśmy głową w mur, ale najważniejsze, że przyszła ta jedna sytuacja która dała nam trzy punkty - mówił po domowym meczu ze Stalą Mielec popularny "Pepe".

6 punktów po dwóch meczach zdaje się potwierdzać aspiracje GKS-u do próby zawojowania ligi i awansu do Ekstraklasy. Przy Edukacji wolą jednak póki co tonować nastroje. - Nikt z nas nie nadmuchuje jeszcze balonika, po prostu każdy robi swoje. Dla nas lepiej, by specjaliści pompowali  "gigantów" tej ligi i na nich się koncentrowali, a my będziemy sobie robić swoje - tłumaczy Ćwielong.
autor: ŁM

Przeczytaj również