Cracovia - Górnik 2-3. "Moi chłopcy zagrali na 200 procent!"

11.09.2010
- Bartek chciał strzelać... - rzucił niepocieszony Radosław Matusiak, który nie dość, że miał szansę na hat-tricka, to jeszcze jego kolega nie wykorzystał rzutu karnego. Górą okazał się Adam Stachowiak!
Ku uciesze wszystkich kibiców na stadionie Hutnika, obie ekipy od początku zawodów narzuciły niespotykany w rodzimej ekstraklasie szybki styl gry i postawiły na ofensywę. Pierwsi do głosu doszli gospodarze, którzy za sprawą Mateusza Klicha próbowali zaskoczyć Górnik. W odpowiedzi z dogodnej okazji nie skorzystał Marcin Wodecki. W obu przypadkach, bezbłędnie ze swojego zadania wywiązali się bramkarze obydwu zespołów: Adam Stachowiak i Łukasz Merda.

Podobnie jak w wędkarstwie, liczy się jednak to, co jest w sieci. A w tym elemencie lepiej zachowali się zabrzanie. Grzegorz Bonin znakomicie wypatrzył Piotra Gierczaka, a ten dokładną główką nie dał najmniejszych szans Merdzie. - Po takim podaniu nie pozostało mi nic innego, niż tylko dopełnić formalności. Kontry wychodzą nam dzisiaj wyjątkowo dobrze - cieszył się 34-letni strzelec. Odpowiedź miejscowych była wręcz natychmiastowa. Bartosz Ślusarski w odstępie kilku sekund miał dwie wyborne okazje, ale górą ponownie okazał się Stachowiak.

Jednak co się odwlecze... Aktywny Saidi Ntibazonkiza świetnie obsłużył Radosława Matusiaka, a ten sprytnie posłał piłkę obok bezradnie interweniującego golkipera przyjezdnych. I gdy wydawało się, że piłkarze "Pasów" pójdą za ciosem, ponownie musieli przełknąć gorzką pigułkę. Tym razem za sprawą Tomasza Zahorskiego, który przeciął dośrodkowanie Mariusza Magiery z rzutu wolnego. Asystę przy tym trafieniu należy również zapisać obrońcom z Krakowa, którzy przyglądali się, jak reprezentant Polski na Euro 2008 przecina głową tor lotu piłki.

Nie wiadomo, co szkoleniowiec Cracovii powiedział swoim graczom w przerwie spotkania, ale ci od razu po zmianie stron zepchnęli rywala do głębokiej defensywy. Na efekty nie trzeba było długo czekać, a drugą bramkę tego dnia zdobył Matusiak, którego nie upilnował Magiera.

Miejscowi nieprzypadkowo zajmują jednak ostatnie miejsce w tabeli, bo po godzinie zmagań ponownie przydarzyła im się wpadka. Michał Bemben wyprzedził Ślusarskiego, futbolówka idealnie spadła pod nogi Grzegorza Bonina, który po podcince nad Merdą po raz trzeci wyprowadził "Trójkolorowych" na prowadzenie. Koniec emocji? Nic z tych rzeczy, bo w polu karnym na przewinienie zdecydował się... ulubieniec fanów "Pasów", Mariusz Jop. Do "wapna" podszedł Ślusarski, ale przegrał rywalizację ze Stachowiakiem! - Bartek chciał strzelać... - krzyknął do swojej ławki rezerwowych Matusiak, który tym samym stracił szansę na hat-tricka.

- Nasz przeciwnik stworzył sobie wiele sytuacji. Na szczęście nie tylko udało mi się obronić karnego, ale i moi koledzy potrafili zdobyć trzy gole. Zdajemy sobie jednak sprawę z mankamentów, jakie nam dzisiaj towarzyszyły - podkreślał bramkarz zwycięzców.

Konferencja prasowa

Adam Nawałka (trener Górnika): Spotkanie stało na dobrym poziomie, przede wszystkim z uwagi na ilość bramek i tempo meczu. Dramaturgia była jak z filmów grozy Hitchcocka. Cracovia walczyła dzielnie, ale moi chłopcy stanęli na wysokości zadania, walczyli wspaniale, grali nie na 100, a na 200 procent. Nie ma mowy o euforii, bo sami widzieliśmy, że wiele jest jeszcze do poprawy.

Rafał Ulatowski (trener Cracovii): Ponieśliśmy drugą taką samą porażkę na własnym stadionie. Nie wykorzystaliśmy rzutu karnego i to bardzo boli. Liga jest nieprzewidywalna, trzeba wierzyć i pracować. Musimy być optymistami.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również