Cracovia - Górnik 1-2. I dlaczego w lidze było odwrotnie... ?
07.10.2011
Spotkanie od początku było totalnym przeciwieństwem niedawnego meczu ligowego pomiędzy obiema drużynami. Zamiast sennej i leniwej gry z niewielką ilości sytuacji podbramkowych, było dobre, żywe tempo. Trzeba przyznać, że głównie ze strony zabrzan, który grali przez pierwszy kwadrans bardzo wysokim pressingiem. Kiedy gospodarze otrząsnęli się z zaskoczenia po tak zajadłych atakach gości, zaczęli stwarzać bardzo groźne sytuacje.
Najpierw w 14. minucie z rzutu wolnego z dystansu huknął Milos Kosanović, a piłkę po jego uderzeniu ładną paradą na róg sparował Boris Pesković. Chwilę później po kornerze było bardzo gorąco - Mateusz Żytko, kompletnie niepilnowany na długim słupku, zgrał głową do Jana Hoszka i tylko interwencja stojącego na linii bramkowej obrońcy, uratowała zabrzan przed stratą bramki.
Pierwsza połowa w ogóle stała pod znakiem stałych fragmentów gry. Wszystko dlatego, że obie drużyny dobrze je wykonywały i... słabo broniły. Pierwszy wykorzystał to Górnik - Krzysztof Mączyński dośrodkował do niekrytego w polu bramkowym Adama Marciniaka, a ten - po rękach Szymona Gąsińskiego - posłał piłkę do siatki. Cracovia odpowiedziała golem po rzucie rożnym - znów niepokryty Hoszek, stojący na krótkim słupku, trafił głową do bramki po podaniu Vladimira Boljevicia. Ten sam zawodnik podawał też kilkadziesiąt sekund później Andrzejowi Niedzielanowi, który trafił do siatki, jednak z - wątpliwego - spalonego. Wreszcie Daniel Gołębiewski - po dograniu z rzutu wolnego - tyłem głowy strzelił lekko, ale precyzyjnie, co wystarczyło na zaskoczonego bramkarza krakowian.
W drugiej połowie, która stała już na bardzo słabym poziomie, obaj trenerzy dali pograć kilku młodym zawodnikom. Adam Nawałka wpuścił m.in. Kamila Szymurę, Michała Płonkę, Michała Jonczyka, czy Szymona Sobczaka. Żaden z nich specjalnie się jednak nie wyróżnił.
Górnik, choć był zdecydowanie lepszy, mógł ten mecz zremisować. W końcówce Pesković za mocno podał w kierunku Szymury, piłkę przejął Florek, jednak mając przed sobą tylko bramkarza Górnika, wypuścił sobie za daleko piłkę i przegrał pojedynek ze Słowakiem.
Najpierw w 14. minucie z rzutu wolnego z dystansu huknął Milos Kosanović, a piłkę po jego uderzeniu ładną paradą na róg sparował Boris Pesković. Chwilę później po kornerze było bardzo gorąco - Mateusz Żytko, kompletnie niepilnowany na długim słupku, zgrał głową do Jana Hoszka i tylko interwencja stojącego na linii bramkowej obrońcy, uratowała zabrzan przed stratą bramki.
Pierwsza połowa w ogóle stała pod znakiem stałych fragmentów gry. Wszystko dlatego, że obie drużyny dobrze je wykonywały i... słabo broniły. Pierwszy wykorzystał to Górnik - Krzysztof Mączyński dośrodkował do niekrytego w polu bramkowym Adama Marciniaka, a ten - po rękach Szymona Gąsińskiego - posłał piłkę do siatki. Cracovia odpowiedziała golem po rzucie rożnym - znów niepokryty Hoszek, stojący na krótkim słupku, trafił głową do bramki po podaniu Vladimira Boljevicia. Ten sam zawodnik podawał też kilkadziesiąt sekund później Andrzejowi Niedzielanowi, który trafił do siatki, jednak z - wątpliwego - spalonego. Wreszcie Daniel Gołębiewski - po dograniu z rzutu wolnego - tyłem głowy strzelił lekko, ale precyzyjnie, co wystarczyło na zaskoczonego bramkarza krakowian.
W drugiej połowie, która stała już na bardzo słabym poziomie, obaj trenerzy dali pograć kilku młodym zawodnikom. Adam Nawałka wpuścił m.in. Kamila Szymurę, Michała Płonkę, Michała Jonczyka, czy Szymona Sobczaka. Żaden z nich specjalnie się jednak nie wyróżnił.
Górnik, choć był zdecydowanie lepszy, mógł ten mecz zremisować. W końcówce Pesković za mocno podał w kierunku Szymury, piłkę przejął Florek, jednak mając przed sobą tylko bramkarza Górnika, wypuścił sobie za daleko piłkę i przegrał pojedynek ze Słowakiem.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów