"Ciężko się odbudować psychicznie, gdy się dostaje gola w 46. minucie"

19.08.2012
- Na pewno nie możemy robić tak, że wychodzimy na boisko po przerwie i dostajemy gola w 46. minucie, podczas gdy w szatni rozmawialiśmy zupełnie o czym innym - mówi Tomasz Balul, obrońca GKS-u Tychy.
Choć tyszanie byli słabsi od Termaliki Bruk-Bet Nieciecza, to przy zachowaniu koncentracji w okolicach przerwy, nie musieli tego meczu przegrać. Stracili jednak bramki tuż przed przerwą i tuż po przerwie. - Nie wiem, czy to się wzięło z dekoncentracji - przyznaje Tomasz Balul, obrońca beniaminka. - Walczyliśmy na pewno z całych sił. Ale nie możemy robić tak, że wychodzimy na boisko po przerwie i dostajemy gola w 46. minucie. Prosta strata w środku pola, oni "wjeżdżają" i jest 2-0. A w szatni mówimy całkiem co innego, rozmawiamy o tym, jak doprowadzić do wyrównania. Ciężko się odbudować psychicznie w takiej sytuacji - nie ukrywa.

- Na pewno nie pokazaliśmy dziś tego, co w dwóch pierwszych kolejkach. Rywal to niestety boleśnie wykorzystał. Strzelili bramkę tuż przed przerwą i po przerwie. Ciężko było cokolwiek zrobić, bo oni są zespołem poukładanym, nie tracą łatwo goli. Oddaliśmy dziś może jeden celny strzał, więc ciężko mówić o jakiejś okazji. W ogóle, trudno było stworzyć jakąkolwiek sytuację - dodaje.

GKS Tychy pokazał w ciągu kilku dni dwa zupełnie inne oblicza. Z mocnym  przecież Zawiszą Bydgoszcz w piątek zremisował 0-0. - Na pewno te dwie pierwsze kolejki zagraliśmy na dobrym poziomie, z faworyzowanymi rywalami i pokazaliśmy dobrą piłkę. Teraz niestety przytrafił się słabszy dzień. Mamy tydzień na zastanowienie się, co zrobić dalej, odpoczniemy i mam nadzieję, że na Flocie Świnoujście zobaczymy już poukładany GKS - kończy były gracz Ruchu Chorzów.
autor: Michał Trela

Przeczytaj również