Ciągnęli w górę "Górali", teraz robią to z Olimpią. Tyszanie dadzą im radę?

20.04.2013
- Marzyłem o Realu Madryt, trafiłem do Olimpii - uśmiecha się Maciej Rogalski. Do spółki z Adamem Cieślińskim robią w Grudziądzu to, co robili w Podbeskidziu. GKS Tychy czeka ciężkie zadanie.
Gdyby ktoś kilka miesięcy temu powiedział, że na tym etapie sezonu mecz Olimpii Grudziądz z GKS-em Tychy będzie starciem dwóch aspirantów do awansu, nikt by w to nie uwierzył. Dziś tabela jest tak płaska, że obie drużyny mogą marzyć o promocji. Jeśli nasz beniaminek wygra w Kujawsko-Pomorskiem, może nawet zostać wiceliderem. - Na pewno jest to rewelacja rozgrywek - mówi Maciej Rogalski z Olimpii. - Zawsze beniaminka, będącego tak wysoko, należy uznawać za sensację. Ale ta liga pokazuje, że nawet solidnością można zaistnieć. Oni są właśnie solidną ekipą, wygrywają konsekwentnie, stąd to wysokie miejsce - dodaje. Podobnie uważa napastnik Adam Cieśliński. - Punkty mówią same za siebie - są nad nami w tabeli. Naprawdę, przed sezonem nikt się nie spodziewał, że Tychy będą tak wysoko. Mają dobrych zawodników, więc musimy się nastawić na ciężki mecz. Przede wszystkim na walkę - podkreśla.

W I lidze duet Rogalski-Cieśliński może budzić postrach. Nie tak dawno obaj ciągnęli w górę Podbeskidzie Bielsko-Biała, które bez asyst tego pierwszego i bramek tego drugiego, na pewno nie awansowałoby pierwszy raz w historii do ekstraklasy. Teraz obaj grają razem w zupełnie innej części Polski, ale robią to samo. - Maciek na pewno wzmocnił Olimpię i nasza współpraca - tak jak w Bielsku - wygląda bardzo dobrze. Wiadomo jednak, że nie gra tylko dwóch zawodników - mówi Cieśliński, który do Grudziądza trafił pół roku wcześniej. - Było parę sytuacji, w których wspólnie braliśmy udział. Gdy jesteśmy na boisku, to "iskrzy", bo spotkaliśmy się przecież już w Podbeskidziu. Czasem się też mijaliśmy, bo ja regularnie zacząłem grać dopiero w końcówce rundy jesiennej, a wiosną Adam kilka razy nie grał. Ale jak już była ta współpraca, to raczej wyglądała pozytywnie - zaznacza Rogalski.

GKS i Olimpia sytuację mają dość podobną. Ich obecność w czołówce jest dla wszystkich zaskoczeniem, a mecze zwykle wygrywają solidnością. Dzisiejszy rywal tyszan jeszcze nie przegrał w Grudziądzu, zaś zawodnicy Piotra Mandrysza świetnie radzą sobie w spotkaniach z ligową czołówką. Co to oznacza? - Nic. Mecz meczowi nierówny. Każdy może wygrać z każdym. My jesteśmy groźni u siebie, a GKS na wyjazdach, więc szykuje się ciekawe spotkanie - twierdzi Cieśliński.

Na tym analogie obu klubów się nie kończą. Oba bowiem głośno nie mówią o ekstraklasie. Nie mówią też "nie". - Chcemy zająć na koniec jak najwyższe miejsce. Tabela jest tak płaska, że zespoły od 1. do 8. miejsca mogą awansować. Jak Bóg pozwoli i szczęście dopisze, to powalczymy o najwyższe cele. Nikt się o pierwsze miejsce nie obrazi - mówi Cieśliński. Wtóruje mu partner z pomocy. - Mamy kontakt z czołówką, ale jakichś deklaracji w temacie ekstraklasy nie ma. Kiedy jest szansa, nie wolno mówić "nie". Jeśli nadarzy się taka możliwość, będziemy chcieli zająć pierwsze miejsce. Na pewno wymagałoby to wielu zmian organizacyjnych, infrastruktury. Ciężko mówić, czy się o tym myśli. Poziom jest sukcesywnie podnoszony, coś tu się buduje, więc może w przyszłości tak - mówi o ekstraklasowej perspektywie Rogalski.

On w województwie kujawsko-pomorskim gra dopiero od tego sezonu. Czy jest zadowolony? - Marzyłem o Realu Madryt, trafiłem do Olimpii - śmieje się zawodnik. - Mówię oczywiście pół-żartem.

Olimpia Grudziądz - GKS Tychy
sobota, 17:00
Sędzia Artur Aluszyk (Szczecin)
autor: Michał Trela

Przeczytaj również