"Chemia między prezesem a trenerem? Nie zależy mi na niej"
14.06.2013
W I lidze rybniczan powinien poprowadzić Ryszard Wieczorek. Rozmowy z trenerem zmierzają do szczęśliwego końca. A jeszcze kilka tygodni temu szkoleniowiec był bliski pożegnania się ze stanowiskiem. Po serii spotkań bez wygranej, zarząd postawił mu ultimatum. Dzisiaj prezes dalej uważa, że był to dobry pomysł.
- Jeśli w pięciu meczach zdobywa się dwa punkty, to co? Mamy czekać na kolejną porażkę? Jednym z wariantów było wtedy podjecie decyzji o zwolnieniu, ale podeszliśmy do tego racjonalnie. Bo co, przyjdzie nowy trener, przeprowadzi jedne zajęcia i coś się stanie? Nic. Powiedzieliśmy jednak przed meczem z Rozwojem Katowice zawodnikom, że musi on być wygrany. Proszę sobie wyobrazić, że wygranej by nie było. mielibyśmy kolejne punkty mniej i wtedy potoczyłoby się to zupełnie inaczej - uważa Janik.
Padają zarzuty, że między Janikiem a Wieczorkiem nie ma chemii. - Nie musi być. Nie zależy mi na tym. Zresztą, z żadnym szkoleniowcem tu raczej nie ma chemii. Oczekuję od trenera Wieczorka konkretnych wyników i efektów pracy, a on od zarządu - żeby tak zorganizować pracę klubu, by wszystko było na czas. By był porządek, zawodnicy mają grać, trenerzy trenować, kibice kibicować, a zarząd rządzić. Jeśli te cztery filary są na swoim miejscu, to jest OK Gorzej, jeżeli się miesza, prezes zacznie się wtrącać do składu, czego u nas nigdy nie było i za moich czasów nie będzie - podkreśla sternik ROW-u.
Jakie są plany na przyszłość? Marzy się kolejny awans... - Niektórzy kibice pamiętają 1977 rok, kiedy spadaliśmy z ekstraklasy. Z tyłu głowy krąży, by wrócić do grona najlepszych, ale zdaję sobie sprawę, że to nie takie łatwe. Wszystko wiąże się z dużymi wymaganiami finansowymi. Szczególnie w I lidze. Trzeba się przygotować do wszystkiego organizacyjnie. Pierwszy sezon dobrze byłoby spędzić w środku tabeli, ale jednocześnie ostrożnie idąc do przodu. Chcemy być solidnym I-ligowcem. Na razie - mówi Janik.
- Jeśli w pięciu meczach zdobywa się dwa punkty, to co? Mamy czekać na kolejną porażkę? Jednym z wariantów było wtedy podjecie decyzji o zwolnieniu, ale podeszliśmy do tego racjonalnie. Bo co, przyjdzie nowy trener, przeprowadzi jedne zajęcia i coś się stanie? Nic. Powiedzieliśmy jednak przed meczem z Rozwojem Katowice zawodnikom, że musi on być wygrany. Proszę sobie wyobrazić, że wygranej by nie było. mielibyśmy kolejne punkty mniej i wtedy potoczyłoby się to zupełnie inaczej - uważa Janik.
Padają zarzuty, że między Janikiem a Wieczorkiem nie ma chemii. - Nie musi być. Nie zależy mi na tym. Zresztą, z żadnym szkoleniowcem tu raczej nie ma chemii. Oczekuję od trenera Wieczorka konkretnych wyników i efektów pracy, a on od zarządu - żeby tak zorganizować pracę klubu, by wszystko było na czas. By był porządek, zawodnicy mają grać, trenerzy trenować, kibice kibicować, a zarząd rządzić. Jeśli te cztery filary są na swoim miejscu, to jest OK Gorzej, jeżeli się miesza, prezes zacznie się wtrącać do składu, czego u nas nigdy nie było i za moich czasów nie będzie - podkreśla sternik ROW-u.
Jakie są plany na przyszłość? Marzy się kolejny awans... - Niektórzy kibice pamiętają 1977 rok, kiedy spadaliśmy z ekstraklasy. Z tyłu głowy krąży, by wrócić do grona najlepszych, ale zdaję sobie sprawę, że to nie takie łatwe. Wszystko wiąże się z dużymi wymaganiami finansowymi. Szczególnie w I lidze. Trzeba się przygotować do wszystkiego organizacyjnie. Pierwszy sezon dobrze byłoby spędzić w środku tabeli, ale jednocześnie ostrożnie idąc do przodu. Chcemy być solidnym I-ligowcem. Na razie - mówi Janik.
Polecane
II liga