Chcieli się go pozbyć, a teraz brał udział w pierwszym zwycięstwie

12.09.2012
Marcin Folc był w Tychach niechciany i gdyby nie odpowiedni zapis w umowie już dawno by go w GKS-ie nie było. Początek sezonu spędził w rezerwach, ale w sobotę dostał szansę. I ją wykorzystał!
Po poprzednim sezonie Folc został przez kierownictwo spółki Tyski Sport skreślony, ale nie zamierzał się pakować, bowiem wiedział, że w jego kontrakcie był zapis mówiący o tym, że w przypadku awansu umowa automatycznie jest przedłużana o rok. Napastnik trafił więc do drużyny rezerw.

- Bardzo chciałem znów zagrać w I lidze i zadebiutować w tyskich barwach na tym szczeblu. Wygraliśmy w Nowym Sączu i to jest najważniejsze. Teraz chciałbym się przełamać i wreszcie strzelić bramkę - przyznaje. Dlaczego trener Piotr Mandrysz nagle na niego postawił? - Musiałem coś zmienić w ustawieniu, bo nie strzelaliśmy bramek. Marcin dostał swoją szansę w meczu z Sandecją i ją wykorzystał, bo zespół wygrał. W dodatku grał dobrze i wypełniał zadania taktyczne, wychodził na pozycję, wygrywał pojedynki główkowe, podawał, strzelał. Po jego zagraniu Mateusz Bukowiec powinien był strzelić gola. Zabrakło mi jedynie bramki w wykonaniu Marcina, ale do Nowego Sącza całą ostrą amunicję zabrał Łukasz Kopczyk - mówi trener tyszan.
źródło: Sport

Przeczytaj również