"Chcieć to nie zawsze znaczy móc, zwłaszcza w piłce"
02.06.2014
Górnikowi Zabrze nie udała się walka o trzecie miejsce na koniec sezonu. Porażka z Lechią Gdańsk spowodowała, że "Trójkolorowi" nie tylko nie obronili czwartej pozycji, ale spadli na szóstą lokatę, przez co stracili szansę na dodatkowe kilkaset tysięcy złotych za osiągnięty rezultat. - Wiedzieliśmy o jaką stawkę graliśmy. Chcieć to nie zawsze znaczy móc, zwłaszcza w piłce - podsumował Seweryn Gancarczyk.
Zabrzanie mieli swoje okazje do strzelenia gola, jednak albo dobrze w bramce spisywał się Mateusz Bąk (uderzenia Nakoulmy i Iwana), albo też uderzenia graczy Górnika mijały cel. Jedną szansę miał też Gancarczyk, który przymierzył z rzutu wolnego. Bramkarz Lechii zdołał odbić piłkę na rzut rożny.
- Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Jakbyśmy strzelili pierwsi, to mecz inaczej by przebiegał. Wtedy to my kontrolowalibyśmy grę i kontrowali. To jednak Lechia tak zrobiła i po pierwszym golu cofnęła się, próbowała bronić wyniku. Gdańszczanie mają zawodników o takich predyspozycjach, że bardzo dobrze grają z kontry. Wykorzystali to - przyznał Gancarczyk, który sprokurował drugi rzut karny.
O ile w przypadku faulu Gancarczyka nie ma wątpliwości co do słuszności "11", tak już przy pierwszym rzucie karnym pojawiają się głosy, że sędzia mógł popełnić błąd. - W moim przypadku karny tak, ale ten pierwszy był bardzo wątpliwy. Adam Danch nie faulował moim zdaniem. Jednak na boisko to wygląda inaczej niż w telewizji, więc będzie trzeba to przeanalizować - ocenił sytuację zawodnik Górnika.
- To był dobry mecz, widowiskowy. Kibice przeżyli dużo emocji, nie nudzili się, ale szkoda, że to Lechia strzelała bramki. Mieliśmy dużo sytuacji bramkowych, przeciwnik też. Niestety to on wykorzystał dwie i wywiózł trzy punkty - powiedział obrońca, który negocjuje z klubem warunki nowej umowy. Przed spotkaniem nie był wymieniony w gronie zawodników, którzy żegnają się z Górnikiem, więc rozmowy powinny mieć szczęśliwe dla śląskiego zespołu zakończenie.
Zabrzanie mieli swoje okazje do strzelenia gola, jednak albo dobrze w bramce spisywał się Mateusz Bąk (uderzenia Nakoulmy i Iwana), albo też uderzenia graczy Górnika mijały cel. Jedną szansę miał też Gancarczyk, który przymierzył z rzutu wolnego. Bramkarz Lechii zdołał odbić piłkę na rzut rożny.
- Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Jakbyśmy strzelili pierwsi, to mecz inaczej by przebiegał. Wtedy to my kontrolowalibyśmy grę i kontrowali. To jednak Lechia tak zrobiła i po pierwszym golu cofnęła się, próbowała bronić wyniku. Gdańszczanie mają zawodników o takich predyspozycjach, że bardzo dobrze grają z kontry. Wykorzystali to - przyznał Gancarczyk, który sprokurował drugi rzut karny.
O ile w przypadku faulu Gancarczyka nie ma wątpliwości co do słuszności "11", tak już przy pierwszym rzucie karnym pojawiają się głosy, że sędzia mógł popełnić błąd. - W moim przypadku karny tak, ale ten pierwszy był bardzo wątpliwy. Adam Danch nie faulował moim zdaniem. Jednak na boisko to wygląda inaczej niż w telewizji, więc będzie trzeba to przeanalizować - ocenił sytuację zawodnik Górnika.
- To był dobry mecz, widowiskowy. Kibice przeżyli dużo emocji, nie nudzili się, ale szkoda, że to Lechia strzelała bramki. Mieliśmy dużo sytuacji bramkowych, przeciwnik też. Niestety to on wykorzystał dwie i wywiózł trzy punkty - powiedział obrońca, który negocjuje z klubem warunki nowej umowy. Przed spotkaniem nie był wymieniony w gronie zawodników, którzy żegnają się z Górnikiem, więc rozmowy powinny mieć szczęśliwe dla śląskiego zespołu zakończenie.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów