Chce wbić "kołek" w serca piłkarzy i kibiców Cracovii

23.05.2009
Gdy Dariusz Kołodziej przymierza się do strzału, bramkarzom w całej Polsce drżą łydki. Już dzisiaj jego kumpel Marcin Cabaj będzie miał okazję przekonać się, co znaczy oberwać piłką lecącą z prędkością grubo ponad 100 km/h.
Wśród kibiców Górnika zyskał miano polskiego Roberta Carlosa. - Od dziecka miałem silnego kopa, to zawsze był mój duży atut, ale nigdy się tym nie przechwalałem. Owszem, zmierzyłem kiedyś siłę uderzenia i wyszło grubo ponad 100 km na godzinę. Może tak jak w siatkówce, tak i w polskiej lidze piłkarskiej zacznie się mierzenie siły strzałów? Sam jestem ciekaw, jaki wtedy byłby mój rekord - zastanawia się pomocnik zabrzan, dla którego dzisiejszy mecz ma wyjątkowy charakter.

To w Krakowie urodził się i zaczynał karierę. O sentymentach jednak nie ma mowy. Zarówno Górnik, jak i Cracovia mają pętlę na szyi i nikogo nie interesuje remis. - Na pewno znajdę chwilę, żeby pogadać z kumplami z "Pasów", ale w trakcie meczu będę się starał wbić "kołek" w serca piłkarzy i kibiców Cracovii. Bardzo liczę, że pokonam Marcina Cabaja, z którym kiedyś grałem w Hutniku - taki plan na dzisiejsze popołudnie ma pomocnik Górnika nastawiony na to, że zostanie nieprzychylnie przyjęty przez kibiców "Pasów".

- Zdaję sobie sprawę, że miło nie będzie... Urodziłem się w centrum Krakowa, ale z rodzicami przeprowadziliśmy się do Nowej Huty. Wiem, że ta dzielnica ma kiepską opinię i niektórzy mówią, że można po zmroku dostać "kosę", ale taka sytuacja może zdarzyć się wszędzie. Od dziecka byłem związany z Hutnikiem i nie kibicowałem ani Wiśle, ani Cracovii - przyznaje Kołodziej, który nie wyobraża sobie, że Górnik spadnie z ligi.
źródło: Super Express / SportSlaski.pl

Przeczytaj również