Były piłkarz Górnika Zabrze znalazł winnych spadku z ekstraklasy

11.10.2009
- Nikt nie jest w stanie mnie tak urazić, by Górnik nie pozostał w moim sercu. Przedstawianie mnie jako osoby, która coś ukradła temu klubowi, jest grubą przesadą - uważa Tomasz Hajto.
Hajto w barwach Górnika rozegrał łącznie 143 spotkania. Strzelił dla zabrzan 10 goli. Mimo to, gdy pojawił się na murawie stadionu im. Ernesta Pohla w koszulce ŁKS-u Łódź, powitały go gwizdy. - Kibice z Torcidy nie mieli do mnie pretensji. Przyjęli mnie bardzo dobrze. Pojedyncze obelgi z trybun zawsze się zdarzają - dodaje.

Były reprezentant Polski przy stracie bramki nie mógł nic zrobić, a wcześniej z doskonałym skutkiem powstrzymywał m.in. Przemysława Pitrego. - Dobrze się ustawialiśmy z Marcinem Adamskim, dzięki czemu zabrzanie nie mieli zbyt wielu okazji do zdobycia gola. Gdyby nie doskonałe uderzenie Strąka, wywieźlibyśmy do Łodzi komplet punktów - uważa "Gianni". - Wierzę, że ten remis nie przeszkodzi Górnikowi, aby spokojnie awansować. Najlepiej razem z ŁKS-em, który został wyrzucony z ligi.

Przypomnijmy, że zawodnik urodzony w Makowie Podhalańskim rozstał się z Górnikiem w niemiłej atmosferze. Trener Henryk Kasperczak nie widział dla niego miejsca w drużynie. Kontrakt rozwiązano za porozumieniem stron, ale działacze klubu zastrzegli w umowie, że Hajto nie zagra w barwach innego zespołu przeciwko klubowi z Roosevelta lub zapłaci mu 100 tysięcy zł. Wiosną wystąpił w Łodzi przeciwko zabrzanom. Sprawa trafiła już na wokandę. - Po raz kolejny przypominam, że obowiązuje u nas prawo stosowane w Unii Europejskiej i nikt nie może zabronić mi wykonywania mojego zawodu - twierdzi sam zainteresowany.

- Za spadek Górnika odpowiadają wszyscy związani z tym klubem, ale przede wszystkim prezesi: Michael Mueller i Jędrzej Jędrych. To oni ściągnęli do Zabrza trenera Kasperczaka, który miał ten zespół utrzymać w lidze. Okazało się, że spuścił tę drużynę do I ligi. Gdy przychodził do Górnika, to otrzymał prowizję 700 tys. zł, czyli dużo więcej niż ja - irytuje się Hajto. -  Chciałem przypomnieć, że ja kiedyś przy Roosevelta już grałem i czekałem 6-7 miesięcy na pieniądze. Nie płakałem wówczas w gazetach.

Obrońca ŁKS-u ma również spore pretensje o to, że media przedstawiają jego problematyczną sytuację w niekorzystnym świetle. - Wiadomo, że Kasperczak ma kolegę redaktora naczelnego w Przeglądzie Sportowym i oni nie kiwną w tej sprawie palcem. Dałem im sześć wywiadów i ani jeden nie został przedrukowany - złości się Hajto.
autor: Tomasz Mucha

Przeczytaj również