"Były głosy, że chyba ROW nie przegra pięciu meczów z rzędu" (wywiad)
12.06.2013
<strong>W dniu, w którym wasz awans do I ligi stał się faktem, wcale nie wybiegliście na boisko. Jak u Ciebie wyglądało niedzielne popołudnie? Było nerwowe sprawdzanie wyników Bytovii i Chojniczanki?
</strong>
Roland Buchała, napastnik Energetyka ROW Rybnik: - Każdy z nas, piłkarzy ROW-u, był trochę myślami na tych meczach, a w tygodniu próbował przewidzieć, która drużyna może stracić punkty. W szatni było sporo głosów, że Jarota urwie punkty Chojniczance, ale jednak większość liczyła na MKS Kluczbork w spotkaniu z Bytovią.
<strong>Tak też było. Kluczbork rozgromił konkurenta ROW-u w walce o awans aż 4-0!
</strong>Chwała im za to. Siedziałem sobie z rodziną w ogródku i dochodziły mnie jakieś informacje z domu. Ktoś zawołał "jest, jest, jest!" i już wiedziałem, że ktoś odpowiedni strzelił bramkę. Jak już trzeci raz usłyszałem tę samą radość, to w końcu zapytałem się, która drużyna strzeliła. Jak to się mówi, było już "pozamiatane" i była wielka radość i można się było spotkać na rynku z kibicami i kolegami z drużyny. I cieszyć naszym awansem.
<strong>Można powiedzieć, że jesteś specjalistą od awansów. To przecież nie pierwszy taki sezon, kiedy ROW z Tobą w składzie uzyskuje przepustkę do wyższej ligi.
- </strong>Byłem w Rybniku, gdy awansowaliśmy z "okręgówki" do IV ligi i gdy z IV udało nam się dostać do III. Potem przeszedłem do Ruchu Zdzieszowice i "zrobiliśmy" awans z III do II, wróciłem do ROW-u i awansowaliśmy do I ligi. Jestem w tym klubie - z przerwami - od momentu reaktywacji przed dziesięcioma laty. Pamiętam czasy początku współpracy z prezesem Grzegorzem Janikiem i jak to wszystko się zazębiało. Bardzo cieszy mnie to, że mogę być częścią najnowszej historii ROW-u Rybnik, w której miałem okazję postrzelać trochę bramek. Wydaje mi się, że mam prawo cię cieszyć z tego awansu pełną gębą.
<strong>Musicie rozegrać jeszcze jeden mecz, ale powoli można ten sezon podsumować. Ty zdobyłeś osiem bramek, co daje trzecie miejsce w drużynie pod względem skuteczności. Jesteś zadowolony?
</strong>- Przed sezonem planowałem dziesięć, ale w rundzie jesiennej wypadłem na sześć spotkań z powodu kontuzji. Ostatnio też grałem mniej, więc myślę, że gdybym wziął udział w meczach, w których nie grałem, to na pewno kilka bramek jeszcze by wpadło. Można strzelić dwadzieścia czy trzydzieści, ale nic to nie daje, gdy drużyna nie wywalczy awansu. Myślę, że każda z moich bramek dawała nam cenne punkty, które przybliżały nas do awansu. Mamy jeszcze jeden mecz przed sobą, może uda mi się coś tam włożyć na Bytovii (śmiech). Nawet jak się nie uda, to i tak będą powody do radości i gratulacji dla całej drużyny.'
<strong>2013 rok zaczęliście z wysokiego C, ale potem przyszło pięć meczów bez zwycięstwa i zrobiło się nerwowo. Podnieśliście jednak i osiągnęliście postawiony cel. Co Twoim zdaniem zdecydowało - patrząc z perspektywy czasu - że mimo wszystko ta batalia zakończyła się happy endem?
</strong>- Na start rundy złapaliśmy świetną formę, zostaliśmy idealnie przygotowani przez trenerów. W pierwszych kolejkach nie było na nas mocnych i myślę, że nieco zgubiła nas pewność siebie. Pojechaliśmy na Elanę, gdzie mieliśmy z dziesięć czy dwanaście "setek", które musieliśmy wykorzystać, a dopiero w 90. minucie Marek Gładkowski strzelił na 1-1. Zaczęło się coś psuć... Niby gra wciąż była taka sama, ale nie kończyliśmy bramkami naszych akcji. W poprzednich spotkaniach wydawało się, że jakkolwiek nie kopnęliśmy piłki, to ta lądowała w siatce. Zacięliśmy się na pięć kolejek, czego nikt się nie spodziewał. Gdy seryjnie wygrywaliśmy, a Bytovia i Chojniczanka traciły punkty, to poczuliśmy się zbyt pewnie. W szatni były nawet głosy, że chyba pięciu meczów z rzędu nie przegramy i nie stracimy dziesięciu punktów przewagi. Okazało się jednak, że wszystko jest możliwe i z dużej przewagi zrobiły się cztery punkty straty!
Nie była to dla nas wesoła sytuacja, ale wybrnęliśmy z tego i uważam, że zasłużyliśmy na awans tą ostatnią serią zwycięstw. To coś znaczy. Tak to miało się ułożyć, nie zabrakło dramaturgii, ale mamy to, czego chcieliśmy.
<strong>Na długie urlopy nie macie co liczyć. 15 czerwca ostatni mecz, a już 27 początek przygotowań do I ligi.
</strong>- Mamy około 10 dni przerwy. Każdy wybierze się na jakiś krótki urlop i naładuje "akumulatory". Cały sezon walczyliśmy o I ligę, więc teraz jak krótka ale treściwa regeneracja. A potem start przygotowań do tego, co sobie wymarzyliśmy, bo pokazać się w tej lidze z dobrej strony.
<strong>Po przyjściu Ryszarda Wieczorka drużyna ROW-u była stopniowo przebudowywana. Myślisz, że teraz będzie potrzebna większa zmiana, czy tym składem spokojnie poradzicie sobie na zapleczu ekstraklasy?
- </strong>Naszą siłą była silna kadra. Każdy, kto wchodził na boisko, nie odstawał od kolegi z drużyny. Myślę, że jeden lub dwóch nowych i doświadczonych zawodników wystarczy, by spokojnie grać w kolejnym sezonie.
Rozmawiał Michał Knura.
</strong>
Roland Buchała, napastnik Energetyka ROW Rybnik: - Każdy z nas, piłkarzy ROW-u, był trochę myślami na tych meczach, a w tygodniu próbował przewidzieć, która drużyna może stracić punkty. W szatni było sporo głosów, że Jarota urwie punkty Chojniczance, ale jednak większość liczyła na MKS Kluczbork w spotkaniu z Bytovią.
<strong>Tak też było. Kluczbork rozgromił konkurenta ROW-u w walce o awans aż 4-0!
</strong>Chwała im za to. Siedziałem sobie z rodziną w ogródku i dochodziły mnie jakieś informacje z domu. Ktoś zawołał "jest, jest, jest!" i już wiedziałem, że ktoś odpowiedni strzelił bramkę. Jak już trzeci raz usłyszałem tę samą radość, to w końcu zapytałem się, która drużyna strzeliła. Jak to się mówi, było już "pozamiatane" i była wielka radość i można się było spotkać na rynku z kibicami i kolegami z drużyny. I cieszyć naszym awansem.
<strong>Można powiedzieć, że jesteś specjalistą od awansów. To przecież nie pierwszy taki sezon, kiedy ROW z Tobą w składzie uzyskuje przepustkę do wyższej ligi.
- </strong>Byłem w Rybniku, gdy awansowaliśmy z "okręgówki" do IV ligi i gdy z IV udało nam się dostać do III. Potem przeszedłem do Ruchu Zdzieszowice i "zrobiliśmy" awans z III do II, wróciłem do ROW-u i awansowaliśmy do I ligi. Jestem w tym klubie - z przerwami - od momentu reaktywacji przed dziesięcioma laty. Pamiętam czasy początku współpracy z prezesem Grzegorzem Janikiem i jak to wszystko się zazębiało. Bardzo cieszy mnie to, że mogę być częścią najnowszej historii ROW-u Rybnik, w której miałem okazję postrzelać trochę bramek. Wydaje mi się, że mam prawo cię cieszyć z tego awansu pełną gębą.
<strong>Musicie rozegrać jeszcze jeden mecz, ale powoli można ten sezon podsumować. Ty zdobyłeś osiem bramek, co daje trzecie miejsce w drużynie pod względem skuteczności. Jesteś zadowolony?
</strong>- Przed sezonem planowałem dziesięć, ale w rundzie jesiennej wypadłem na sześć spotkań z powodu kontuzji. Ostatnio też grałem mniej, więc myślę, że gdybym wziął udział w meczach, w których nie grałem, to na pewno kilka bramek jeszcze by wpadło. Można strzelić dwadzieścia czy trzydzieści, ale nic to nie daje, gdy drużyna nie wywalczy awansu. Myślę, że każda z moich bramek dawała nam cenne punkty, które przybliżały nas do awansu. Mamy jeszcze jeden mecz przed sobą, może uda mi się coś tam włożyć na Bytovii (śmiech). Nawet jak się nie uda, to i tak będą powody do radości i gratulacji dla całej drużyny.'
<strong>2013 rok zaczęliście z wysokiego C, ale potem przyszło pięć meczów bez zwycięstwa i zrobiło się nerwowo. Podnieśliście jednak i osiągnęliście postawiony cel. Co Twoim zdaniem zdecydowało - patrząc z perspektywy czasu - że mimo wszystko ta batalia zakończyła się happy endem?
</strong>- Na start rundy złapaliśmy świetną formę, zostaliśmy idealnie przygotowani przez trenerów. W pierwszych kolejkach nie było na nas mocnych i myślę, że nieco zgubiła nas pewność siebie. Pojechaliśmy na Elanę, gdzie mieliśmy z dziesięć czy dwanaście "setek", które musieliśmy wykorzystać, a dopiero w 90. minucie Marek Gładkowski strzelił na 1-1. Zaczęło się coś psuć... Niby gra wciąż była taka sama, ale nie kończyliśmy bramkami naszych akcji. W poprzednich spotkaniach wydawało się, że jakkolwiek nie kopnęliśmy piłki, to ta lądowała w siatce. Zacięliśmy się na pięć kolejek, czego nikt się nie spodziewał. Gdy seryjnie wygrywaliśmy, a Bytovia i Chojniczanka traciły punkty, to poczuliśmy się zbyt pewnie. W szatni były nawet głosy, że chyba pięciu meczów z rzędu nie przegramy i nie stracimy dziesięciu punktów przewagi. Okazało się jednak, że wszystko jest możliwe i z dużej przewagi zrobiły się cztery punkty straty!
Nie była to dla nas wesoła sytuacja, ale wybrnęliśmy z tego i uważam, że zasłużyliśmy na awans tą ostatnią serią zwycięstw. To coś znaczy. Tak to miało się ułożyć, nie zabrakło dramaturgii, ale mamy to, czego chcieliśmy.
<strong>Na długie urlopy nie macie co liczyć. 15 czerwca ostatni mecz, a już 27 początek przygotowań do I ligi.
</strong>- Mamy około 10 dni przerwy. Każdy wybierze się na jakiś krótki urlop i naładuje "akumulatory". Cały sezon walczyliśmy o I ligę, więc teraz jak krótka ale treściwa regeneracja. A potem start przygotowań do tego, co sobie wymarzyliśmy, bo pokazać się w tej lidze z dobrej strony.
<strong>Po przyjściu Ryszarda Wieczorka drużyna ROW-u była stopniowo przebudowywana. Myślisz, że teraz będzie potrzebna większa zmiana, czy tym składem spokojnie poradzicie sobie na zapleczu ekstraklasy?
- </strong>Naszą siłą była silna kadra. Każdy, kto wchodził na boisko, nie odstawał od kolegi z drużyny. Myślę, że jeden lub dwóch nowych i doświadczonych zawodników wystarczy, by spokojnie grać w kolejnym sezonie.
Rozmawiał Michał Knura.
Polecane
II liga