Brychlik: "ROW potrzebuje mnie w dobrej formie"
06.09.2017
Choć początek sezonu wyglądał w wykonaniu podopiecznych trenera Piekarczyka naprawdę obiecująco, w trzech ostatnich meczach ROW poniósł trzy porażki i osunął się w tabeli z szóstego na dwunaste miejsce. Fatalna passa spowodowała, że na ten moment rybniczanie mają zaledwie punkt przewagi nad strefą spadkową. - Ciężko jednoznacznie stwierdzić, dlaczego przegraliśmy te trzy ostatnie spotkania. Na pewno w tych meczach, oprócz pojedynku z Garbarnią, nie prezentowaliśmy się źle. Z Radomiakiem i Siarką tworzyliśmy sobie dużo sytuacji brakowych, ale brakowało nam wyczucia i nie potrafiliśmy skierować piłkę do siatki. W piłce tak jednak jest, że jak się nie strzela to się dostaje i tak było w naszym przypadku. Mogę rzec, że np. w meczu w Tarnobrzegu byliśmy lepsi, ale co z tego, skoro punktów z tego wyjazdu nie przywieźliśmy - przyznaje napastnik ROW-u, Przemysław Brychlik.
O ile porażkę w meczu z Radomiakiem da się jakkolwiek wytłumaczyć, tak w meczu z Garbarnią rybniczanie spisali się katastrofalnie i stanowili jedynie słabe tło dla drugoligowego beniaminka. - Nie wiem co stało się z nami w meczu z Garbarnią. Fizycznie w tym spotkaniu znacznie ustępowaliśmy przeciwnikowi, a właśnie fizyczność to jedna z najważniejszych cech w tej lidze. Właściwie wówczas zabrakło nam wszystkiego – walki, zaangażowania, nikt z nas nie zaprezentował się dobrze. Chcieliśmy się jak najszybciej odkuć po tym meczu, ale jak wiadomo, nie udało się - dodaje zawodnik, który w tym sezonie dwukrotnie wpisał się na listę strzelców w 2. Lidze.
Tak spore wahania formy powodują, że ciężko stwierdzić, jakie możliwości drzemią w rybnickiej ekipie. - Przed sezonem nie zakładaliśmy sobie żadnych dalekosiężnych celów. Chcemy w każdym meczu zdobywać punkty i dopiero po zakończeniu rundy będziemy się zastanawiać, o co walczymy. Na razie jesteśmy nisko w tabeli, ale uważam, że bez problemu z tego wyjdziemy i niejednokrotnie pokażemy, na co nas stać. W końcu nasz początek był naprawdę obiecujący – graliśmy fajną piłkę, zdobywaliśmy dużo bramek i coś się nagle zacięło. Musimy szybko znaleźć wyjście z tej sytuacji - mówi Brychlik, który trafił do Rybnika zimą z Odry Opole.
Wspomniany transfer 28-latka był dla drugoligowych kibiców sporą niespodzianką, gdyż zawodnik opuścił kandydata do awansu, będąc jesienią jego podstawowym zawodnikiem. Dodatkowo zaskakujący był także wybór nowego klubu zawodnika. - Nie Pan pierwszy się mnie pyta o ten transfer (śmiech). Staram się nie wracać do przeszłości, jednak uważam że przejście do Rybnika było dobre dla mojej gry i rozwoju kariery. Niemniej cieszę się też ze szczęścia moich kolegów z Opola, którzy obecnie udowadniają, że w pierwszej lidze nie są chłopcami do bicia. Będąc w Odrze wiedziałem, jak spory potencjał siedzi w drużynie, dlatego ich miejsce na zapleczu Ekstraklasy mnie w ogóle nie zaskakuje - przyznaje napastnik.
Mimo naprawdę znakomitej pozycji Odry w pierwszoligowej tabeli, niesmakiem dalej odbija się decyzja działaczy o zwolnieniu z klubu trenera Jana Furlepy. To właśnie ten szkoleniowiec doprowadził opolan do dwóch awansów rok po roku. - Ta decyzja była dla mnie ogromnym zaskoczeniem, bo trener Furlepa wykonywał w Opolu wykonywał naprawdę znakomitą robotę. Szkoda mi szkoleniowca, bo zostawił w klubie sporo nerwów i zdrowia, a dodatkowo wykonał w klubie znakomity wynik. Aż żal, że za dwa awanse dostał taką „nagrodę” - mówi 28-latek.
Brychlik po swoim transferze do Rybnika spisywał się fenomenalnie - w 14 wiosennych meczach ligowych zdobył aż 7 goli i wymiernie przyczynił się do utrzymania ROW-u na szczeblu centralnym. Obecna forma piłkarza jest jednak daleka od ideału. - Uważam że moja obecna dyspozycja nie jest tak dobra, jak w rundzie wiosennej zeszłego sezonu. Będę jednak robił wszystko, by do tego wrócić – ROW w końcu potrzebuje mnie w formie - przyznaje wychowanek Krupińskiego Suszec.
Wobec słabszej dyspozycji Brychlika, na swoistego lidera ofensywy ROW-u wyrósł Sebastian Musiolik. Zawodnik, który latem przeszedł do drugoligowca na zasadzie transferu definitywnego z Piasta Gliwice, w dwóch ostatnich meczach dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i do jego postawy nikt w klubie nie może mieć pretensji. - Już w zeszłej rundzie z Sebastianem dobrze nam się współpracowało,a w meczach przedsezonowych widać było, że jest w naprawdę dobrej formie. Jedynie szkoda, że w Tarnobrzegu nie udało mu się zdobyć więcej bramek, bo miał ku temu sporo sytuacji - mówi napastnik, który ostatni raz na listę strzelców wpisał się 4 sierpnia w meczu ligowym z Olimpią Elbląg.
Polecane
II liga