Bramkarz Górnika miał grać w Katowicach, ale nie chciał go Stawowy

05.08.2011
Łukasz Skorupski przebojem wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie Górnika Zabrze. Zdaniem bramkarza przełomowym punktem było wypożyczenie do Ruchu Radzionków, choć nie tam miał trafić.
- Wtedy, gdy szedłem na wypożyczenie do Radzionkowa, miałem trafić do GKS-u Katowice, a w drugą stronę powędrowałby Andrzej Wiśniewski. Na taką wymianę nie chciał się jednak zgodzić trener Wojciech Stawowy, więc temat upadł - przypomina bramkarz. - Debiutując w "Cidrach" miałem większe nerwy niż w pierwszym meczu w ekstraklasie. Zagrałem tam w 14 meczach, nabrałem pewności i nawet na boisku wicemistrza Polski nie było już źle - cieszy się 20-latek.

W Radzionkowie miał okazję pracować z trenerem bramkarzy Grzegorzem Żmiją, który po ostatnim meczu ze Śląskiem Wrocław dzwonił do niego z gratulacjami. Zresztą nie on jeden. - Trochę tych pochwał było, koledzy mi gratulowali. Ja jednak nie lubię gdy trenerzy mnie chwalą. Wolę żeby nic nie mówili - uśmiecha się zawodnik. - Nie wydaje mi się, żeby groziła mu sodówka. A nawet jeśli, to w lodówce mamy dużo lodu, możemy mu przyłożyć - mówi Jarosław Tkocz, opiekujący się bramkarzami Górnika.

- Sparingi wyłoniły Łukasza na lidera, a w ostatnim tygodniu przed startem ligi tę pozycję utrzymał. Ale nie jest tak, że on już na dobre wywalczył sobie to miejsce. Znajduje się dopiero na dorobku i każdym treningiem musi potwierdzać umiejętności. Ma też dużo do poprawienia, np. jeśli chodzi o wprowadzenie piłki do gry. Nie zmienia to faktu, że to chłopak o nieprzeciętnym potencjale - kończy trener.
źródło: Sport

Przeczytaj również