Bramkarz GKS-u Tychy: Bohaterowie to byli na Westerplatte
09.05.2013
Gdyby jednak Misztal nie zatrzymał Denissa Rakelsa z jedenastu metrów, tyszanie mogli przegrać czwarty mecz z rzędu. - Nigdy nie rzucam się w ciemno. Poczekałem na strzał Rakelsa, ale byłem przygotowany do rzutu w prawą stronę. Oglądam fragmenty pokazywane w Orange Sport i staram się zapamiętać, jak rywale wykonują karne. Było o tyle trudniej, że w poprzedniej takiej sytuacji katowicki napastnik strzelił znacznie wyżej. Teraz piłka znalazła się w moim zasięgu - mówi bramkarz.
Trzeci raz z rzędu na początku drugiej połowy sędziowie dyktują rzut karny przeciwko tyszanom. Czy tym razem nie dało się tego uniknąć? - Wypiąstkowałem piłkę po wrzutce, a później mogłem już tylko bronić instynktownie. Piłka przelala się jednak przez moje ręce, a Rakels wypracował sobie w starcu z Maćkiem Mańką lepszą pozycję i efektownie się przewrócił - wyjaśnia Misztal.
Golkiper tyszan wzbrania się jednak przed nazywaniem go bohaterem. - Bohaterowie to byli na Westerplatte. Ja tylko obroniłem karnego i po trzech porażkach zdobyliśmy cenny punkt, który pozwoli nam się odbić od tego małego dna - kończy.
Trzeci raz z rzędu na początku drugiej połowy sędziowie dyktują rzut karny przeciwko tyszanom. Czy tym razem nie dało się tego uniknąć? - Wypiąstkowałem piłkę po wrzutce, a później mogłem już tylko bronić instynktownie. Piłka przelala się jednak przez moje ręce, a Rakels wypracował sobie w starcu z Maćkiem Mańką lepszą pozycję i efektownie się przewrócił - wyjaśnia Misztal.
Golkiper tyszan wzbrania się jednak przed nazywaniem go bohaterem. - Bohaterowie to byli na Westerplatte. Ja tylko obroniłem karnego i po trzech porażkach zdobyliśmy cenny punkt, który pozwoli nam się odbić od tego małego dna - kończy.
Polecane
I liga