Bramkarz Energetyka: Przeskok między III i II ligą jest bardzo duży

30.08.2011
Nieciekawie wygląda sytuacja Energetyka ROW. Rybniczanie ostatni mecz wygrali 7 czerwca w rozrywkach Pucharu Polski. Komplet punktów po raz ostatni zdobyli 29 maja, jeszcze w III lidze.
Brutalne okazało się zderzenie z II-ligową rzeczywistością. Sześć meczów i tylko trzy punkty.
Piotr Paś (bramkarz Energetyka): - Przeskok między III i II ligą jest bardzo duży. Widać to gołym okiem. Choć beniaminkowie w poprzednich latach radzili sobie całkiem dobrze. Męczymy się niemiłosiernie. Skład mamy taki, że nie powinno być aż tak źle. Choć trochę osłabiliśmy się w obronie. Odszedł Łukasz Pielorz do Bogdanki Łęczna. Potrzeba czasu. Na treningach cały czas pracujemy nad zgraniem przede wszystkim defensywy. Patrząc na nazwiska w tym zespole, to powinniśmy prezentować dużo lepszy poziom. Coś nie "trybi", czegoś ciągle brakuje w naszej grze...

Przede wszystkim brakuje zwycięstw.
- Nie wygraliśmy ani jednego z sześciu spotkań w II lidze, tak naprawdę to tych meczów jest jeszcze więcej, bo ostatni raz trzy punkty zdobyliśmy na wiosnę w meczu ze Startem Bogdanowice (29 maja - przyp. red.). Ostatnie nasze zwycięstwo "o coś" to było w Pucharze Polski ze Skałką Żabnica.

Jaka panuje atmosfera w drużynie?
- Robi się nerwowo. Z każdym kolejnym meczem będzie nam coraz trudniej, rośnie presja, chcemy zwyciężać. Jednak atmosfera nie jest zła. Próbujemy z sobą rozmawiać, mobilizujemy się. Wszyscy na jednym wózku jedziemy i wszystkim zależy na tym, aby w końcu zacząć wygrywać. W meczu z Kluczborkiem pokazaliśmy, że stać nas na dobrą grę, ale w końcówce zabrakło nam szczęścia.

W Turku też nie udało się wygrać.
- Zagraliśmy przeciętnie. Mieliśmy jedną szansę. Był potworny upadł, do tego drużyna Tura zagrała dość defensywnie. W końcu musimy wygrać, kiedyś to musi "zaskoczyć" i mam nadzieję, że już w następnej kolejce.

Źle wygląda gra w ataku, także słabo gra defensywa. Mimo, że macie tylko trzy punkty, to pan nie raz je ratował, jak choćby w meczu z Turkiem.
- W 85. minucie oddali strzał głową z pięciu metrów. To nie była jakaś spektakularna interwencja. Stałem tam, gdzie piłka akurat leciała.

Prezes Janik rozmawiał z trenerem Galeją. W tym tygodniu ma spotkać się zarząd, być może zapadnie decyzja, co do przyszłości trenera.
- Nie wiem, jak to wygląda. Rada drużyny spotkała się wczoraj z trenerem. Próbowaliśmy konstruktywnie porozmawiać. Trener Galeja jest uzależniony od nas, a my od niego. Musimy się starać razem to rozwiązać. Gramy dla zwycięstw, gramy dla pieniędzy. Chcemy też, żeby kibice przychodzili na mecze. Na II lidze jest ich więcej i chcemy, żeby zostali.

Kolejny mecz rozegracie u siebie z Ruchem Zdzieszowice. To jeden z trudniejszych przeciwników, jaki pojawi się na Gliwickiej?
- Na pewno. Potem mamy wyjazd do Torunia na mecz z Elaną. Ta liga jest tak nieprzewidywalna, że nie stoimy na przegranej pozycji.

O I lidze mówi się, że to liga walki, a w ekstraklasie gra się piłkę. Czy porównując II i III jest podobnie?
- Wręcz przeciwnie. II liga jest specyficzna, dla mnie najtrudniejsza. Drużyny są nieźle poukładane taktycznie, dobrze przygotowane fizycznie. Zespoły są niesamowicie waleczne. W III lidze próbowaliśmy grać technicznie, futbol ładny dla oka. Było wiele podań i staraliśmy się grać ofensywnie. Na szczeblu wyżej jest niesamowita walka. Niektórzy zawodnicy mają problem z przystosowaniem się do tego. Trochę czasu to zajmie, szczególnie tym młodym, którzy u nas grają. Tutaj nie ma chwili na to, aby sobie spokojnie poprowadzić piłkę. Przeciwnik od razu jest przy tobie, pressing i twarda, bardzo ostra gra. Okazuje się, że dobra kadra nie wystarczy na tę ligę.

Rozmawiał Michał Knura
autor: Michał Knura

Przeczytaj również