Bracia Peskoviciowie wskoczyli do składów w tej samej kolejce!
04.10.2011
Bracia są dobrze znani na Górnym Śląsku. Boris dobrze prezentował się w Górniku Zabrze już w sezonie 2007/2008. Osiągnął tak dobrą formę, że wyjechał do Portugalii i grał tam z powodzeniem. Michal, mając przetarty szlak, na początku 2008 roku dołączył do Polonii Bytom. Przez półtorej roku był podstawowym bramkarzem tego zespołu, co zaowocowało transferem do greckiego Arisu Saloniki. Jednak tam trafił na Michalisa Sifakisa, reprezentanta Grecji.
Zagrał w kilku meczach po czym dowiedział się, że jest zbędny. Kontrakt był jednak ważny. Pesković trenował więc indywidualnie. Najpierw w Grecji, potem na Słowacji. Kiedy wreszcie stał się wolnym zawodnikiem, dostał ofertę z Chorzowa. - Ruch zaproponował mi przyjazd, ja przyjąłem to z radością. Dobrze się bowiem czułem i na Śląsku, i w polskiej lidze - podkreślał w rozmowie z magazynem "Niebieska Erka".
Boris w tym czasie miał podobne problemy. Wywalczył mistrzostwo Rumunii z CFR Cluj, ale szybko został umieszczony na liście graczy "do odstrzelenia". Przez 1,5 sezonu zagrał tylko w pięciu ligowych meczach, wreszcie wrócił do ojczyzny i podpisał kontrakt z Tatranem Preszov. Latem dostał ofertę powrotu do Górnika. Skorzystał z niej. Przypomnijmy, że w 2007 roku Borisem interesował się Ruch. Nie doszło do porozumienia finansowego.

Co ciekawe, bracia nie wychowywali się razem. - Mamy jednego tatę, ale różne mamy, jesteśmy więc przyrodnim rodzeństwem - tłumaczył swego czasu Michal. - Częściej spotykałem się ze starszymi braćmi Borisa. On sam, grając w piłkę, nie miał zazwyczaj czasu na rozmowy - podkreślał.
Zbliżył ich więc tak naprawdę dopiero futbol i... polska liga. Pierwszy raz zagrali przeciwko sobie w marcu 2008 roku, kiedy Michal strzegł bramki Polonii, a Boris - Górnika Zabrze. Po końcowym gwizdku szczęśliwy był ten drugi, bo młodszy z braci przepuścił piłkę po strzale Tomasza Hajty z... 60 metrów.
Michal nie ustrzegł się błędu i w ostatniej kolejce, ale i tak był bardziej zadowolony, bo Ruch wygrał i ma w tym momencie siedem punktów przewagi nad Górnikiem. Boris nie zatrzymał Korony. - Co prawda udało mi się na początku meczu obronić sytuację sam na sam z Michałem Zielińskim, ale potem rywale i tak dopięli swego. A trener uprzedzał nas, że przez pierwsze 30 minut Korona będzie wręcz "szalała" na boisku, biegała i ambitnie walczyła. To się potwierdziło... - żałował Słowak.
Zagrał w kilku meczach po czym dowiedział się, że jest zbędny. Kontrakt był jednak ważny. Pesković trenował więc indywidualnie. Najpierw w Grecji, potem na Słowacji. Kiedy wreszcie stał się wolnym zawodnikiem, dostał ofertę z Chorzowa. - Ruch zaproponował mi przyjazd, ja przyjąłem to z radością. Dobrze się bowiem czułem i na Śląsku, i w polskiej lidze - podkreślał w rozmowie z magazynem "Niebieska Erka".
Boris w tym czasie miał podobne problemy. Wywalczył mistrzostwo Rumunii z CFR Cluj, ale szybko został umieszczony na liście graczy "do odstrzelenia". Przez 1,5 sezonu zagrał tylko w pięciu ligowych meczach, wreszcie wrócił do ojczyzny i podpisał kontrakt z Tatranem Preszov. Latem dostał ofertę powrotu do Górnika. Skorzystał z niej. Przypomnijmy, że w 2007 roku Borisem interesował się Ruch. Nie doszło do porozumienia finansowego.
Co ciekawe, bracia nie wychowywali się razem. - Mamy jednego tatę, ale różne mamy, jesteśmy więc przyrodnim rodzeństwem - tłumaczył swego czasu Michal. - Częściej spotykałem się ze starszymi braćmi Borisa. On sam, grając w piłkę, nie miał zazwyczaj czasu na rozmowy - podkreślał.
Zbliżył ich więc tak naprawdę dopiero futbol i... polska liga. Pierwszy raz zagrali przeciwko sobie w marcu 2008 roku, kiedy Michal strzegł bramki Polonii, a Boris - Górnika Zabrze. Po końcowym gwizdku szczęśliwy był ten drugi, bo młodszy z braci przepuścił piłkę po strzale Tomasza Hajty z... 60 metrów.
Michal nie ustrzegł się błędu i w ostatniej kolejce, ale i tak był bardziej zadowolony, bo Ruch wygrał i ma w tym momencie siedem punktów przewagi nad Górnikiem. Boris nie zatrzymał Korony. - Co prawda udało mi się na początku meczu obronić sytuację sam na sam z Michałem Zielińskim, ale potem rywale i tak dopięli swego. A trener uprzedzał nas, że przez pierwsze 30 minut Korona będzie wręcz "szalała" na boisku, biegała i ambitnie walczyła. To się potwierdziło... - żałował Słowak.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów