Bohater meczu z Widzewem: To są najfaniejsze momenty w życiu

30.05.2011
Piłkarze Górnika Zabrze na koniec sezonu zafundowali sobie strzelecki festiwal. Michał Bemben i Robert Jeż prześcigali się w tym, który z nich strzeli najładniejszą bramkę spotkania.
"Pierwszego gola nie powstydziłaby się Barcelona" - mówili kibice. I trudno się z nimi nie zgodzić. Z prawej strony piłkę rozgrywali Gabriel Nowak, Michał Bemben i Grzegorz Bonin. Ten ostatni zauważył wbiegającego w pole karnego Roberta Jeża. - Tego nawet nie trzeba komentować. Dostałem taką dobrą piłkę, że tylko trzeba było dopełnić formalności - mówił o trafieniu "w okienko" strzelec bramki.

Drugi gol to kolejny popis Jeża - uderzenie z rzutu wolnego, po którym Bartosz Kaniecki po raz drugi musiał wyjmować piłkę z siatki. - Nieczęsto trafiam po stałych fragmentach gry - przyznał Słowak. - Zależało nam na efektownej wygranej, bo chcieliśmy się pożegnać z naszymi kibicami - dodał pomocnik.

Bramek pozazdrościł Jeżowi Michał Bemben. Najpierw, niczym rasowy napastnik, mijał obrońców Widzewa, by lewą nogą strzelić swoją pierwszą bramkę w barwach Górnika, któremu od dziecka kibicuje. - Warto było czekać do ostatniej kolejki na pierwszego gola. Takie dni to najfajniejsze momenty w życiu - cieszył się po spotkaniu doświadczony defensor.

Strzelanie bramek tak się Bembenowi spodobało, że... - Gdy ustawialiśmy piłkę, by wykonać kolejny rzut wolny, Michał podszedł i powiedział, że on chce strzelać. A że on stary chłop, to mu daliśmy - z uśmiechem relacjonował Jeż. Bemben ustawił piłkę, wziął rozbieg i strzelił nie gorzej niż Jeż. - To było udane pożegnanie z sezonem. Fajna atmosfera, ładna pogoda, cztery gole... Czego chcieć więcej? - zakończył doświadczony obrońca.
autor: Adrian Waloszczyk

Przeczytaj również