Błędy bezlitośnie wykorzystane. Górnik zrzucony z fotela lidera

03.10.2020

Zabójcza skuteczność piłkarzy Zagłębia Lubin spowodowała, że zabrzański Górnik przegrał pierwsze spotkanie w tym sezonie PKO Ekstraklasy. Podopieczni Marcina Brosza polegli na wyjeździe 0:2 po bramkach Sasy Zivca oraz Patryka Szysza i tym samym stracili pierwsze miejsce w tabeli na rzecz Rakowa Częstochowa. 

Adam Starszyński/PressFocus

Po stracie punktów w poprzedniej kolejce oraz znaczącym przybliżeniu się grupy pościgowej, piłkarze Górnika Zabrze zamierzali wrócić na zwycięską ścieżkę i ponownie umocnić się w fotelu lidera. Szyki notującym fantastyczny początek sezonu podopiecznym Marcina Brosza zamierzało jednak pokrzyżować Zagłębie Lubin. Zawodników z Dolnego Śląska śmiało można było również uznać za jedną z rewelacji rozgrywek, gdyż do tej pory zanotowali oni tylko jedną porażkę, a do tej serii gier przystępowali jako trzeci zespół w tabeli. 

Nic więc dziwnego, że bezpośredni pojedynek Górnika z Zagłębiem uznawano za absolutny hit tej serii gier, a jego nadrzędna stawką miała być możliwość objęcia pierwszego miejsca w ligowej stawce. Dodatkowo rywalizacja ta zapowiadała się o tyle interesująco, że być może sobotni mecz będzie ostatnim w „Trójkolorowych” barwach dla Jesusa Jimeneza. Według informacji „Przeglądu Sportowego”, parol na lidera klasyfikacji strzelców zagięły dwa ukraińskie kluby, które jesienią wystąpią w fazie grupowej Champions League. Mowa o Szachtarze Donieck oraz Dynamie Kijów, a rozmowy pomiędzy polsko-ukraińskimi stronami mają już być bardzo zaawansowane. 

Na razie jednak Jimenez wybiegł na murawę w Lubinie i wraz ze swoimi kolegami starał się prezentować tak, jak miało to miejsce w pierwszych spotkaniach sezonu. To właśnie Górnik starał się na Dolnym Śląsku dyktować tempo gry, podchodzić do rywala wysokim pressingiem i uniemożliwiać mu tworzenie jakichkolwiek okazji bramkowych. Zabrzanie realizowali ten plan (a przynajmniej jego znaczną część) bardzo umiejętnie, gdyż gospodarze długo byli całkowicie bezbarwni w ofensywie, a swój pierwszy strzał oddali dopiero w 33. minucie. 

Próba ta sprawiła jednak gościom sporo problemów, gdyż Samuel Mraz otrzymał dokładne podanie z głębi pola i doszedł do sytuacji sam na sam z Martinem Chudym. Ostatecznie golkiper wygrał ten pojedynek, ale nawet jeżeli ostatecznie musiałby wyciągnąć piłkę z siatki, gol nie zostałby uznany z powodu pozycji spalonej napastnika. 

Poziom hitowego spotkania długo pozostawiał sporo do życzenia, ale jeżeli którąś z drużyn należało wyróżnić za lepszą i bardziej zdecydowaną postawę, zdecydowanie trzeba było wspomnieć o zawodnikach Górnika. Nikt się zatem nie spodziewał tego, co wydarzyło się w ostatnich fragmentach pierwszej części spotkania. Wówczas na murawie lubińskiego stadionu doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi, gdyż podopieczni Martina Seveli zrobili najlepszy możliwy użytek ze swoich dwóch strzałów. Koszmar dobrze spisującego się lidera rozpoczął się w 39. minucie, gdy Sasa Zivec efektownie przedryblował Przemysława Wiśniewskiego, a następnie oddał strzał z ostrego kąta w stronę bliższego słupka. Piłka po tym mocnym uderzeniu najpierw odbiła się od słupka, następnie trafiła w plecy Chudego i ostatecznie znalazła się w siatce. 

Od tego momentu gospodarze zyskali naprawdę sporo animuszu i wcale nie zamierzali zadowolić się „tylko” jednobramkowym prowadzeniem. Wydawało się, że kolejny cios Górnikowi zadał rozpędzający Samuel Mraz, ale Słowak w momencie podania znajdował się na spalonym. Chwilę później „Miedziowi” zdołali ponownie umieścili piłkę w siatce i choć weryfikacja tej sytuacji przez wóz VAR trwała blisko dwie minuty, tym razem gospodarzom dopisało szczęście. Gola na 2:0 zdobył Patryk Szysz, który wykorzystał fantastyczne prostopadłe podanie w wykonaniu Łukasza Poręby i pokonał Chudego w sytuacji sam na sam. 

Wobec takiego obrotu spraw, goście ze Śląska mogli mieć do siebie naprawdę sporo pretensji. W końcu „Trójkolorowi” naprawdę nie wyglądali źle na boisku, ale w kluczowych momentach brakowało im odpowiedniej dokładności oraz wyrachowania. Tym samym na Górnika, po raz pierwszy w tym sezonie PKO Ekstraklasy, czekało odrabianie strat i walka o zdobycie choćby jednego punktu. Realizacja tego zadania nie była wcale prostą sprawą, gdyż po zmianie stron Zagłębie długo nie pozwalało rywalowi na rozwinięcie skrzydeł i umiejętnie kontrolowało przebieg spotkania.

Dopiero w kolejnych minutach Górnik postanowił odważniej ruszyć do ataku, ale Jimenez i spółka ewidentnie nie mieli w Lubinie swojego dnia. Po stronie gości wciąż szwankowała skuteczność, a dodatkowo brakowało odpowiedniego ostatniego podania czy też lepszego wychodzenia na czyste pozycje. Ostatecznie Zagłębie utrzymało dwubramkową przewagę do ostatniego gwizdka, choć w końcowych fragmentach nie brakowało okazji ku temu, by mogło jeszcze zaskoczyć Martina Chudego po raz kolejny. W 81. minucie świetnym solowym rajdem popisał się aktywny Łukasz Poręba, a po przebiegnięciu kilkudziesięciu metrów zagrał prostopadłą piłkę do Sasy Zivca. Słoweniec postanowił od razu zagrać futbolówkę do lepiej ustawionego partnera, ale ostatecznie nie oddał on uderzenia, gdyż świetną interwencją we własnym polu karnym popisał się rezerwowy Adam Ryczkowski. 

Tym samym Górnik Zabrze, z którego optycznej przewagi nic dziś nie wyniknęło, poniósł pierwszą porażkę w tym sezonie i osunął się w tabeli na drugie miejsce. Wpadkę podopiecznych Marcina Brosza wykorzystał bowiem częstochowski Raków, który dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu wyprzedził rywala i po raz pierwszy w swojej historii znalazł się w fotelu lidera. 

Zagłębie Lubin - Górnik Zabrze 2:0 (2:0)

1:0 - Sasa Zivec 39’

2:0 - Patryk Szysz 45’

Składy:

Zagłębie: Hładun - Balić (21’ Bartolewski), Guldan, Simić, Chodyna - Zivec, Starzyński (76’ Żubrowski), Baszkirow, Poręba, Szysz (76’ Drazić) - Mraz (61’ Sirk). Trener: Martin Sevela

Górnik: Chudy - Gryszkiewicz, Koj, Wiśniewski - Janza, Prochazka, Manneh (87’ Kubica), Nowak (87’ Hajda), Massouras (64’ Ściślak) - Jimenez, Sobczyk (64’ Krawczyk). Trener: Marcin Brosz

Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork)

Żółte kartki: Sirk (Zagłębie) - Manneh (Górnik)

autor: Piotr Porębski

Przeczytaj również