Błąd za błędem, kiks za kiksem. Komediodramat przy Cichej

17.11.2017
Emocji w tym spotkaniu nie brakowało. To był mecz, w którym momentami trudno było wręcz nadążyć za tym co działo się na boisku. Natężenie kiksów, błędów, cudownych zagrań pomieszanych z absurdalnymi pomyłkami było ogromne. Więcej prezentów rozdali jednak gracze Ruchu i - mimo wszystko - przegrali z mielecką Stalą zasłużenie.
Krzysztof Porębski/PressFocus
W Chorzowie przed spotkaniem mieli duże problemy z poustawianiem defensywy. Z powodu kartek na mecz ze Stala wypadli Miłosz Trojak i Bojan Marković, przez chorobę nie mógł zagrać Mateusz Zawal, w kadrze meczowej zabrakło Nikołaja Bankowa. Gdyby tego było mało, po 30 minutach spotkania z powodu kontuzji plac gry opuścił "szef" obrony - Marcin Kowalczyk. Efekt? Połowę defensywy "Niebieskich" stanowili Kacper Czajkowski i Adrian Liberacki, którzy dotychczas u Juana Ramona Rochy pozostawali bez gry...

W tych okolicznościach trudno się dziwić temu jaki przebieg miała pierwsza połowa spotkania. Przewaga gości systematycznie rosła, a to przekładało się na zagrożenie pod bramką Ruchu. O tym co się święci świadczyła zresztą pierwsza, kabaretowa akcja tego spotkania. Błąd popełnili obrońcy Ruchu, którzy próbowali łapać na spalonym Mateusza Cholewiaka, choć ten pilnował środkowej linii boiska a do piłki pognał dopiero gdy na wolne pole zagrał jeden z partnerów ze Stali. Wydawało się, że niebezpieczeństwo zażegna wychodzący z bramki Libor Hrdlicka, ale... skiksował. Napastnik Mielca pognał na pustą bramkę "Niebieskich", po czym... niecelnie uderzył z około 20 metra!

Cholewiak mógł się zrehabilitować kilka minut później. Znalazł się z piłką w "szesnastce" Ruchu, próbował zagrywać przed bramkę, a obrońcy Ruchu stanęli jak wryci, odprowadzając piłkę wzrokiem tuż obok słupka bramki Hrdlicki. Po chwili z rzutu wolnego strzelał Mateusz Gancarczyk, a futbolówka po murze poleciała nad poprzeczką. Ten sam zawodnik miał też swoją szansę gdy znalazł się z lewej strony pola karnego "Niebieskich", tym razem słowacki golkiper pewnie złapał piłkę.

Gol dla Stali był tylko kwestią czasu. Bierność obrońców Ruchu wykorzystał w 40. minucie Cholewiak, z kilku metrów głową pakujac piłkę do siatki chorzowian. Kilkadziesiąt sekund później mogło być zresztą 2:0 - grający słabe zawody Hrdlicka podał wprost pod nogi Krystiana Getingera, ale jego próba lobowania chorzowskiego bramkarza okazała się niecelna. W końcówce całkiem nieoczekiwanie do remisu mogli doprowadzić "Niebiescy" - po rzucie rożnym piłka wybijana z pola karnego Stali wpadła pod nogi Liberackiego, który huknął z 18 metrów prosto w poprzeczkę bramki Stali.

Drugą połowę Ruch zaczął od niecelnego uderzenia Giacomo Mello, co po kilkudziesięciu sekundach spotkało się z minimalnie chybioną odpowiedzią Leandro. Sytuacja zdawała się wracać do normy ustalonej przed przerwą - Ruch zbłądził w obronie, rywal nie wykorzystał prezentu. Z błędu Liberackiego nie skorzystał Maksymilian Banaszewski trafiając piłką w defensora gospodarzy. Tymczasem minutę później było już... 1:1. 30 metrów od bramki Stali faulowany był Maciej Urbańczyk, a precyzyjny strzał Mello z wolnego dał "Niebieskim" wyrównanie.

Ruch złapał wiatr w żagle. Najpierw z decyzją o strzale zbyt długo zwlekał Michał Walski, później potężnie z dystansu huknął Urbańczyk. Nie minęły 2 minuty, a kontrę chorzowian celnym uderzeniem kończył Miłosz Przybecki - tym razem bronił Majecki. Mało? W 58. minucie po ładnej kontrze w wykonaniu Urbańczyka i Mello prawdziwą setkę zmarnował Bartosz Nowak, przenosząc piłkę nad bramką. U gości "swoje" popsuł z kolei rezerwowy Michał Janota, który dwa razy dał się zatrzymać grającemu z minuty na minutę solidniej Liberackiemu. Swoją szansę po rzucie rożnym miał też blokowany przez chorzowską obronę Przemysław Lech.

Po kwadransie znowu obudził się Ruch. Najpierw potężnie uderzał Bartosz Nowak zmuszając do sporego wysiłku Majeckiego, po chwili z dośrodkowania Nowaka nie skorzystał Przybecki. Goście podjęli rękawice - najpierw zmusili chorzowian do desperackiej obrony, ale piłkę z linii bramkowej wybijał Kacper Czajkowski, po chwili "Niebieskich" ratował słupek gdy z dystansu zaskakująco mocno uderzył Gettinger. I gdy wydawało się, że w Chorzowie mimo fatalnej sytuacji kadrowej będą się cieszyć z jednego punktu, do rozdawania prezentów wrócili obrońcy trenera Rochy. Najpierw pomylił się Kacper Czajkowski, potem Adrian Liberacki w swoim polu karnym zagrał piętą prosto pod nogi Michala Janoty, który oddał piłkę niepilnowanemu Kamilowi Gancarczykowi a ten dał wygraną przyjezdnym.

W Chorzowie z pewnością marzą już o zimowej przerwie. Ci, którzy potrafią dać jakość są eksploatowani ponad miarę. Gdy wypadną, praktycznie nie ma ich kim zastąpić. Przed "Niebieskimi" w tym roku jeszcze dwa mecze o punkty. Mecze, które zdecydują o tym, czy sytuacja w tabeli przed przerwą w rozgrywkach będzie beznadziejna, czy jedynie... zła.

Ruch Chorzów - Stal Mielec 1:2 (0:1)
0:1 - Mateusz Cholewiak 40'
1:1 - Giacomo Mello 50'
1:2 - Mateusz Gancarczyk 88'

Ruch: Hrdlicka - Villafane, Czajkowski, Kowalczyk (32' Liberacki), Hołownia - Przybecki, Urbańczyk, Nowak, Walski, Mello (84' Słoma) - Posinković (75' Balicki). Trener: Juan Ramon Rocha.

Stal: Majecki - Leandro, Grodzicki, Kiercz, Sadzawicki - Banaszewski (72' Djermanović), Gettinger, Swędrowski (62' Janota), Lech (85' Marciniec), Gancarczyk - Cholewiak. Trener: Zbigniew Smółka.

Sędzia: Wojciech Krztoń (Olsztyn)
Żółte kartki: Walski (Ruch), Kiercz (Stal)
Widzów: 4578
autor: Łukasz Michalski

Przeczytaj również