Bizacki: Kiedyś trudniej było się dostać do reprezentacji

27.02.2014
Krzysztof Bizacki niedawno zakończył karierę zawodową, przenosząc się do działu skautingu GKS-u Tychy. Jak jednak wyglądała długa przygoda z piłką czterdziestojednoletniego byłego reprezentanta Polski?
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Podobno im później się kończy, tym trudniej powiedzieć "dość".
- Długo odkładałem zakończenie kariery i... wciąż tej gry ostatecznie nie odrzuciłem. Ciągle jestem zapisany na liście rezerwowej GKS-u Tychy, poza tym dołączyłem do drużyny oldbojów i w niedalekiej perspektywie jest gra w reprezentacji Śląska oldbojów. Więc tego grania jeszcze troszkę będzie, ale na pewno zawodowa piłka już za mną...

Ile to trwało?
- Kilka tygodni odwlekałem to zakończenie. Pewnego dnia powiedziałem sobie, że to koniec. I dodałem, że muszę to tylko ogłosić w klubie. I tak ogłaszałem z dnia na dzień. "Jutro powiem. Dobra, jutro już na pewno. Nie no, jutro to muszę im powiedzieć...". Ale w końcu przyszedł dzień, w którym się zawziąłem w sobie i to zrobiłem - oznajmiłem, że kończę z grą w piłkę zawodowo!

A dlaczego akurat teraz a nie na przykład za rok? Przecież zdrowie dopisuje. Mógł pan jeszcze troszkę pokopać.
- Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Ile bym jeszcze pograł na zadowalającym poziomie? Pół roku, może rok. Mnie to nie interesowało. Jak mam grać, to chcę czuć, że dałem z siebie wszystko, co mogłem. Potem ewentualnie niższe ligi, ale... to nie dla mnie. Zresztą, lata lecą. Młodszy się nie staję. To te czynniki zdecydowały, że teraz zakończyłem to wszystko.

Ponad dwieście meczów i niespełna sześćdziesiąt goli w ekstraklasie. Liczył pan na więcej?
- Jak zaczynałem, to w ogóle o tym nie myślałem. Potem chciało się mieć jak najwięcej. Te liczby nie są jakimś szczytem marzeń, ale też nie ma się czego wstydzić. Zawsze uważałem się za solidnego ligowca i nic poza tym. To była przyjemna przygoda z piłką, bo karierę w Polsce to robili nieliczni.

Ale do reprezentacji udało się trafić...
- Zgadza się! I z tego jestem dumny. Teraz wystarczy zagrać kilka dobrych meczów i od razu media wybierają zawodnika do kadry narodowej. I faktycznie piłkarzom wychodzi pół roku i grają w reprezentacji. Kiedyś to było nie do pomyślenia. Ja musiałem rozegrać sto spotkań w lidze żeby się dostać do kadry. Na dodatek troszkę się też w ekstraklasie musiałem nastrzelać, żeby mnie zauważono. Ale to się odbija chyba na poziomie tej drużyny...

Do kadry dostał się pan z Ruchu Chorzów. Okres gry przy Cichej był najważniejszy?
- Piłkarsko na pewno! Tu nie ma nawet co dyskutować. Grałem przez trzynaście lat w Ruchu. Na dodatek dostałem się właśnie do reprezentacji za trenerów Wójcika i Engela, a rywalizację przegrałem nie z byle kim, bo wtedy na ataku grali Wichniarek, Olisadebe, Żurawski czy Kryszałowicz, a w drużynie było miejsce dla trzech...

I udało się zagrać z Hiszpanią!
- Tak! Grało się z Hiszpanią, oj grało. Szkoda tylko, że to był sparing. W ogóle jakoś nie miałem szczęścia w eliminacjach do MŚ 2002. Raz pamiętam, że się już grzałem, ale trener Wójcik ostatecznie nie wpuścił mnie na boisko. Za Engela też wiele nie pograłem, ale przeciwko Raulowi wystąpiłem! I już wtedy - z perspektywy grającego przeciwko Hiszpanom piłkarza - czułem, że byliśmy daleko za nimi. Teraz to nawet ich nie widać...

Jest jednak jednak kwestia - nigdy nie wyjechał pan poza Śląsk.
- O, to ciekawa sprawa. Nigdy nie wyjechałem, ale mogłem. I to kilka razy! Działy się jednak rzeczy, które teraz są nie do pomyślenia. Na przykład byłem dogadany z Energią Cottbus. Miałem nawet gotowy kontrakt, a nie dogadały się ostatecznie kluby. Ruch chciał zapłatę za transfer w gotówce a Niemcy chcieli rozbić na raty... Śmieszna sprawa. Z kolei zgłosił się też Lech Poznań, Legia Warszawa i inne. Ale Ruch powiedział, że nie i koniec. Teraz tak na pewno by nie było. Ale - broń boże - nie narzekam. W Chorzowie poznałem wspaniałych ludzi i generalnie na Śląsku spędziłem całe życie. Mieszkam w Tychach gdzie się świetnie czuję.

Co teraz?
- Zostaję przy piłce - to na pewno. Podpisałem też półroczną umowę na skauting w GKS-ie, ale to na pewno nie jest zajęcie na lata. Chcę troszkę podpatrzeć trenera Żurka. Mam nadzieję zebrać przy nim doświadczenie i wtedy się określę. Teraz szukam miejsca odpowiedniego dla siebie. Jestem otwarty na wszystko.

Rozmawiał Dawid Jenczmyk
autor: Dawid Jenczmyk

Przeczytaj również