Bełchatów - Górnik 1-0. Stracili punkt w samej końcówce

24.10.2014
Trenerzy Górnika Zabrze zmienili całą linię obrony, ale to i tak nie wystarczyło, by zachować czyste konto. W pierwszej połowie sędzia Mariusz Złotek nie uznał prawidłowo strzelonego przez Rafała Kosznika gola.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Wydarzenie
Wojciech Łuczak mógł wpisać się na listę strzelców chwilę po wejściu na boisko. Z rzutu rożnego bardzo dobrze dośrodkował Mariusz Magiera, pomocnik idealnie wyskoczył do piłki, jednak ta po uderzeniu głową przeleciała nad poprzeczką.

Bohater
Andreja Prokić pod koniec spotkania zastąpił Łukasza  Wrońskiego, który nie wykorzystał dwóch dogodnych sytuacji do strzelenia gola. Serb pokazał koledze z drużyny, jak należy zachowywać się w polu karnym rywala - po dośrodkowaniu Adriana Basty, rezerwowy pokonał bramkarza Górnika uderzeniem głową. Do piłki wyskoczył też Błażej Augustyn, ale nie zdołał przeciąć dośrodkowania. Z kolei przy strzelcu bramki stał Maciej Mańka.

Rozczarowanie
Według statystyk, Górnik miał w pierwszej połowie zero celnych strzałów. Prawda jest jednak inna - miał jeden, ale za to taki, który zakończył się golem, niesłusznie nie uznanym przez sędziego. Łukasz Madej świetnie dośrodkował do Rafała Kosznika, który przyjął piłkę na klatkę piersiową i pewnym uderzeniem pod poprzeczkę pokonał Malarza. Bardzo duży błąd liniowego!

Co ciekawego:
- Po wtopie z Wisłą można się było spodziewać sporych zmian w wyjściowym składzie Górnika. I te były - trenerzy wystawili całkiem nową linię obrony! Zagrali Maciej Mańka, Błażej Augustyn i Mariusz Magiera. Ponadto, pojawił się Robert Jeż.

- W następnej kolejce nie zagra Radosław Sobolewski, który dzisiaj otrzymał czwartą żółtą kartkę w tym sezonie. Pomocnik przerwał faulem taktycznym kontrę gospodarzy.

- "Człowiek w masce", czyli Steinbors był dzisiaj... człowiekiem o wielu twarzach. Najpierw obronił strzał Wrońskiego w stylu hokejowego bramkarza, a następnie niczym Manuel Neuer wybiegł za pole karne i głową przerwał akcję bełchatowian.

- Świetną okazję na zdobycie gola w tym spotkaniu miał Michał Mak. Zawodnik GKS-u, po prostopadłym zagraniu Kamila Poźniaka, znalazł się sam na sam z Pavelsem Steinborsem, jednak uderzył w słupek. Piłka poleciała w kierunku Bartosza Ślusarskiego, ale ten zachował się, jakby w ogóle nie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji.

- Kamil Wacławczyk zanotował pierwszy występ odkąd wyleczył groźną kontuzję. 3 maja, w spotkaniu z GKS-em Tychy, zerwał więzadło w stawie skokowym prawej nogi oraz złamał kość strzałkową.

- Potwierdziło się to, o czym pisaliśmy wczoraj - Ślusarski nie jest zbyt skuteczny w meczach z Górnikiem. Dzisiaj miał kilka okazji do zdobycia bramki, ale albo nie trafiał w bramkę (w pierwszej połowie z pola karnego), albo też gubił się jak w sytuacji, w której Steinbors odbił przed siebie piłkę po uderzeniu głową Wrońskiego.
źródło: SportSlaski.pl

Przeczytaj również