Banaś nie przejmuje się bólem, bo… nogi same biegają

06.05.2009
- Do 75 minuty z moimi mięśniami brzucha wszystko było w porządku. Później zacząłem odczuwać ból. Na szczęście zszedłem do szatni w jednym kawałku - opowiada Adam Banaś, obrońca Górnika.
Występ najlepszego strzelca zabrzan w meczu z Lechią Gdańsk stał pod dużym znakiem zapytania. Banaś wyszedł jednak w pierwszym składzie i po raz kolejny był jedną z czołowych postaci w ekipie z Roosevelta. - Do 75 minuty wszystko było ok. W ostatnim kwadransie mięśnie już się "odezwały" - opowiada defensor Górnika. - Na szczęście nie jest to nic groźnego. Lekarze mówili mi, że będzie boleć, ale nie zawracam sobie tym głowy. Cieszę się, że zszedłem do szatni cały i będę mógł grać w następnych spotkaniach. Trzeba zacisnąć zęby i "zasuwać", aby utrzymać się w lidze - dodaje.

W sobotnim pojedynku ze strzelania bramek Banasia wyręczyli koledzy. - Na mojej pozycji gra z tyłu "na zero” jest zdecydowanie ważniejsza niż zdobywanie goli. Do siatki trafili Mariusz Magiera i Darek Kołodziej, co tylko potwierdza, że nasz zespół to wspaniały kolektyw i nie tylko Banaś może trafiać do siatki - mówi popularny "Banan".

Były defensor Piasta Gliwice podkreśla coraz lepszą współpracę ze swoim partnerem ze środka obrony. - Z Michałem Pazdanem rozumiemy się doskonale i widać to w każdym kolejnym spotkaniu. Zrobimy wszystko, aby nasz bramkarz nie wyciągał już piłki z siatki do końca sezonu - zapowiada.

Banaś docenia także zabrzańskich kibiców, którzy po raz kolejny wypełnili stadion im. Ernesta Pohla. - Przy takiej publiczności ani przez moment nie mieliśmy chwili zwątpienia. W trudnych momentach - gdy na murawie było naprawdę ciężko - dodali nam skrzydeł - mówi. - Człowiek nie ma już sił, ale słysząc ich niesamowity doping, nogi same biegają po murawie - dodaje z uśmiechem.
autor: Sebastian Skierski

Przeczytaj również