Autor dwóch bramek dla GKS-u Tychy cieszy się, że nie musiał... myśleć

11.09.2012
- Bo bym jeszcze coś wymyślił - tłumaczy z uśmiechem Łukasz Kopczyk, który w ostatnim spotkaniu odwrócił złą kartę z początku rozgrywek. On sam miał sporego pecha, zaś drużyna nie potrafiła wygrać.
- Zacząłem od złamania nosa podczas meczu rezerw i rozbicia łuku brwiowego na treningu - wylicza Kopczyk w rozmowie z dziennikiem "Sport". - Nie ma już po tych kontuzjach śladu. Nos jest cały, szwy znad oka znad oka zostały wyjęte w czwartek. Wygraliśmy wreszcie, a więc optymizm wraca - przyznaje.

Kopczyk został niekwestionowanym bohaterem widowiska. - Wygraliśmy pierwszy mecz w I lidze. To, że ja strzeliłem obydwie bramki, nie jest najważniejsze. Liczy się to, że odnieśliśmy zwycięstwo i uczciliśmy kołyską narodziny synów Kuby Bąka oraz Krystiana Odrobińskiego, który był z nami w Nowym Sączu i wpisany do protokołu jako... lekarz siedział na ławce rezerwowych - opowiada.

- Kołyskę mieliśmy już zaplanowaną na mecz z Polonią Bytom, ale wtedy nic nie chciało wpaść i świętowanie się przesunęło - tłumaczy.
źródło: SportSlaski.pl / SPORT

Przeczytaj również