Arkadiusz Milik: Szkoda mi Górnika. Może dodałbym trochę jakości?
07.06.2013
Jak się wam grało na stadionie Cracovii, który będzie nowym domem tej kadry?
Arkadiusz Milik, napastnik Bayeru Leverkusen i reprezentacji Polski U-21: - Bardzo fajnie. Dobrze, że trochę ludzi przyszło, bo to naprawdę miłe, że kadrę U-21 chce oglądać tyle osób. To coś fajnego. Dobrze, że wygraliśmy i zdobyliśmy punkty.
Arek, trochę tych sytuacji bramkowych miałeś. Dwie poprzeczki, inne okazje...
- Nie wiem, już nawet nie chcę tego liczyć, naprawdę. Strzałów było bardzo dużo, ale skuteczność miałem nie do pozazdroszczenia. Fajnie, że w końcówce udało mi się strzelić i dołożyliśmy drugą bramkę.
Chyba w drugiej połowie mieliście taki moment zwątpienia, kiedy wydawało się, że stracicie punkty z Maltą?
- Nie mieliśmy. Czuliśmy, że jesteśmy zespołem lepszym. Kwestią czasu było, kiedy strzelimy bramkę. Ze swojej strony mogę zapewnić, że nie miałem wątpliwości, że wygramy to spotkanie. Byłem do końca pewny, że wreszcie trafimy do siatki. Tych sytuacji było mnóstwo. Szkoda, że wcześniej nic nie wpadło, bo ten mecz mógł się skończyć zdecydowanie wyższym wynikiem niż tylko 2-0.
Gdy schodziłeś z boiska, podszedł do ciebie Zbigniew Boniek, prezes PZPN-u. Co ci powiedział?
- Powiedział, że o pięć lat się postarzał przeze mnie. Ale to chyba w żartach powiedział. Bardzo się cieszę, że podszedł, porozmawiał chwilę. Bardzo fajna sprawa.
Nie jest ci żal, że byłeś w czwartek w Krakowie zamiast w Kiszyniowie? Trener Fornalik nie wziął cię na mecz eliminacyjny.
- Nie, dlaczego? Ja mało grałem w klubie, więc trener mnie nie powołał. Uważam, że to słuszne podejście. Zwykle nie powołuje się tych, którzy nie grają. A ja siedziałem na ławce albo wchodziłem na ogony. Dlatego nie miałem za bardzo okazji się pokazać. Mam nadzieję, że takimi meczami - może nie do końca takimi, bo z lepszą skutecznością - dobrą grą będę pokazywał, że zasługuję na powołanie.
Ten brak skuteczności wynikał właśnie z tego, że rzadko grasz?
- Nie trenowałem właściwie dwa tygodnie, bo liga niemiecka skończyła sezon wcześniej niż polska. Mieliśmy od tamtego czasu wolne. Były rozpisane treningi indywidualne, ale to widać za mało.
Z perspektywy pół roku uważasz, że transfer to był dobry wybór?
- Tak, zdecydowanie. Bardzo się cieszę, że jestem w Leverkusen.
I nie przeraża cię przypadek Mateusza Klicha, który tak długo siedział na ławce w Niemczech, że musiał odejść do słabszej ligi?
- Nie każdy jest Mateuszem Klichem.
A zostałeś przyjęty lepiej niż on?
- Jestem w innym klubie niż Mateusz i u innego trenera. Mateusz wybrał taką drogę. Może gdyby nie poszedł w danym momencie, to nigdy nie wyjechałby za granicę i dalej grałby w Cracovii, albo tylko w lepszym polskim zespole? Nie byłby za granicą, nie zarabiałby większych pieniędzy. A nic jeszcze w jego karierze nie jest straconego, bo to młody zawodnik.
Jakie zauważasz różnie między ligą niemiecką a polską?
- To widać gołym okiem. Wystarczy popatrzeć na mecz ligi polskiej i ligi niemieckiej. Różnica w jakości jest olbrzymia.
Bardziej chodzi jednak o to, czego nie widać w telewizji.
- Teoretycznie mogłoby się wydawać, że jest podobnie, bo są te same rzeczy. Ale każda rzecz jest na troszeczkę wyższym poziomie w Niemczech, co tworzy w sumie wielką całościową różnicę.
Do ciężkich zajęć chyba byłeś jednak przyzwyczajony już u trenera Nawałki?
- Tak, u niego były bardzo ciężkie treningi, ale one przygotowały mnie do tego, że jestem, gdzie jestem. Dostałem szansę w Leverkusen. W drugim sezonie w Górniku nie miałem już problemów z wybieganiem 90 minut, co wcześniej sprawiało mi trudność. W Leverkusen treningi są krótsze, ale bardziej intensywne.
Czujesz, że się tam rozwijasz?
- Tak, z każdym treningiem zyskuję. Trenowanie z takimi zawodnikami naprawdę dużo daje. Podpatrywanie Kiesslinga, uczenie się od niego, na pewno nie jest bez znaczenia.
Spodziewałeś się, że twój konkurent do miejsca w ataku może zostać królem strzelców Bundesligi?
- Nie spodziewałem się, ale bardzo się z tego cieszę. Myślałem, że w końcówce jednak Robert go wyprzedzi, lecz Stefan to świetny zawodnik, od którego się mogę uczyć. Nikomu w tej rywalizacji nie kibicowałem, bo obaj to moi koledzy.
Które miejsce w hierarchii napastników Bayeru teraz zajmujesz?
- Zależy wszystko od okresu przygotowawczego. Na razie jestem niby drugim napastnikiem, po Stefanie. Ale hierarchię ustalą treningi.
Uśmiechnąłeś się tak, jakbyś miał jakieś przecieki, że Kiessling może odejść...
- Nie, tego nie wiem. Raczej nie odejdzie.
Twój dystans do Kiesslinga to jest właśnie tak "troszeczkę"?
- No, do chłopaka, który strzela w Bundeslidze dwadzieścia parę bramek, dystans jest spory. Mam 19 lat, więc jest jeszcze trochę czasu, żeby się od niego uczyć. I mam nadzieję, że wywalczę sobie miejsce w składzie. Najlepiej obok niego.
W klubie trzymacie się z Sebastianem Boenischem?
- Tak, dalej sms-ujemy nawet teraz, kiedy już mamy wolne. W Leverkusen też się trzymamy razem.
A bierzesz pod uwagę wypożyczenie do słabszego klubu?
- Nie. Na pewno zostanę w Leverkusen.
Będąc w Niemczech, śledziłeś losy Górnika Zabrze? Chyba wybrałeś najlepszy moment na wyjazd.
- Ciężko to określić, bo może...
Może ciebie brakowało?
- Tego nie chciałem powiedzieć, ale... może troszeczkę jakości bym dodał zespołowi i graliby trochę lepiej. Szkoda mi Górnika, bo myślałem, że zajmą miejsce w pucharach, a nie udało się.
Rozmawiał Michał Trela.
Arkadiusz Milik, napastnik Bayeru Leverkusen i reprezentacji Polski U-21: - Bardzo fajnie. Dobrze, że trochę ludzi przyszło, bo to naprawdę miłe, że kadrę U-21 chce oglądać tyle osób. To coś fajnego. Dobrze, że wygraliśmy i zdobyliśmy punkty.
Arek, trochę tych sytuacji bramkowych miałeś. Dwie poprzeczki, inne okazje...
- Nie wiem, już nawet nie chcę tego liczyć, naprawdę. Strzałów było bardzo dużo, ale skuteczność miałem nie do pozazdroszczenia. Fajnie, że w końcówce udało mi się strzelić i dołożyliśmy drugą bramkę.
Chyba w drugiej połowie mieliście taki moment zwątpienia, kiedy wydawało się, że stracicie punkty z Maltą?
- Nie mieliśmy. Czuliśmy, że jesteśmy zespołem lepszym. Kwestią czasu było, kiedy strzelimy bramkę. Ze swojej strony mogę zapewnić, że nie miałem wątpliwości, że wygramy to spotkanie. Byłem do końca pewny, że wreszcie trafimy do siatki. Tych sytuacji było mnóstwo. Szkoda, że wcześniej nic nie wpadło, bo ten mecz mógł się skończyć zdecydowanie wyższym wynikiem niż tylko 2-0.
Gdy schodziłeś z boiska, podszedł do ciebie Zbigniew Boniek, prezes PZPN-u. Co ci powiedział?
- Powiedział, że o pięć lat się postarzał przeze mnie. Ale to chyba w żartach powiedział. Bardzo się cieszę, że podszedł, porozmawiał chwilę. Bardzo fajna sprawa.
Nie jest ci żal, że byłeś w czwartek w Krakowie zamiast w Kiszyniowie? Trener Fornalik nie wziął cię na mecz eliminacyjny.
- Nie, dlaczego? Ja mało grałem w klubie, więc trener mnie nie powołał. Uważam, że to słuszne podejście. Zwykle nie powołuje się tych, którzy nie grają. A ja siedziałem na ławce albo wchodziłem na ogony. Dlatego nie miałem za bardzo okazji się pokazać. Mam nadzieję, że takimi meczami - może nie do końca takimi, bo z lepszą skutecznością - dobrą grą będę pokazywał, że zasługuję na powołanie.
Ten brak skuteczności wynikał właśnie z tego, że rzadko grasz?
- Nie trenowałem właściwie dwa tygodnie, bo liga niemiecka skończyła sezon wcześniej niż polska. Mieliśmy od tamtego czasu wolne. Były rozpisane treningi indywidualne, ale to widać za mało.
Z perspektywy pół roku uważasz, że transfer to był dobry wybór?
- Tak, zdecydowanie. Bardzo się cieszę, że jestem w Leverkusen.
I nie przeraża cię przypadek Mateusza Klicha, który tak długo siedział na ławce w Niemczech, że musiał odejść do słabszej ligi?
- Nie każdy jest Mateuszem Klichem.
A zostałeś przyjęty lepiej niż on?
- Jestem w innym klubie niż Mateusz i u innego trenera. Mateusz wybrał taką drogę. Może gdyby nie poszedł w danym momencie, to nigdy nie wyjechałby za granicę i dalej grałby w Cracovii, albo tylko w lepszym polskim zespole? Nie byłby za granicą, nie zarabiałby większych pieniędzy. A nic jeszcze w jego karierze nie jest straconego, bo to młody zawodnik.
Jakie zauważasz różnie między ligą niemiecką a polską?
- To widać gołym okiem. Wystarczy popatrzeć na mecz ligi polskiej i ligi niemieckiej. Różnica w jakości jest olbrzymia.
Bardziej chodzi jednak o to, czego nie widać w telewizji.
- Teoretycznie mogłoby się wydawać, że jest podobnie, bo są te same rzeczy. Ale każda rzecz jest na troszeczkę wyższym poziomie w Niemczech, co tworzy w sumie wielką całościową różnicę.
Do ciężkich zajęć chyba byłeś jednak przyzwyczajony już u trenera Nawałki?
- Tak, u niego były bardzo ciężkie treningi, ale one przygotowały mnie do tego, że jestem, gdzie jestem. Dostałem szansę w Leverkusen. W drugim sezonie w Górniku nie miałem już problemów z wybieganiem 90 minut, co wcześniej sprawiało mi trudność. W Leverkusen treningi są krótsze, ale bardziej intensywne.
Czujesz, że się tam rozwijasz?
- Tak, z każdym treningiem zyskuję. Trenowanie z takimi zawodnikami naprawdę dużo daje. Podpatrywanie Kiesslinga, uczenie się od niego, na pewno nie jest bez znaczenia.
Spodziewałeś się, że twój konkurent do miejsca w ataku może zostać królem strzelców Bundesligi?
- Nie spodziewałem się, ale bardzo się z tego cieszę. Myślałem, że w końcówce jednak Robert go wyprzedzi, lecz Stefan to świetny zawodnik, od którego się mogę uczyć. Nikomu w tej rywalizacji nie kibicowałem, bo obaj to moi koledzy.
Które miejsce w hierarchii napastników Bayeru teraz zajmujesz?
- Zależy wszystko od okresu przygotowawczego. Na razie jestem niby drugim napastnikiem, po Stefanie. Ale hierarchię ustalą treningi.
Uśmiechnąłeś się tak, jakbyś miał jakieś przecieki, że Kiessling może odejść...
- Nie, tego nie wiem. Raczej nie odejdzie.
Twój dystans do Kiesslinga to jest właśnie tak "troszeczkę"?
- No, do chłopaka, który strzela w Bundeslidze dwadzieścia parę bramek, dystans jest spory. Mam 19 lat, więc jest jeszcze trochę czasu, żeby się od niego uczyć. I mam nadzieję, że wywalczę sobie miejsce w składzie. Najlepiej obok niego.
W klubie trzymacie się z Sebastianem Boenischem?
- Tak, dalej sms-ujemy nawet teraz, kiedy już mamy wolne. W Leverkusen też się trzymamy razem.
A bierzesz pod uwagę wypożyczenie do słabszego klubu?
- Nie. Na pewno zostanę w Leverkusen.
Będąc w Niemczech, śledziłeś losy Górnika Zabrze? Chyba wybrałeś najlepszy moment na wyjazd.
- Ciężko to określić, bo może...
Może ciebie brakowało?
- Tego nie chciałem powiedzieć, ale... może troszeczkę jakości bym dodał zespołowi i graliby trochę lepiej. Szkoda mi Górnika, bo myślałem, że zajmą miejsce w pucharach, a nie udało się.
Rozmawiał Michał Trela.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów