Apoloniusz Tajner: Dobrze, że stało się to teraz, a nie zimą

26.07.2012
Prezes Polskiego Związku Narciarskiego ocenia w rozmowie z naszym portalem zawody Letniej Grand Prix w Wiśle. - Wyniki sportowe są satysfakcjonujące - mówi. A jak z organizacją i kosztami imprezy?

Zawody w Wiśle za nami, ale na szczegółowe analizy jeszcze nie czas. Tak na gorąco, jest pan zadowolony z organizacji i przebiegu imprezy? Była wpadka z oświetleniem...

Apoloniusz Tajner: - Tak, ważne, że to się wszystko w ogóle odbyło, że nie stało się nic takiego wielkiego. Nie uważam, że problemy ze światłem, to była jakaś taka wielka tragedia. Uważam wręcz odwrotnie, że dobrze jakby miało stać się to teraz, a nie zimą, kiedy by to mogło znowu w tym samym układzie zostać przeciążone. W tej chwili już wiadomo, co trzeba ominąć, żeby do przeciążeń nie dopuszczać. Poza tym został sprawdzony system awaryjnego włączania się podtrzymania światła. W razie jakby jakaś awaria była, bo to też zawiodło. To wszystko było sprawdzone i sprawne. Zawiodło właśnie wskutek przeciążenia linii i gdzieś tam "poszedł" jakiś bezpiecznik.

Pod względem sportowym Polska wypadła bardzo dobrze.

- Wyniki sportowe są dla nas satysfakcjonujące. Gdyby w piątek odbyła się finałowa seria konkursu drużynowego, to też nie musielibyśmy się obawiać o miejsce, bo mogłoby się to skończyć pierwszym, może trzecim, czwartym. Wszystko jedno, nasza reprezentacja byłaby w ścisłej czołówce. W sobotę to piękne zwycięstwo Macieja Kota i hymn - Mazurek Dąbrowskiego, który z przyjemnością wszyscy wysłuchali. Trzech z sześciu zawodników w dwudziestce. To jest wszystko bardzo pozytywne i tylko wskazuje, że ta praca idzie prawidłowo. Niepełna forma Kamila Stocha i Piotra Żyły, to też prawidłowość. Martwiłbym się troszeczkę, że oni są już w formie, gdyby tak było. To potem trzeba utrzymać. Wiadomo, że inaczej jest z Maćkiem, bo on od trzech lat jest latem najlepszy i najszybciej się przystosował do nowych kombinezonów. Wszystko jest ok, ale przygotowania ma rozłożone na cały rok. To nie jest tak, że został specjalnie przygotowany na Wisłę. Wygrał, ale z marszu.

Apelowaliście panowie, razem z wiceprezesem Andrzejem Wąsowiczem, aby media nagłośniły imprezę, bo w tym roku dzieje się w sporcie tak wiele, że skokom trudno było się przebić. Trochę kibiców przyszło. Spodziewał się pan lepszej, czy gorszej frekwencji?

- Dokładnych danych jeszcze nie mam, ale wiem, że na sobotni konkurs sprzedano około 4 000 biletów, a dzień wcześniej 1 500. Chcieliśmy, żeby te zawody udało się zbilansować, bo mieliśmy dobrych sponsorów, np. Azoty Tarnów czy Grupę Lotos. Resztę trzeba było zarobić na biletach, jak i na innych zadaniach, które były tu przy okazji realizowane. Natomiast koszty, jak pan widzi, też są. Wynikają z regulaminów, czyli wszystkie te nagrody, zwroty kosztów delegatów, ochrona itd. To wszystko trzeba zapłacić. Także mam nadzieję, że się to jakoś zbilansuje.



Czy współpraca z Adamem Małyszem układa się owocnie? Od tego lata jest konsultantem.

- Dobrze się układa, bo on brał udział w tym takim najważniejszym momencie, wtedy kiedy odbyło się tutaj kilka spotkań. Też brałem udział w niektórych, gdzie trzeba było wszystko ustawić, zmontować. Trzeba było doświadczenia nas wszystkich, żeby wiedzieć, co zmienić, poprawić. Tu byliśmy w zasadzie zgodni, a co do szczegółów, to ewentualnie je dopracowywaliśmy, ale to i tak było kilka wielogodzinnych spotkań. W tym uczestniczył Adam Małysz i to było bardzo cenne. Natomiast teraz obserwujemy wszyscy, jak to wygląda, bo to jest realizacja u trenerów i my się w to nie wtrącamy. Trenerzy pytają, my dyskutujemy i rozmawiamy. Adam w wolnych chwilach przychodzi na trening, bo chce zobaczyć i to jest fajne. Tym bardziej, że wprowadziliśmy indywidualizację treningów, trenerzy mają po trzech, czterech zawodników pod swoją opieką. Fajnie nam to funkcjonuje. Obserwujemy dalej, jak to wygląda, i po wynikach widać, że to gra.

Słabo w ubiegły weekend wypadł Klimek Murańka. Pan dalej jest spokojny o jego rozwój?

- Tak, całkowicie. Nie ma się tu czym martwić. To jeszcze nie jego czas. On będzie miał dobre okresy i opady. To samo będzie z Olkiem Zniszczołem, to jest taki okres. Niech inni ciągną ten wóz, a ich forma niech się stabilizuje i kiedyś przyjdzie pora na nich.

Rozmawiał Michał Knura

autor: Michał Knura

Przeczytaj również