Ależ niefart tyskiego zawodnika. " Dlaczego pierdyk... w poprzeczkę?"
09.05.2010
- Nie mam wątpliwości, że bramkarzowi "Cidrów" należała się czerwona kartka! To była przecież czysta sytuacja bramkowa, a on był ostatnim zawodnikiem swojego zespołu - komentował przewinienie Seweryna Kiełpina Mariusz Masternak, defensor przegranego GKS-u. Golkiper Ruchu podciął z impetem Krzysztofa Bizackiego, za co został ukarany żółtą kartką.
No właśnie, czy "tylko" żółtą? Głosy w tej sprawie są różne. Trener radzionkowian jest przekonany, że sędzia się nie pomylił. - Rozumiem to, że gospodarze doszukują się takich rzeczy, ale - jak dla mnie - "żółtko" dla Seweryna i rzut karny to bardzo słuszna decyzja - przekonywał Rafał Górak. - Nasz trener bramkarzy, Grzegorz Żmija, powiedział, że sędzia mógł pokazać mi czerwoną kartkę - mówił z kolei sam winowajca. - Ale Krzysiek raczej "szedł" pod karnego. Wypuścił piłę do boku, ja wyszedłem, no i wykorzystał to, upadając - Kiełpin był raczej tego samego zdania co trener Górak, aniżeli opiekun bramkarzy.
O słuszności decyzji arbitra w korytarzu klubowym GKS-u mówiło się najwięcej, bo sytuacja ta mogła odmienić losy meczu. Jak zagrałby prowadzący wówczas 1-0 Ruch w osłabieniu? Można gdybać - przede wszystkim jednak trzeba zadać pytanie, dlaczego Damian Furczyk "jedenastki" nie wykorzystał, co dałoby "kopa" gospodarzom.
- Było w tym wszystkim trochę paradoksu, bo "Fura" brylował na boisku, grał kapitalny mecz. Jeszcze dzień przed meczem ćwiczył rzuty karne i był bezbłędny. Strzelał w lewy róg ze 100 procentową skutecznością. Nie wiem, dlaczego w meczu pierdyk... w poprzeczkę - rozkładał ręce Mirosław Smyła, szkoleniowiec GKS-u, który zdradził też, że... to wcale nie były gracz Górnika Zabrze miał wykonywać ten stały element gry.
- Oddelegowany do karnych był Krzysztof Bizacki - zdradził Smyła. Dlaczego więc sam poszkodowany nie zdecydował się na egzekucję? Raz, że niepisana zasada zabrania faulowanym wymierzania sprawiedliwości, dwa... - Znam się dobrze z Krzyśkiem z Koszarawy Żywiec. Graliśmy razem przez półtora roku, myślę, że dlatego nie chciał strzelać - uśmiechnął się Kiełpin.
No właśnie, czy "tylko" żółtą? Głosy w tej sprawie są różne. Trener radzionkowian jest przekonany, że sędzia się nie pomylił. - Rozumiem to, że gospodarze doszukują się takich rzeczy, ale - jak dla mnie - "żółtko" dla Seweryna i rzut karny to bardzo słuszna decyzja - przekonywał Rafał Górak. - Nasz trener bramkarzy, Grzegorz Żmija, powiedział, że sędzia mógł pokazać mi czerwoną kartkę - mówił z kolei sam winowajca. - Ale Krzysiek raczej "szedł" pod karnego. Wypuścił piłę do boku, ja wyszedłem, no i wykorzystał to, upadając - Kiełpin był raczej tego samego zdania co trener Górak, aniżeli opiekun bramkarzy.
O słuszności decyzji arbitra w korytarzu klubowym GKS-u mówiło się najwięcej, bo sytuacja ta mogła odmienić losy meczu. Jak zagrałby prowadzący wówczas 1-0 Ruch w osłabieniu? Można gdybać - przede wszystkim jednak trzeba zadać pytanie, dlaczego Damian Furczyk "jedenastki" nie wykorzystał, co dałoby "kopa" gospodarzom.
- Było w tym wszystkim trochę paradoksu, bo "Fura" brylował na boisku, grał kapitalny mecz. Jeszcze dzień przed meczem ćwiczył rzuty karne i był bezbłędny. Strzelał w lewy róg ze 100 procentową skutecznością. Nie wiem, dlaczego w meczu pierdyk... w poprzeczkę - rozkładał ręce Mirosław Smyła, szkoleniowiec GKS-u, który zdradził też, że... to wcale nie były gracz Górnika Zabrze miał wykonywać ten stały element gry.
- Oddelegowany do karnych był Krzysztof Bizacki - zdradził Smyła. Dlaczego więc sam poszkodowany nie zdecydował się na egzekucję? Raz, że niepisana zasada zabrania faulowanym wymierzania sprawiedliwości, dwa... - Znam się dobrze z Krzyśkiem z Koszarawy Żywiec. Graliśmy razem przez półtora roku, myślę, że dlatego nie chciał strzelać - uśmiechnął się Kiełpin.
Polecane
II liga