Ale im wklupali! Górnicze lania
28.03.2016
Górnik Zabrze - Cracovia 9:0 (I liga, sezon 1962)
Szalone rozgrywki, to i mecz wyjątkowy! Był to tak zwany sezon przejściowy, ponieważ postanowiono przejść z systemu "wiosna - jesień" na "jesień - wiosna". Z tego powodu sezon trwał zaledwie kilka miesięcy - i nie wszyscy wytrzymali to ekspresowe tempo, na przykład Cracovia, która zajęła ostatnie miejsce w tabeli. Inni - jak Górnik - równie błyskawicznie rozprawiał się z rywalami.
Dość powiedzieć, że 12 maja w spotkaniu z Cracovią, "po meczu" było już... nieco po kwadransie gry, bo zabrzanie prowadzili już wtedy 4:0 z "Pasami". Do przerwy "Trójkolorowi" wpakowali rywalowi siedem bramek, a po przerwie dołożyli kolejne dwie. "Dwucyfrówka" mogła paść, ale krakowian kilka razy ratował słupek. Bez wątpienia najjaśniejszą postacią tego widowiska był Ernest Pohl, który aż sześć razy wpisał się na listę strzelców. "Yła" bramek mógł zdobyć więcej, ale odpuścił rzut karny w 10. minucie (przy stanie 2:0). Legendarny napastnik miał podobno powiedzieć Zygfrydowi Szołtysikowi, by ten strzelał z 11 metrów, bo to on jest bliżej wywalczenia korony króla strzelców. "Zyga" skorzystał z propozycji i spotkanie zakończył z dwoma golami. Bramkarza przyjezdnych raz pokonał też Edward Jankowski.
Na dyspozycję piłkarzy Cracovii z pewnością miał wpływ... późny przyjazd na stadion. Krakowianie pojawili się przy Roosevelta niecałe pół godziny przed pierwszym gwizdkiem.
Górnik Zabrze - Pogoń Szczecin 9:0 (I liga, sezon 2002/2003)
Pohlowi i spółce dorównała ekipa... trenera Waldemara Fornalika. Nic nie zapowiadało tego, że to spotkanie szóstej (Górnik) z 16. drużyną (Pogoń) będzie równie często komentowane co inne spotkanie 20. kolejki - Wisły Kraków z Legią Warszawa. "Portowcy" byli zdecydowanie najsłabszą drużyną w lidze, dostawała lanie od większości zespołów, ale to właśnie zabrzanie najczęściej trafiali do bramki szczecinian. Hat-trickiem (pierwszym w karierze) popisał się Adam Kompała, który dołożył do tego trzy asysty. Pierwsze gole w najwyższej klasie rozgrywkowej zanotował Adrian Sikora. Na listę strzelców wpisał się też Marek Koźmiński, którego ojciec Zbigniew był wtedy prezesem klubu z Roosevelta. Widząc z jakim rywalem mają do czynienia, praktycznie każdy zawodnik będący na boisku chciał wpisać się na listę strzelców i bramka gości była bombardowana od pierwszej do ostatniej minuty. Pod koniec spotkania kibice dopingowali, by ustrzelić "dychę", jednak aż cztery razy piłka odbijała się od słupka bądź poprzeczki. Gdyby choć jedna z tych sytuacji byłaby nieco lepiej wykończona, to rekord bramkowy zostałby pokonany. Pogoń, prowadzona przez Jerzego Wyrobka, nie oddała choćby jednego strzału. Po sezonie pożegnała się z elitą.
Wisła Kraków - Górnik Zabrze 7:1 (I liga, sezon 1956)
Beniaminek z Zabrza całkiem nieźle radził sobie do przerwy. Po pierwszej połowie był remis 1:1. Druga połowa była jednak w wykonaniu zabrzan fatalna - od wznowienia gry krakowianie rządzili na boisku i w zaledwie osiem minut zdobyli trzy bramki. Mimo że najlepszym zawodnikiem Górnika był bramkarz Józef Machnik, to i tak aż siedmiokrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki. Hat-trickiem popisał się Stanisław Adamczyk, po dwa trafienia zanotowali Marian Machowski i Marian Morek. Honorowe trafienie dla przyjezdnych zaliczył Edward Jankowski. Mimo takiej olbrzymiej różnicy w tym spotkaniu, to oba zespoły zakończyły rozgrywki... z takim samym dorobkiem punktowym. "Biała gwiazda" była piąta, a śląska drużyna szósta. Rok później to Górnik zrobił olbrzymi postęp - zdobył mistrzostwo Polski, a Wisła uplasowała się na dziewiątej pozycji.
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 6:0 (I liga, sezon 1982/1983)
Jeśli na bramkę przeciwnika strzela się aż 29 razy, to można być pewnym, że kilka z prób zakończy się golami. Zabrzanie mogą się cieszyć, że wpadło tylko sześć. Pewnie byłoby ich mniej, gdyby nie spore osłabienia kadrowe - do stolicy z powodu urazów nie mogło przyjechać kilku podstawowych zawodników, w tym Józef Dankowski. Górnik zakończył rozgrywki na 12. miejscu, a Legia na ósmym.
Szalone rozgrywki, to i mecz wyjątkowy! Był to tak zwany sezon przejściowy, ponieważ postanowiono przejść z systemu "wiosna - jesień" na "jesień - wiosna". Z tego powodu sezon trwał zaledwie kilka miesięcy - i nie wszyscy wytrzymali to ekspresowe tempo, na przykład Cracovia, która zajęła ostatnie miejsce w tabeli. Inni - jak Górnik - równie błyskawicznie rozprawiał się z rywalami.
Dość powiedzieć, że 12 maja w spotkaniu z Cracovią, "po meczu" było już... nieco po kwadransie gry, bo zabrzanie prowadzili już wtedy 4:0 z "Pasami". Do przerwy "Trójkolorowi" wpakowali rywalowi siedem bramek, a po przerwie dołożyli kolejne dwie. "Dwucyfrówka" mogła paść, ale krakowian kilka razy ratował słupek. Bez wątpienia najjaśniejszą postacią tego widowiska był Ernest Pohl, który aż sześć razy wpisał się na listę strzelców. "Yła" bramek mógł zdobyć więcej, ale odpuścił rzut karny w 10. minucie (przy stanie 2:0). Legendarny napastnik miał podobno powiedzieć Zygfrydowi Szołtysikowi, by ten strzelał z 11 metrów, bo to on jest bliżej wywalczenia korony króla strzelców. "Zyga" skorzystał z propozycji i spotkanie zakończył z dwoma golami. Bramkarza przyjezdnych raz pokonał też Edward Jankowski.
Na dyspozycję piłkarzy Cracovii z pewnością miał wpływ... późny przyjazd na stadion. Krakowianie pojawili się przy Roosevelta niecałe pół godziny przed pierwszym gwizdkiem.
Górnik Zabrze - Pogoń Szczecin 9:0 (I liga, sezon 2002/2003)
Pohlowi i spółce dorównała ekipa... trenera Waldemara Fornalika. Nic nie zapowiadało tego, że to spotkanie szóstej (Górnik) z 16. drużyną (Pogoń) będzie równie często komentowane co inne spotkanie 20. kolejki - Wisły Kraków z Legią Warszawa. "Portowcy" byli zdecydowanie najsłabszą drużyną w lidze, dostawała lanie od większości zespołów, ale to właśnie zabrzanie najczęściej trafiali do bramki szczecinian. Hat-trickiem (pierwszym w karierze) popisał się Adam Kompała, który dołożył do tego trzy asysty. Pierwsze gole w najwyższej klasie rozgrywkowej zanotował Adrian Sikora. Na listę strzelców wpisał się też Marek Koźmiński, którego ojciec Zbigniew był wtedy prezesem klubu z Roosevelta. Widząc z jakim rywalem mają do czynienia, praktycznie każdy zawodnik będący na boisku chciał wpisać się na listę strzelców i bramka gości była bombardowana od pierwszej do ostatniej minuty. Pod koniec spotkania kibice dopingowali, by ustrzelić "dychę", jednak aż cztery razy piłka odbijała się od słupka bądź poprzeczki. Gdyby choć jedna z tych sytuacji byłaby nieco lepiej wykończona, to rekord bramkowy zostałby pokonany. Pogoń, prowadzona przez Jerzego Wyrobka, nie oddała choćby jednego strzału. Po sezonie pożegnała się z elitą.
Wisła Kraków - Górnik Zabrze 7:1 (I liga, sezon 1956)
Beniaminek z Zabrza całkiem nieźle radził sobie do przerwy. Po pierwszej połowie był remis 1:1. Druga połowa była jednak w wykonaniu zabrzan fatalna - od wznowienia gry krakowianie rządzili na boisku i w zaledwie osiem minut zdobyli trzy bramki. Mimo że najlepszym zawodnikiem Górnika był bramkarz Józef Machnik, to i tak aż siedmiokrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki. Hat-trickiem popisał się Stanisław Adamczyk, po dwa trafienia zanotowali Marian Machowski i Marian Morek. Honorowe trafienie dla przyjezdnych zaliczył Edward Jankowski. Mimo takiej olbrzymiej różnicy w tym spotkaniu, to oba zespoły zakończyły rozgrywki... z takim samym dorobkiem punktowym. "Biała gwiazda" była piąta, a śląska drużyna szósta. Rok później to Górnik zrobił olbrzymi postęp - zdobył mistrzostwo Polski, a Wisła uplasowała się na dziewiątej pozycji.
Legia Warszawa - Górnik Zabrze 6:0 (I liga, sezon 1982/1983)
Jeśli na bramkę przeciwnika strzela się aż 29 razy, to można być pewnym, że kilka z prób zakończy się golami. Zabrzanie mogą się cieszyć, że wpadło tylko sześć. Pewnie byłoby ich mniej, gdyby nie spore osłabienia kadrowe - do stolicy z powodu urazów nie mogło przyjechać kilku podstawowych zawodników, w tym Józef Dankowski. Górnik zakończył rozgrywki na 12. miejscu, a Legia na ósmym.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów