Agafon wspomina zwycięstwo sprzed 15 lat. "Leciały na nas sztachety"
22.09.2013
18 października 1998 roku po raz ostatni Górnik Zabrze cieszył się z kompletu punktów wywiezionego z terenu Legii Warszawa. Od tego czasu śląska drużyna gościła przy Łazienkowskiej jeszcze jedenaście razy i bilans tych gier jest dla niej druzgocący. Zaledwie cztery razy udało się "Trójkolorowym" zremisować i zanotowali aż siedem porażek.
Zwycięskie spotkanie sprzed piętnastu lat miało niezwykły przebieg. - Bramkę poprzedziła akcja indywidualna Tomka Sobczaka, który wyszedł sam na sam i tej sytuacji nie wykorzystał. Potem był rzut rożny, wrzucał Michał Probierz i chyba Jacek Bednarz próbował jeszcze na linii tę piłkę wybić, ale nie miał szans. To była taka mała egzekucja odłożona w czasie. To zwycięstwo to fajna sprawa, bo akurat w tamtych latach, to Legia częściej wygrywała w Zabrzu niż my w Warszawie - wspomina Mieczysław Agafon, były gracz zabrzan.
Sobczak skierował piłkę do bramki Grzegorza Szamotulskiego w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry drugiej połowy. Trafienie to rozwścieczyło fanów Legii, którzy swoją agresję wyładowali na ławce rezerwowych ekipy z Zabrza. - Pamiętam, że w kierunku ławki rezerwowych leciały z trybun sztachety z drewnianych ławek. Kibice byli wściekli, ale trudno się temu dziwić - przekonuje Agafon.
Sytuacja kadrowa drużyny Jana Żurka była wtenczas bardzo trudna. Na własnej skórze przekonał się o tym Agafon. - Grałem w tym meczu z nie do końca doleczoną kontuzją mięśnia dwugłowego i nie mogłem zrobić stuprocentowego sprintu. Sytuacja była jednak taka, że trzeba było wyjść na boisko i walczyć - wyjaśnia 42-latek.
W opinii Agafona sztab szkoleniowy i zawodnicy Górnika zbyt kurtuazyjnie wypowiadali się przed niedzielnym spotkaniem. Świetny przed laty pomocnik przekonuje, że zabrzańska drużyna nie powinna dziś czuć się gorsza od zespołu Jana Urbana, który na początku rozgrywek zaliczył kilka spektakularnych wpadek.
- Czytałem gdzieś wypowiedź trenera Nawałki, że Legia jest na innym biegunie, ale nie jestem co do tego przekonany. Bieguny są swoją absolutną przeciwnością. Leżą na dwóch krańcach ziemi. Nie sądzę, żeby różnica między Legią a Górnikiem była dziś tak wielka. Myślę, że chłopaki nie mają powodów, by chylić czoła przed kimkolwiek w tej lidze. Szacunek rywalowi się należy, owszem. Ale nikt dziś nie wyprzedza Górnika tak bardzo, żeby nie móc wygrać na każdym terenie. Na to dziś chłopaków stać - zapewnia pochodzący z Trzebini skaut.
Agafon spodziewa się, że 111. ligowy szlagier będzie świetnym widowiskiem. - Chciałbym, żeby w Warszawie był mecz z handicapem powyżej 2,5 bramki. Niech kibice mają z tego szlagieru trochę frajdy, ale liczę, że więcej bramek będzie po stronie Górnika - puentuje były gracz drużyny z Roosevelta.
Zwycięskie spotkanie sprzed piętnastu lat miało niezwykły przebieg. - Bramkę poprzedziła akcja indywidualna Tomka Sobczaka, który wyszedł sam na sam i tej sytuacji nie wykorzystał. Potem był rzut rożny, wrzucał Michał Probierz i chyba Jacek Bednarz próbował jeszcze na linii tę piłkę wybić, ale nie miał szans. To była taka mała egzekucja odłożona w czasie. To zwycięstwo to fajna sprawa, bo akurat w tamtych latach, to Legia częściej wygrywała w Zabrzu niż my w Warszawie - wspomina Mieczysław Agafon, były gracz zabrzan.
Sobczak skierował piłkę do bramki Grzegorza Szamotulskiego w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry drugiej połowy. Trafienie to rozwścieczyło fanów Legii, którzy swoją agresję wyładowali na ławce rezerwowych ekipy z Zabrza. - Pamiętam, że w kierunku ławki rezerwowych leciały z trybun sztachety z drewnianych ławek. Kibice byli wściekli, ale trudno się temu dziwić - przekonuje Agafon.
Sytuacja kadrowa drużyny Jana Żurka była wtenczas bardzo trudna. Na własnej skórze przekonał się o tym Agafon. - Grałem w tym meczu z nie do końca doleczoną kontuzją mięśnia dwugłowego i nie mogłem zrobić stuprocentowego sprintu. Sytuacja była jednak taka, że trzeba było wyjść na boisko i walczyć - wyjaśnia 42-latek.
W opinii Agafona sztab szkoleniowy i zawodnicy Górnika zbyt kurtuazyjnie wypowiadali się przed niedzielnym spotkaniem. Świetny przed laty pomocnik przekonuje, że zabrzańska drużyna nie powinna dziś czuć się gorsza od zespołu Jana Urbana, który na początku rozgrywek zaliczył kilka spektakularnych wpadek.
- Czytałem gdzieś wypowiedź trenera Nawałki, że Legia jest na innym biegunie, ale nie jestem co do tego przekonany. Bieguny są swoją absolutną przeciwnością. Leżą na dwóch krańcach ziemi. Nie sądzę, żeby różnica między Legią a Górnikiem była dziś tak wielka. Myślę, że chłopaki nie mają powodów, by chylić czoła przed kimkolwiek w tej lidze. Szacunek rywalowi się należy, owszem. Ale nikt dziś nie wyprzedza Górnika tak bardzo, żeby nie móc wygrać na każdym terenie. Na to dziś chłopaków stać - zapewnia pochodzący z Trzebini skaut.
Agafon spodziewa się, że 111. ligowy szlagier będzie świetnym widowiskiem. - Chciałbym, żeby w Warszawie był mecz z handicapem powyżej 2,5 bramki. Niech kibice mają z tego szlagieru trochę frajdy, ale liczę, że więcej bramek będzie po stronie Górnika - puentuje były gracz drużyny z Roosevelta.
Polecane
Ekstraklasa
Przeczytaj również
07.08.2022
07.08.2022
Główka Paluszka metodą na wicemistrzów