Adam Nawałka: Zgniłe jabłka trzeba wyrzucać, żeby się inne nie zepsuły

17.10.2013
Po zwolnieniu Waldemara Fornalika spekulacje odnośnie jego następcy nie ustają. Zdaniem mediów, jednym z najpoważniejszym kandydatów jest szkoleniowiec Górnika, Adam Nawałka.
Sam szkoleniowiec dementuje spekulacje na jego temat, lecz dodaje, że selekcjonerem powinna zostać osoba z kraju, z którego jest reprezentacja. - Powinien być to ktoś, kto zna piłkę w danym kraju, mentalność ludzi. Takie czynniki, których poznanie zajmuje obcokrajowcowi więcej czasu - mówi Nawałka.

Fenomen szkoleniowca, który obecnie uważany jest za jednego z najlepszych w Polsce rozpoczął się po zakończeniu współpracy z reprezentacją w roli asystenta.  - Punktem zwrotnym była praca z kadrą narodową. Wtedy spojrzałem na piłkę inaczej. Praca z Leo Beenhakkerem, ale też z Bobo Kaczmarkiem, Darkiem Dziekanowskim, Fransem Hoekiem i Andrzejem Dawidziukiem pozwoliła mi dostrzec umiejętność funkcjonowania w sztabie szkoleniowym. Wcześniej wiele rzeczy wydawało mi się oczywiste. Teraz obraz stał się szerszy, zacząłem wychwytywać więcej szczegółów – przyznaje trener zabrzan.

Za przykłady Nawałka wymienia kwestię przygotowania mentalnego, dotarcia do zawodnika i zmobilizowania go. - W tym Leo był naprawdę dobry. Potrafił dotrzeć do piłkarza głębiej niż inni. Wydawało się, że wszystko jest w porządku, ale on jeszcze wyłapywał rzeczy, które sprawiały, że zawodnicy dostawali dodatkowego kopa energetycznego – opisuje szkoleniowiec.

Trener Górnika, choć odnosił sukcesy w piłce młodzieżowej, w której można kształtować zawodnika, podkreśla, że w drużynie ważni są zawodnicy doświadczeni, ale tacy, którzy chcą się nadal uczyć. - W szatni doświadczeni piłkarze mają bardzo duży wpływ na młodych, są przez nich cały czas obserwowani. Świetnym przykładem do naśladowania był Michał Bemben. Miał 37 lat i w dalszym ciągu był żądny gry, chciał poznawać nowinki taktyczne. To się udzielało młodym. Doświadczeni zawodnicy o takim podejściu są niezwykle wartościowi – przyznaje Nawałka.

- Ci, którzy marudzą zamiast pracować to zgniłe jabłka, które trzeba wyrzucać, żeby nie zepsuły się inne – kończy trener wicelidera ekstraklasy.
źródło: Przegląd Sportowy

Przeczytaj również