Adam Danch był na meczu z Niemcami. Pomógł Paweł Olkowski

14.10.2014
- Fajnie, kiedy cały stadion skanduje nazwisko chłopaka, którego kilka lat temu jako nastolatka wprowadzaliśmy do drużyny Górnika - mówi Adam Danch, kapitan zabrzańskiego zespołu o Arkadiuszu Miliku.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
W sobotę na Stadionie Narodowym Górnik Zabrze miał niezwykle mocną delegację - w sztabie byłego trenera "Trójkolorowych" znajduje się masażysta zabrzan Bartłomiej Spałek, po boisku biegali byli gracze klubu z Roosevelta, a na trybunach byli nie tylko kibice śląskiej drużyny, ale też i kapitan, Adam Danch. Jak załatwił bilet na pojedynek z Niemcami?

- Trzeba mieć dobrego kolegę! Bilet dostałem od Pawła Olkowskiego. Wyjechał do Kolonii, ale nie zapomniał. Generalnie, w Warszawie była silna grupa ludzi związanych z Górnikiem i Zabrzem. Olo, Arek Milik, Łukasz Piszczek, którego znam jeszcze z Gwarka, Krzysiu Mączyński, cały sztab szkoleniowy łącznie z naszym masażystą Bartkiem Spałkiem, i jeszcze... Lukas Podolski. W końcu ma akcje Górnika i chce u nas zagrać - mówi Danch.

Pierwszego gola w spotkaniu zdobył Arkadiusz Milik, były kolega klubowy Dancha. Co czuł, gdy były napastnik Górnika strzelił gola? - Najpierw radość, także dlatego że trafił właśnie Arek. Niemcy się do niego jeszcze nie przekonali, a dzięki tej bramce każdy zapamięta jego nazwisko i jestem przekonany, że jeszcze w Bundeslidze będzie strzelał. Fajnie też, kiedy cały stadion skanduje nazwisko chłopaka, którego kilka lat temu jako nastolatka wprowadzaliśmy do drużyny Górnika - przyznaje obrońca lidera ekstraklasy.

Dzisiaj reprezentacja Polski zmierzy się ze Szkocją. Danch nie obawia się o to, że piłkarze spoczną na laurach. Sam przecież doskonale wie, jak pracuje Adam Nawałka. - Trzy punkty za Niemcy to bonus, na który mało kto liczył. Teraz trzeba wykonać zadanie. Jednego się nie boję. Przy trenerze Nawałce nie ma takiej opcji, by piłkarze byli myślami w chmurach, albo jeszcze przy starciu z Niemcami. On potrafi pomóc wrócić wszystkim na ziemię - podkreśla.
źródło: SPORT

Przeczytaj również