A gdyby tak Szeweluchin strzelił gola...

20.10.2014
- Trudno, stało się, takie rzeczy się zdarzają w piłce. Trzeba teraz podnieść głowy do góry i normalnie zapierdzielać - powiedział Wojciech Łuczak po tym, jak Wisła Kraków zdemolowała zabrzan.
Łukasz Laskowski/Pressfocus
Górnik Zabrze już w pierwszej połowie meczu z Wisłą Kraków grał słabo, ale nic nie zapowiadało, by "Trójkolorowi" mieli zostać upokorzeni tak, jak w 1975 roku, gdy przy Roosevelta 5-0 wygrała Legia Warszawa. Co więcej, to gospodarze mogli wyjść na prowadzenie bowiem bliski wpisania się na listę strzelców był Oleksandr Szeweluchin.

- W pierwszej połowie mecz był z pewnością wyrównany, a gdyby "Szewa" wykorzystał dogodną sytuację, gdy piłka toczył się niemal po linii bramkowej, to na pewno wydarzenia boiskowe potoczyłyby się inaczej. Ale trudno, stało się, takie rzeczy się zdarzają w piłce - przyznał po meczu Wojciech Łuczak, który dopasował się do poziomu kolegów z drużyny. W drugiej połowie na boisko wszedł za niego Robert Jeż.

Zabrzański obóz zgodnie podkreślał dobre zachowanie publiczności, która nie odwróciła się od zespołu, nawet po piątej bramce. - W pierwszym rzędzie chcieliśmy przeprosić kibiców. Oni dopingowali nas do samego końca i należy im się szacunek. Pierwsza polowa spotkania nie zapowiadała tego, co zdarzyło się później. Mieliśmy swoje szanse bramkowe i nie spodziewaliśmy się takiego obrotu sprawy. Trudno, trzeba pozytywnie myśleć i wygrać za niecały tydzień w Bełchatowie - podsumował Rafał Kosznik, który do Górnika trafił właśnie z drużyny najbliższego rywala.

- Trzeba teraz podnieść głowy do góry i normalnie zapierdzielać. Lepiej przegrać raz jeden 0-5 i, niż pięć razy po 0-1. Trzeba to wszystko wziąć na klatę, przeanalizować dokładnie i dalej ciężko pracować. Najgorzej, gdybyśmy się teraz załamali - zakończył temat Łuczak.
źródło: SportSlaski.pl / gornikzabrze.pl

Przeczytaj również