5-0 czy... 4-7? Trenerzy ROW-u i tyszan licytują się, jaki wynik miał paść

28.01.2013
- Gdybyśmy wykorzystali wszystkie swoje sytuacje bramkowe, wynik powinien brzmieć 7-4 dla nas - wyrokował Ryszard Wieczorek po przegranym 3-4 sparingu z GKS-em Tychy. Piotr Mandrysz miał inne zdanie...
- Mimo porażki jestem zadowolony z postawy drużyny. Graliśmy niemal 90 minut na połowie przeciwnika, jednak nie potrafiliśmy powstrzymać kontrataków GKS-u, popełniając błędy indywidualne i... ślizgając się na murawie. Gdybyśmy potrafili wykorzystać wszystkie swoje sytuacje bramkowe, wynik powinien brzmieć 7-4 dla nas - stwierdził szkoleniowiec rybniczan.

Co na to Piotr Mandrysz? - Mecz miał dwa oblicza. W pierwszej połowie graliśmy z polotem, bo lepiej przystosowaliśmy się do śliskiej murawy. Skonstruowaliśmy kilka ładnych akcji, po których zdobyliśmy cztery bramki. A mogliśmy prowadzić nawet 5-0, bo w 35. minucie Dawid Jarka nie wykorzystał sytuacji sam na sam. Wysokie prowadzenie podziałało usypiająco na moich zawodników, gdyż w drugiej połowie to Energetyk był zdecydowanie lepszy - przyznaje trener beniaminka.

Dlaczego tak się stało? - W przeciwieństwie do zespołu z Rybnika, w przerwie zrobiliśmy sporo zmian, które nie wpłynęły najlepiej na obraz naszej gry. Ale tak to jest ze sparingami. Gra kontrolna ma służyć temu, żebym miarodajnie ocenił każdego zawodnika. Jak oceniam testowanych? Adam Imiela zagrał lepiej niż w sparingu z Podbeskidziem, to utalentowany chłopak. O Marcinie Ściańskim trudno powiedzieć coś dobrego, bo jakość gry całego zespołu siadła. Jest to jednak ciekawy chłopak, dlatego chciałbym, żeby u nas został - kończy trener GKS-u Tychy.
źródło: Sport

Przeczytaj również