"Z GieKSą jestem na dobre i na złe! Odszedłbym tylko wtedy, gdyby..."

11.03.2010
Zapaść finansowa GKS-u Katowice może najbardziej odbić się na młodych piłkarzach. - Dlatego to my - ci starsi - chodzimy i dopytujemy. Chcemy, by młodzi skupili się tylko na grze - mówi Jacek Gorczyca.
W jak trudnej sytuacji znajduje się GKS Katowice? Wystarczy powiedzieć, że największym pozytywem ostatnich godzin na Bukowej jest to, że zespół... w ogóle pojedzie na ligowy mecz do Łęcznej. Okazuje się jednak, że i w tak smutnej scenerii można być optymistą. - Wciąż wierzę, że będzie lepiej. Kondycja GKS-u musi się w końcu kiedyś unormować - mówi Jacek Gorczyca.

Jego rola w całym zamieszaniu jest zresztą nie do przecenienia. To on, jako kapitan drużyny, pośredniczy w rozmowach działaczy I-ligowca z piłkarzami. - Razem z Piotrkiem Plewnią i Adrianem Napierałą jesteśmy w stałym kontakcie z wiceprezesem Jackiem Plutą. Chodzimy i dopytujemy w imieniu całej szatni... Chcemy, by młodzi mogli skupić się tylko i wyłącznie na grze - tłumaczy 34-latek, który jednocześnie daje tym "młodym" lekcję przywiązania do barw...

- Musiałby się zdarzyć jakiś kataklizm, żebym odszedł z Bukowej. Ja GKS Katowice mam po prostu w sercu. Jestem z nim na dobre i na złe! Staram się nie tylko oddawać dla niego całe zdrowie, ale też służyć pomocą w szatni. Nie jestem tu tylko dla kasy, chociaż - wiadomo - gdy pieniędzy nie ma, to żonie w domu też trzeba się jakoś wytłumaczyć - dodaje bramkarz GieKSy.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również