Wygrał z GKS-em Katowice w sądzie i chętnie... wróciłby na Bukową
06.05.2010
W końcówce minionego roku Marcin Krysiński, nie mogąc doczekać się na należne mu z Bukowej pieniądze, wytoczył GKS-owi sprawę. Werdykt mógł być tylko jeden. - Wygrałem, bo walczyłem przecież o to, co mi się należy. Wszystko to mam na papierze. Teraz czekam na egzekucję komorniczą - oznajmia 34-letni obrońca. A dodajmy, że chodzi o spore sumy. Zawodnik w Katowicach grał dwa sezony, a zaległości pojawiły się już w tym pierwszym.
Mimo satysfakcjonującego finału, "Krycha" podkreśla jednak, że pewien niesmak pozostał. - Bo to mogło się odbyć bez udziału sądu. Niejednokrotnie chciałem się z klubem dogadać. Ale dobrej woli ze strony GKS-u nie było. Raz kiedyś - chyba w grudniu - zadzwonił do mnie Marek Worach, ówczesny prezes GieKSy, z zapytaniem, ile są mi winni. Tyle że było mu to potrzebne do oszacowania długów klubu, a nie spłacenia mnie - wskazuje.
Teraz rozdział o nazwie "GKS Katowice" Krysiński może już na dobre zamknąć. Choć on sam wolałby aby było... wręcz odwrotnie. - Pobyt na Bukowej wspominam bardzo miło. Fantastyczna atmosfera, świetni ludzie... Gdyby nadarzyło się okazja, to chętnie bym tam wrócił - zaznacza i przypomina, że po zakończeniu sezonu będzie do wzięcia za darmo. Wtedy bowiem wygaśnie jego kontrakt z II-ligowym Pelikanem Łowicz.
A jeśli w GKS-ie swojego byłego defensora nie będą potrzebowali, to ten nie pogardzi ofertą innego z klubów naszego regionu. Choćby z niższej ligi. Tak spodobało mu się na Górnym Śląsku. - Czuliśmy się z tu z żoną na tyle dobrze, że na majówkę zamiast grillować wybraliśmy się do Katowic - uśmiecha się były gracz wodzisławskiej Odry.
Mimo satysfakcjonującego finału, "Krycha" podkreśla jednak, że pewien niesmak pozostał. - Bo to mogło się odbyć bez udziału sądu. Niejednokrotnie chciałem się z klubem dogadać. Ale dobrej woli ze strony GKS-u nie było. Raz kiedyś - chyba w grudniu - zadzwonił do mnie Marek Worach, ówczesny prezes GieKSy, z zapytaniem, ile są mi winni. Tyle że było mu to potrzebne do oszacowania długów klubu, a nie spłacenia mnie - wskazuje.
Teraz rozdział o nazwie "GKS Katowice" Krysiński może już na dobre zamknąć. Choć on sam wolałby aby było... wręcz odwrotnie. - Pobyt na Bukowej wspominam bardzo miło. Fantastyczna atmosfera, świetni ludzie... Gdyby nadarzyło się okazja, to chętnie bym tam wrócił - zaznacza i przypomina, że po zakończeniu sezonu będzie do wzięcia za darmo. Wtedy bowiem wygaśnie jego kontrakt z II-ligowym Pelikanem Łowicz.
A jeśli w GKS-ie swojego byłego defensora nie będą potrzebowali, to ten nie pogardzi ofertą innego z klubów naszego regionu. Choćby z niższej ligi. Tak spodobało mu się na Górnym Śląsku. - Czuliśmy się z tu z żoną na tyle dobrze, że na majówkę zamiast grillować wybraliśmy się do Katowic - uśmiecha się były gracz wodzisławskiej Odry.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku