Wojciech Stawowy: Pewnie utrzymałem GKS w I lidze. Mam czyste sumienie

17.08.2012
- Mimo, że kibice żegnali mnie w niemiły sposób i pewnie przywitają niezbyt sympatycznie, to nie zmienia to faktu, że miałem tam fajny zespół - mówi obecny trener Cracovii, który w niedzielę zawita na Bukową.
GKS Katowice ma już za sobą dwa mecze, a dla was spotkanie na Bukowej będzie dopiero inauguracją ligi. Dobrze wypadliście w meczu Pucharu Polski. Macie jakieś obawy przed meczem z GieKSą?

Wojciech Stawowy: - Obawiać się nigdy nie można niczego. Jesteśmy mężczyznami, gdybyśmy się bali meczu, czy przeciwnika, to by źle o nas świadczyło. Mamy jednak respekt dla przeciwnika, dla każdego taki sam. Nie różnicujemy, to nie jest tak, że Zawisza był godny, bo ma dobrą kadrę, a GKS jest słabszy i go nie szanujemy. Jakby tak było, to by świadczyło o tym, że nie jesteśmy zespołem i nie jesteśmy przygotowani do rozgrywek.

Przeciwko GKS-owi nie będzie mógł pan skorzystać z Marcina Budzińskiego. To dobra wiadomość dla katowiczan, że zabraknie lidera drużyny przeciwnej?

- Nie mamy lidera, my jesteśmy zespołem, gdzie każde ogniowo jest bardzo ważne. Szkoda, że go nie będzie, ale mamy chłopców, którzy chcą grać i nie mają mniejszych umiejętności.

Ostatnim pana zespołem był własnie GKS. Ten mecz ma dla pana szczególne znaczenie?

- Podchodzę do tego meczu jak do każdego innego. Tak jest w tym zawodzie, że gra się przeciwko zespołowi, który się kiedyś prowadziło. Nie wywołuje to u mnie większych emocji i dodatkowego obciążenia. Wiem, że będzie ciężko o punkty w tym spotkaniu, ale powtarzam, w tej lidze z każdym będzie ciężko.

Jak pan wspomina sezon spędzony na Bukowej?

- Ja wspominam bardzo miło. Dziwiły mnie pojawiające się opinie, niekoniecznie przychylne mojej osobie. Mamy jednak wolność słowa i każdy może mówić, co chce. Do GKS-u przyszedłem w bardzo trudnym momencie, drużyna była totalnie rozbita. Trzeba było to wszystko pozbierać "do kupy". Na sześć kolejek przed końcem byliśmy już utrzymani, a taki był mój cel. Chciałem potem budować drużynę, która miała wrócić do ekstraklasy, ale nie mogłem tego zrobić z wielu względów, o których nie chcę już mówić.

- Mimo, że kibice żegnali mnie w niemiły sposób i teraz pewnie przywitają niezbyt sympatycznie, to nie zmienia to faktu, że miałem tam fajny zespół, spotkałem tam fantastycznych ludzi. Z drużyną miałem dużo kapitalnych spotkań i tak patrzę na moją pracę. Cieszę się, że pewnie utrzymałem GKS w I lidze, a teraz wróciłem do Cracovii i jest mi z tym bardzo dobrze. Ja mam czyste sumienie.


Notował Michał Knura
autor: Michał Knura

Przeczytaj również