Wojciech Stawowy: Karząc zawodników, strzeliłbym sobie samobója

31.08.2010
- Powiedziałem piłkarzom, że w niedzielę zakończył się pewien etap. Teraz budujemy nowy - podkreśla Wojciech Stawowy, który po raz pierwszy poprowadził dziś trening GKS-u Katowice.
- Dlaczego zgodziłem się na pracę w GKS-ie? Bo to klub z tradycjami i rzeszą kibiców, rozpoznawalny w Polsce. Jest tu po prostu klimat do piłki. Dlatego - proszę mi wierzyć - nie trzeba się było długo zastanawiać, by podjąć takie wyzwanie. Rozmawiając z ludźmi z klubu, zauważyłem zresztą, że profesjonalizmu tu nie brakuje - zaznacza nowa trener I-ligowca.

Dziś Stawowy po raz pierwszy spotkał się z zespołem. Po rozmowie w szatni zarządził zajęcia, które trwały nieco ponad godzinę. - I jestem tym treningiem zbudowany. Oczywiście daleko jednak jeszcze do hurraoptymizmu, bo sytuacja w tabeli jest taka, a nie inna. W drużynie, która od dłuższego czasu nie potrafi wygrać, siada morale. To morale trzeba w parę dni podnieść. Ci zawodnicy na nowo muszą uwierzyć, że mogą liczyć się w I lidze - tłumaczy Stawowy, który czasu ma szalenie mało. Ligowy mecz z MKS-em Kluczbork już bowiem w sobotę...

- Przychodzę do zespołu, którego praktycznie nie znam. Wiem o nim tyle, ile dowiedziałem się z relacji prasowych czy obserwacji spotkań z Dolcanem Ząbki, Wartą Poznań i Podbeskidziem Bielsko-Biała - przyznaje i właśnie tym brakiem wiedzy tłumaczy niechęć do jakichkolwiek kar dla zawodników. A o takich na Bukowej przecież myślano. - Nie mam o tych chłopakach tak dużej wiedzy, żeby ich karać. Gdybym tak postąpił, to strzeliłbym sobie gola samobójczego. A ja chcę każdemu dać szansę - zapewnia.

Jednocześnie liczy też na nowe twarze. Ile ich będzie? - Pewność mam odnośnie czterech nazwisk. Ta liczba może wzrosnąć do sześciu - zdradza Stawowy, z którym rozmawialiśmy około godziny 19:00. To ważne, bo przecież okienko transferowe zamyka się dzisiejszej nocy...
 
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również