Wielkie lanie po GieKSiarsku

28.03.2016
Śmigus-dyngus to święto znane wszystkim i przez wielu lubiane. My postanowiliśmy nieco przekornie przypomnieć „lanie” jakie swoim rywalom fundowali lub jakie sami otrzymali piłkarze klubów z naszego regionu. Tym razem czas na GKS Katowice.
Rafał Rusek/Press Focus
W swojej ponad 52-letniej historii piłkarze z ulicy Bukowej zanotowali wiele spektakularnych zwycięstw, ale także dotkliwych porażek. Zacznijmy od tych gorszych wspomnień.

Zagłębie Lubin – GKS Katowice 7:0 (ekstraklasa - sezon 2004/05)

Najwyższą porażkę GieKSa zanotowała w swoim ostatnim jak do tej pory sezonie w ekstraklasie. 16 października 2004 roku zajmujący ostatnie miejsce w tabeli katowiczanie zmierzyli się w Lubinie z tamtejszym Zagłębiem, które trzy tygodnie wcześniej dostało na swoim stadionie łomot 1:7 od krakowskiej Wisły.
Na ten wyjazd z katowicką drużyną pojechał już nowy trener Mieczysław Broniszewski, który w poprzednim sezonie uratował przed spadkiem warszawską Polonię. - Chciałem dać sygnał, że nie pozwolę się w sposób jawny oszukiwać. - mówił Piotr Dziurowicz mając na myśli panujące wtedy korupcyjne praktyki. Na niewiele się to jednak zdało, bo na nie istniejącym już starym stadionie w Lubinie rozgrywał się prawdziwy koszmar. Worek z bramkami rozwiązał w 35 minucie obecny trener Arki Gdynia Grzegorz Niciński, który trafił potem jeszcze dwukrotnie. Dwie bramki strzelił dzisiejszy zawodnik Miedzi Legnica Wojciech Łobodziński, a po jednym golu dołożyli Dariusz Jackiewicz i Łukasz Piszczek (przedstawiać nie trzeba). Wynik mógł być jeszcze wyższy gdyby nie najlepszy zawodnik w szeregach gości - bramkarz Dariusz Klytta. - Pamiętam, że potem zawodnicy z innych drużyn z z nas się śmiali mówiąc: 07 zgłoś się. - wspomina Mirosław Widuch.

Przejdźmy jednak do wspomnień znacznie milszych fanom GieKSy

GKS Katowice – Szombierki Bytom 9:0 (IV – obecnie III liga - sezon 2005/06)

7 czerwca 2006 r. absolutny hegemon ówczesnej IV ligi śląskiej GKS Katowice, który co dopiero powstał z popiołów po upadku „starej GieKSy” zmierzył się w przedostatniej kolejce w meczu „o pietruszkę” z upadającymi właśnie Szombierkami Bytom. Już w 2 minucie gola strzelił Sebastian Gielza, ale do przerwy po bramkach Paski i Jaromina było „tylko” 3:0. ten wynik utrzymywał się aż do 71 minuty kiedy ponownie do bramki gości trafił Jaromin. Od tego momentu GieKSa rozpoczęła prawdziwy "śmigus-dyngus". Między 78 a 89 minutą gole zdobywali Gawełczyk, ponownie Gielza (trzy) i Sierka. Mimo to w szeregach gospodarzy pozostał spory niedosyt. - Zagraliśmy dzisiaj dobry mecz, ale mało skuteczny - mówił Hubert Jaromin – Jakby sam Sebastian przełamał się dzisiaj, to mogło być piętnaście.
Co ciekawe na boiskowym zegarze do końca meczu widniał wynik 7:0, ponieważ tabliczki z numerami były jedynie do „siódemki.”


GKS Katowice – Jagiellonia Białystok 7:1 (ekstraklasa - sezon 1992/93)

Drugim najwyższym, z tym że odniesionym na szczeblu centralnym, zwycięstwem piłkarzy GKS Katowice jest wygrana z Jagiellonią Białystok 1 maja 1993 roku.
Choć podopieczni jedynego jak dotąd zagranicznego trenera GKS Austriaka Adolfa Blutscha nie mieli już praktycznie szans na dogonienie ligowej czołówki i wszystkie siły skupili na wywalczeniu Pucharu Polski, to w dniu święta pracy ani myśleli odpoczywać. Siedem goli zaaplikowanych zdecydowanemu outsiderowi – białostockiej Jagiellonii, było najniższym wymiarem kary.
„W zasadzie można się jedynie zastanawiać nad tym, dlaczego katowiczanie nie wygrali tego spotkania w rozmiarach dwucyfrowych, bowiem biorąc pod uwagę przebieg gry zwłaszcza w drugiej połowie i bramkowe efekty, wysokość zwycięstwa należałoby uznać za zbyt skromną.” - pisał katowicki „Sport”
Worek z bramkami otworzył „Ecik” Janoszka, który oczywiście głową zdobył swojego pierwszego gola w tym meczu. Na 2:0 podwyższył Adam Kucz, który z dwóch metrów, stojąc tyłem do bramki, strzelił gola piętą. Sześć minut po przerwie „Wolny wbiegł między obrońców gości podziwiających układ chmur i strzelił w taki sposób, że piłka trafiła do siatki po odbiciu się od wewnętrznej strony poprzeczki.”  W 62 min. Janoszka zdobył swojego drugiego gola głową i było 4:0. Dwie minuty później na 5:0 podwyższył Roman Szewczyk. Chwila dekoncentracji GKS w 65 minucie pozwoliła Mariuszowi Piekarskiemu zdobyć honorowego gola dla gości. Ten ceniony później pomocnik, za partnerów w zespole miał takich zawodników jak Jacek Chańko czy Marek Citko, ale ich czas miał dopiero nadejść. W 74 minucie Dariusz Wolny zdobywa drugiego swojego gola, a szóstego dla GieKSy. Wynik na 7:1 ustalił Marian Janoszka, zdobywając swojego trzeciego gola w tym meczu - dla odmiany nogą. W 86 i 88 minucie powinny jeszcze paść dwa gole dla gospodarzy, ale jakimś cudem piłkę po strzałach najpierw Szewczyka, a potem Kucza, parował na róg Heller.
Niespełna dwa miesiące później GieKSa zdobyła swój ostatni jak dotąd Puchar Polski, a dokładnie 1,5 roku później wyeliminowała w II rundzie pucharu UEFA Girondins Bordeux... To już jednak zupełnie inna historia.

źródło: SportSlaski.pl
autor: Tomasz Pikul

Przeczytaj również