Widzew - Ruch 0-1. Słodki rewanż Waldemara Fornalika
23.09.2009
Trener Fornalik minionej zimy zostawił Widzew na 1. lokacie w tabeli, kiedy postanowiono, że jego miejsce zajmie Paweł Janas. Dziś w roli szkoleniowca Ruchu Chorzów odniósł kolejną wygraną, choć jego zespół wystąpił w mocno eksperymentalnym zestawieniu. Zmiennicy zagrali jednak solidnie. Na szczególne pochwały zasługuje linia defensywna, w której pierwszej skrzypce grał Piotr Stawarczyk. Gracz ten latem trafił do Chorzowa z... Widzewa.
"Niebiescy" nie podkręcali tempa. - Chcieliśmy dać się wyszumieć rywalowi - tłumaczył Andrzej Niedzielan, który zagrał "połówkę" i oczywiście wyróżniał się. Fornalik dał mu jednak odpocząć. Na drugą odsłonę wyszedł Sobiech. 19-latek zaliczył asystę przy bramce Łukasza Janoszki. - Spodziewaliśmy się, że Widzew na własnym terenie ruszy do ataku. Dlatego czekaliśmy cierpliwie na swoją szansę i się doczekaliśmy - cieszył się "Ecik". Piłka po jego strzale odbiła się jeszcze od Bieniuka, czym zmyliła bramkarza.
Jeszcze w regulaminowym czasie gry Ruch mogł postawić kropkę nad "i". Pulkowski sprytnym strzałem trafił w poprzeczkę. Z dobitką pospieszył Balaż, lecz będąc w znakomitej sytuacji fatalnej spudłował. Po chwili łodzianie powinni wyrównać. Piech znalazł się w sytuacji sam na sam z Perdijiciem. Przeniósł piłkę tuż nad poprzeczką. - Mieliśmy dużo szczęścia. To była dwustuprocentowa okazja. Sami do tego doprowadziliśmy, bo wcześniej trzeba było podwyższyć na 2-0 - wskazał Janoszka.
Ruch, jako finalista ostatniej edycji Pucharu Polski, awansował do kolejnej fazy. Kibiców i trenera cieszy zapewne, że drużyna nie tylko wygrała, ale też znów zagrała "na zero z tyłu".
"Niebiescy" nie podkręcali tempa. - Chcieliśmy dać się wyszumieć rywalowi - tłumaczył Andrzej Niedzielan, który zagrał "połówkę" i oczywiście wyróżniał się. Fornalik dał mu jednak odpocząć. Na drugą odsłonę wyszedł Sobiech. 19-latek zaliczył asystę przy bramce Łukasza Janoszki. - Spodziewaliśmy się, że Widzew na własnym terenie ruszy do ataku. Dlatego czekaliśmy cierpliwie na swoją szansę i się doczekaliśmy - cieszył się "Ecik". Piłka po jego strzale odbiła się jeszcze od Bieniuka, czym zmyliła bramkarza.
Jeszcze w regulaminowym czasie gry Ruch mogł postawić kropkę nad "i". Pulkowski sprytnym strzałem trafił w poprzeczkę. Z dobitką pospieszył Balaż, lecz będąc w znakomitej sytuacji fatalnej spudłował. Po chwili łodzianie powinni wyrównać. Piech znalazł się w sytuacji sam na sam z Perdijiciem. Przeniósł piłkę tuż nad poprzeczką. - Mieliśmy dużo szczęścia. To była dwustuprocentowa okazja. Sami do tego doprowadziliśmy, bo wcześniej trzeba było podwyższyć na 2-0 - wskazał Janoszka.
Ruch, jako finalista ostatniej edycji Pucharu Polski, awansował do kolejnej fazy. Kibiców i trenera cieszy zapewne, że drużyna nie tylko wygrała, ale też znów zagrała "na zero z tyłu".
Polecane