Warta - Katowice 2-1. Porażka zasłużona, ale... niedosyt pozostał
20.03.2011
Poznaniacy po raz pierwszy tej wiosny grali na własnym boisku, a że zimą zaszły w tej drużynie duże zmiany, klub wpuszczał kibiców na trybuny... za darmo. Nic więc dziwnego, że Warta, która w ostatnim czasie z rzadka przyciągała choćby tysiąc osób, zebrała teraz aż około 20 razy więcej kibiców. Na trybunach i tak głośniejsza była jednak grupa fanów z Katowic, lecz na boisku rządzili gospodarze, którzy tej wiosny jeszcze nie stracili punktów.
Ledwo mecz się zaczął, a Warta już powinna była objąć prowadzenie. Katowiccy obrońcy grali zbyt niemrawo i nie radzili sobie zwłaszcza z Piotrem Reissem. Szczególnie groźnie było, gdy doświadczony zawodnik dośrodkował do Alaina Ngamayamy, a ten mocno uderzył głową w kierunku bramki Jacka Gorczycy. Bramkarz GKS-u niepotrzebnie wyszedł do piłki i przez to nie miał szans jej złapać. Na szczęście dla zawodników Wojciecha Stawowego, gracz Warty trafił w spojenie słupka z poprzeczką.
Kilkanaście minut później nie było już litości. Po błędzie obrony, Michał Ciarkowski znalazł się oko w oko z Gorczycą i pewnie wykorzystał sytuację. Katowiczanie starali się zagrać nieco bardziej ofensywnie, jednak nic im nie wychodziło. Dopiero w końcówce pierwszej połowy mieli okazję, by wyrównać. Bartłomiej Chwalibogowski dośrodkował prosto na głowę Tomasza Hołoty, ale ten trafił w słupek. Pierwszą połowę GieKSa zakończyła bez celnego strzału!
Trener Stawowy zareagował od razu i od początku drugiej połowy wpuścił na boisko Janusza Dziedzica, który wydatnie przyczynił się do wyrównującej bramki. Doświadczony zawodnik wypuścił Hołotę sam na sam z Andrzejem Bledzewskim i tym razem młody piłkarz GKS-u strzelił tuż obok lewego słupka, nie dając szans bramkarzowi. Katowiczanie liczyli jeszcze na wywiezienie trzech punktów z Poznania, ale cztery minuty przed końcem te marzenia prysły. Paweł Iwanicki dostał piłkę pięć metrów od bramki, zwodem minął obrońcę i wepchnął piłkę do siatki. GKS przegrał zasłużenie, jednak naprawdę niewiele zabrakło, by dowieźć remis do końca.
Po tym meczu katowiczanie zajmują jedenaste miejsce w tabeli i mają cztery punkty przewagi nad strefą spadkową.
Ledwo mecz się zaczął, a Warta już powinna była objąć prowadzenie. Katowiccy obrońcy grali zbyt niemrawo i nie radzili sobie zwłaszcza z Piotrem Reissem. Szczególnie groźnie było, gdy doświadczony zawodnik dośrodkował do Alaina Ngamayamy, a ten mocno uderzył głową w kierunku bramki Jacka Gorczycy. Bramkarz GKS-u niepotrzebnie wyszedł do piłki i przez to nie miał szans jej złapać. Na szczęście dla zawodników Wojciecha Stawowego, gracz Warty trafił w spojenie słupka z poprzeczką.
Kilkanaście minut później nie było już litości. Po błędzie obrony, Michał Ciarkowski znalazł się oko w oko z Gorczycą i pewnie wykorzystał sytuację. Katowiczanie starali się zagrać nieco bardziej ofensywnie, jednak nic im nie wychodziło. Dopiero w końcówce pierwszej połowy mieli okazję, by wyrównać. Bartłomiej Chwalibogowski dośrodkował prosto na głowę Tomasza Hołoty, ale ten trafił w słupek. Pierwszą połowę GieKSa zakończyła bez celnego strzału!
Trener Stawowy zareagował od razu i od początku drugiej połowy wpuścił na boisko Janusza Dziedzica, który wydatnie przyczynił się do wyrównującej bramki. Doświadczony zawodnik wypuścił Hołotę sam na sam z Andrzejem Bledzewskim i tym razem młody piłkarz GKS-u strzelił tuż obok lewego słupka, nie dając szans bramkarzowi. Katowiczanie liczyli jeszcze na wywiezienie trzech punktów z Poznania, ale cztery minuty przed końcem te marzenia prysły. Paweł Iwanicki dostał piłkę pięć metrów od bramki, zwodem minął obrońcę i wepchnął piłkę do siatki. GKS przegrał zasłużenie, jednak naprawdę niewiele zabrakło, by dowieźć remis do końca.
Po tym meczu katowiczanie zajmują jedenaste miejsce w tabeli i mają cztery punkty przewagi nad strefą spadkową.
Polecane
I liga
Przeczytaj również
24.07.2022
24.07.2022
"GieKSa" w szoku przy pustym Blaszoku