W zimie na Bukową nie chciał przyjść nikt. Teraz jest kolejka chętnych

27.06.2010
Odkąd w GKS-ie Katowice są pieniądze, chętnych do gry w klubie trudno zliczyć. - Wszyscy oni są ponoć najlepsi na świecie i do tego grają na wszystkich pozycjach - uśmiecha się Dariusz Fornalak.
- Moja żona poznaje, że mam pracę, po tym, że czasem w domu nie jest ze mną w stanie zamienić dwóch zdań, bo telefon nie milknie - śmieje się Dariusz Fornalak. Tymczasem bardzo możliwe, że w ostatnich dniach nie zamienił z małżonką... choćby i jednego zdania. Bo o ile jeszcze w zimie w GKS-ie nie chciał grać praktycznie nikt (przyznawali to nawet działacze klubu), tak teraz - gdy poszło w Polskę, że w Katowicach są pieniądze - kolejka zainteresowanych występami na Bukowej nie ma końca.

- Gdybym chciał rozpatrywać wszystkie propozycje, które otrzymuję w ciągu jednego tylko dnia, to nie bylibyśmy w stanie normalnie pracować, bo musielibyśmy tylko bez przerwy testować rzeszę zawodników. Wszyscy oni są ponoć najlepsi na świecie i do tego grają na wszystkich pozycjach - uśmiecha się szkoleniowiec katowiczan.

Do sprawy podchodzi jednak bardzo spokojnie. Nie chce nawet słyszeć o żadnym "castingu". - Jestem przeciwnikiem zbierania w jednym dniu i o jednej godzinie dwudziestki piłkarzy i wybierania spośród nich. To niemożliwe, by w ten sposób odpowiednio ich ocenić. Nigdy z takiej metody nie korzystałem i nie zamierzam korzystać. Nie wykluczam natomiast oczywiście, że na zajęciach będą pojawiali się pojedynczy gracze - wskazuje Fornalak.

- Jakąś wizję tej drużyny mamy. Mamy ją my - trenerzy, ma ją dyrektor sportowy Jan Furtok, ma ją prezes Jacek Krysiak. Oni wiedzą o kandydaturach, które my skłonni bylibyśmy zaakceptować, i prowadzą rozmowy - dodaje szkoleniowiec GieKSy.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również