"W GieKSie nie mają zaufania do swoich rezerwowych? Ależ skąd!"

07.10.2009
Mecz z Podbeskidziem Bielsko-Biała mógł być dla rezerwowych GKS-u Katowice dużą szansą. - Ale o to, że tak się nie stanie, nie możemy mieć nawet najmniejszego żalu - mówi Łukasz Uszalewski.
Wniosek GKS-u Katowice o przełożenie sobotniego spotkania z Podbeskidziem Bielsko-Biała można by odbierać jako swoiste... wotum nieufności dla tych z członków kadry zespołu, którzy w pierwszym składzie się nie mieszczą. A przecież absencja aż trzech podstawowych zawodników (Kamila Cholerzyńskiego, Tomasza Hołoty i Mateusza Kamińskiego) byłaby dla piłkarzy z drugiego planu świetną okazją do wywalczenie miejsca w jedenastce.

- Brak zaufania do ławki rezerwowych? Ależ skąd! Nie możemy mieć do nikogo nawet najmniejszego żalu. Nie dziwmy się, że trener chce wystawić przeciw Podbeskidziu wszystko, co ma najlepsze - mówi obrońca Łukasz Uszalewski, jeden z tych, którzy w rywalizacji z bielszczanami - gdyby ta odbyła się w pierwotnym terminie - zagrałby najpewniej od pierwszej minuty.

Co na to sam 21-latek? Przekonuje, że plac gry w drużynie z Katowic i tak - prędzej czy później - sobie wywalczy. - Szczerze mówiąc, po starciu z Motorem Lublin, w którym wystąpiłem od początku, liczyłem, że ławka rezerwowych to już dla mnie przeszłość. Ale pojedynek z GKP Gorzów Wielkopolski wszystko zweryfikował. Teraz myślę tylko o tym, jak tu znaleźć uznanie w oczach sztabu szkoleniowego na wtorkową konfrontację z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. W końcu na Bukową przyszedłem po to, by ogrywać się w meczach o stawkę... - dodaje.
autor: Kamil Kwaśniewski

Przeczytaj również